Zadłużenie rośnie!


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

No przysięgam, szlag mnie trafi! Jeszcze chwila i eksploduje mi głowa! A po mózgu zostanie dziura. Dlaczego?

Budujemy dom (Tak, tak… Należymy do tej grupy młodych Polaków, którzy, chcąc mieszkać na swoim, zadłużają się na trylion lat). Czekamy właśnie, aż założone zostaną okna. Po tym etapie wparować ma mój szwagier- specjalista od elektryki. Musimy więc mieć już „wizję”. Wizję rozmieszczenia mebli w naszym domu, coby odpowiednio dobrać umiejscowienie oświetlenia i gniazdek. Jak słyszę słowo „wizja” to mnie kur***a zbiera i krew od środka zalewa (matce nie wypada, ale sorry…).

Ok. Musimy wszystko zaplanować. Zaproponowałam mojemu lubemu, aby salon i kuchnię (jakby nie patrzeć, serce domu) zaprojektowała nam jedna z moich dalekich znajomych, która „siedzi w tym od dawna”.

– Nie stać nas.

– Na przeróbki po naszych projektach nas na pewno będzie stać…

– Ja się tym zajmę!

Jak ja słyszę z ust męża „zajmę się tym”, to w głowie automatycznie zapala się czerwona lampka alarmowa. Zaszywa się kącie, jest nieobecny, nie mówi, nie je, nie pije, jest skupiony. Tak jakby go nie było…

Ja niestety nie jestem typem kobiety, która z paletą barw w ręku będzie chodziła od ściany do ściany, aby dobrać odpowiednie kolory. Zresztą, nie mam kompletnie wyobraźni. Ale i tak jestem w tym lepsza niż mój mąż. On poczuł jednak misję. Od razu zabrał się do roboty. Zaraz po pracy zlecił mi usypianie Młodego. Konkretnie, to zapytał:

– Uśpisz go dzisiaj?

A ja z lekko zdziwioną miną i niemym „Heloł” popatrzyłam na niego. Kto niby nasze dziecko usypia co wieczór? Bo chyba nie on…

Według zalecenia mojego męża, położyłam dziecko w łóżeczku. Odczekałam pół godzinki, aż Młody, mrucząc coś pod swoim maleńkim noskiem, zasnął i postanowiłam mężowi towarzyszyć w trudnym procesie projektowym.

Mój kreatywny mąż znalazł darmowy program do projektowania wnętrz. W trakcie półgodzinnego usypiania zdążył zrobić zarys ścian całego parteru. Mogliśmy więc zacząć ustawianie mebli.

– Kuchnię ja chcę taką.- od razu się wtrąciłam i otwarłam jedną z moich zakładek w przeglądarce.

– Nie podoba mi się.

– Jezu, jest piękna. Białe meble, laminowane, bez uchwytów. Do tego szare płytki na podłodze i szarości między blatem, a górnymi półkami. Taka surowa, ale jednak przytulna.

– Weź daj spokój.- i zaczął wyszukiwać coś, co podoba się jemu. I niestety szukał takiego pomysłu, żeby podobał się jemu, a mnie nie. Tak na przekór.

– Nie. Okropna. Ta też… i ta… i ta też mi się nie podoba.

– Dobra, nieważne jakie meble. Nie mamy wielu możliwości rozmieszczenia oświetlenia.

Punktowo zaznaczyliśmy więc miejsca na planowane ledy, lampy, czy Bóg sam raczy wiedzieć co. Przeszliśmy do jadalnio- salonu.

– No bez jaj. Co my tu zmieścimy?

– No szczerze mówiąc… prawie nic.

– Dobra, stół, krzesła. To wiemy. I wiszące lampy nad stołem. Sofa. Hmmm… Zmieści się tylko dwuosobowa. Tu byłby malutki stolik, a obok jakieś małe dwa fotele. Na wprost kanapy maleńka tylko szafka, żebyśmy postawili na niej telewizor…

– I żebyśmy się nie zesrali z tymi MALUTKIMI mebelkami…jak krasnoludki!

– No co ja Ci poradzę, że mamy MALUTKI SALONIK, to i wyposażenie będzie malutkie!

I tak gdzieś do godziny 21:00 ustawialiśmy mebelki w naszym projekciku. Już mieliśmy kończyć,a tu nagle… program się wyłączył. Nic się nie zapisało. Cały nasz wysiłek poszedł na marne. Nawet nie popatrzyłam na Lubego. Nie musiałam. Czułam jak sztywnieje z nerwów…

– Coś przycisnąłeś?

– Nic.- tyle był wstanie, przez zaciśnięte zęby, wydusić z siebie mój mąż.

Gdyby nie to, że jesteśmy coraz bardziej zadłużeni i nie stać by nas było na kupno nowego laptopa, ten z pewnością wyleciałby przez okno na podwórko. Poklepałam męża po ramieniu i udałam się do naszego cudownego łóżka. Byleby już nie myśleć o tych mebelkach, światełkach, salonikach… Zdecydowanie, to nie jest dla mnie…

Współpraca nie służy pielęgnowaniu naszej miłości. No chyba, że ćwiczymy naszą cierpliwość. A to też jakiś sposób pielęgnacji. Bo przecież trzeba mieć kogoś z kim można się pokłócić i kto po kłótni kocha cię nadal- tylko ciszej…

 P.S.: Jeśli podoba Ci się to co piszę i w jaki sposób piszę zapraszam do polubienia mnie na fb 🙂

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!