Zadłużenie rośnie!

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

No przysięgam, szlag mnie trafi! Jeszcze chwila i eksploduje mi głowa! A po mózgu zostanie dziura. Dlaczego?

Budujemy dom (Tak, tak… Należymy do tej grupy młodych Polaków, którzy, chcąc mieszkać na swoim, zadłużają się na trylion lat). Czekamy właśnie, aż założone zostaną okna. Po tym etapie wparować ma mój szwagier- specjalista od elektryki. Musimy więc mieć już „wizję”. Wizję rozmieszczenia mebli w naszym domu, coby odpowiednio dobrać umiejscowienie oświetlenia i gniazdek. Jak słyszę słowo „wizja” to mnie kur***a zbiera i krew od środka zalewa (matce nie wypada, ale sorry…).

Ok. Musimy wszystko zaplanować. Zaproponowałam mojemu lubemu, aby salon i kuchnię (jakby nie patrzeć, serce domu) zaprojektowała nam jedna z moich dalekich znajomych, która „siedzi w tym od dawna”.

– Nie stać nas.

– Na przeróbki po naszych projektach nas na pewno będzie stać…

– Ja się tym zajmę!

Jak ja słyszę z ust męża „zajmę się tym”, to w głowie automatycznie zapala się czerwona lampka alarmowa. Zaszywa się kącie, jest nieobecny, nie mówi, nie je, nie pije, jest skupiony. Tak jakby go nie było…

Ja niestety nie jestem typem kobiety, która z paletą barw w ręku będzie chodziła od ściany do ściany, aby dobrać odpowiednie kolory. Zresztą, nie mam kompletnie wyobraźni. Ale i tak jestem w tym lepsza niż mój mąż. On poczuł jednak misję. Od razu zabrał się do roboty. Zaraz po pracy zlecił mi usypianie Młodego. Konkretnie, to zapytał:

– Uśpisz go dzisiaj?

A ja z lekko zdziwioną miną i niemym „Heloł” popatrzyłam na niego. Kto niby nasze dziecko usypia co wieczór? Bo chyba nie on…

Według zalecenia mojego męża, położyłam dziecko w łóżeczku. Odczekałam pół godzinki, aż Młody, mrucząc coś pod swoim maleńkim noskiem, zasnął i postanowiłam mężowi towarzyszyć w trudnym procesie projektowym.

Mój kreatywny mąż znalazł darmowy program do projektowania wnętrz. W trakcie półgodzinnego usypiania zdążył zrobić zarys ścian całego parteru. Mogliśmy więc zacząć ustawianie mebli.

– Kuchnię ja chcę taką.- od razu się wtrąciłam i otwarłam jedną z moich zakładek w przeglądarce.

– Nie podoba mi się.

– Jezu, jest piękna. Białe meble, laminowane, bez uchwytów. Do tego szare płytki na podłodze i szarości między blatem, a górnymi półkami. Taka surowa, ale jednak przytulna.

– Weź daj spokój.- i zaczął wyszukiwać coś, co podoba się jemu. I niestety szukał takiego pomysłu, żeby podobał się jemu, a mnie nie. Tak na przekór.

– Nie. Okropna. Ta też… i ta… i ta też mi się nie podoba.

– Dobra, nieważne jakie meble. Nie mamy wielu możliwości rozmieszczenia oświetlenia.

Punktowo zaznaczyliśmy więc miejsca na planowane ledy, lampy, czy Bóg sam raczy wiedzieć co. Przeszliśmy do jadalnio- salonu.

– No bez jaj. Co my tu zmieścimy?

– No szczerze mówiąc… prawie nic.

– Dobra, stół, krzesła. To wiemy. I wiszące lampy nad stołem. Sofa. Hmmm… Zmieści się tylko dwuosobowa. Tu byłby malutki stolik, a obok jakieś małe dwa fotele. Na wprost kanapy maleńka tylko szafka, żebyśmy postawili na niej telewizor…

– I żebyśmy się nie zesrali z tymi MALUTKIMI mebelkami…jak krasnoludki!

– No co ja Ci poradzę, że mamy MALUTKI SALONIK, to i wyposażenie będzie malutkie!

I tak gdzieś do godziny 21:00 ustawialiśmy mebelki w naszym projekciku. Już mieliśmy kończyć,a tu nagle… program się wyłączył. Nic się nie zapisało. Cały nasz wysiłek poszedł na marne. Nawet nie popatrzyłam na Lubego. Nie musiałam. Czułam jak sztywnieje z nerwów…

– Coś przycisnąłeś?

– Nic.- tyle był wstanie, przez zaciśnięte zęby, wydusić z siebie mój mąż.

Gdyby nie to, że jesteśmy coraz bardziej zadłużeni i nie stać by nas było na kupno nowego laptopa, ten z pewnością wyleciałby przez okno na podwórko. Poklepałam męża po ramieniu i udałam się do naszego cudownego łóżka. Byleby już nie myśleć o tych mebelkach, światełkach, salonikach… Zdecydowanie, to nie jest dla mnie…

Współpraca nie służy pielęgnowaniu naszej miłości. No chyba, że ćwiczymy naszą cierpliwość. A to też jakiś sposób pielęgnacji. Bo przecież trzeba mieć kogoś z kim można się pokłócić i kto po kłótni kocha cię nadal- tylko ciszej…

 P.S.: Jeśli podoba Ci się to co piszę i w jaki sposób piszę zapraszam do polubienia mnie na fb 🙂

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Booooże budujecie dom? Tak wam zazdroooszczę 🙂 Ale spokojnie, marzenia się spełniają, może i ja się doczekam 🙂

    10 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Doczekasz się 🙂 ale wiesz, to taka studnia bez dna… Tyle wyrzeczeń. Ubrania na Młodego mamy na szczęście spadkowe. Tylko ja chodze jak ostatni dziad ;-)… Sa plusy i minusy 😉

      11 lutego 2015
      • reply
        ~monika

        Właśnie. Ty chodizsz jak dziad, i choć poświęcisz się dla całej rodziny, bo Młody będzie miał mąż będzie wszystko miał… a ty będziesz jak dziad. Czemu mąż nie jest jak dziad? Tylko czekam, aż Ci powie, że tamta Asia to piękna, zadbana i promienieje a ty… jak dziad. 🙂

        20 lutego 2015
        • I dostałby za to w dziób 🙂

          20 lutego 2015
          • ~ja

            Dostalby w dziob, nastepnym razem by pomyslal, ale nic nie powiedzial. A nastepnym pojdzie do zadbanej kolezanki i bedzie mial gdzies poswiecenia malzonki.

            20 lutego 2015
  • Też marzę o budowie własnego domu, ale realistycznie patrząc- stres przez tyle lat, aż do ostatniej raty! Nie wiem co lepsze 🙂 Ale domu zazdroszczę i liczę na to, że kiedyś sama się odważę! 🙂 Powodzenia i jak najmniej niespodziewanych wydatków! 🙂

    10 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Życzę z całego serca własnego domu i zgody małżeńskiej w trakcie urządzania. A z kredytami… No cóż. My mamy Malý domek… Bywają większe. I kredyty tez sa wtedy wieksze.

      11 lutego 2015
  • Wariaci…
    Nie no, żartuję, jak uda wam się przebrnąć i nie osiwieć, to pewnie będziecie się bardzo cieszyć. U nas urządzanie mieszkania to był koszmar. Ono nadal jest nieumeblowane do końca, bo u nas jest tak, że mój mąż się nie garnie do tego wcale, ale jak ja zrobię projekt, wybiorę kolory i wzory, to wszystko jest nie tak i awantura murowana.
    Jesteś przekonana co do białych, laminowanych frontów? To bardzo ładnie wygląda, ale mnie by trafił szlag, bo na tym widać każdy paluch i ślad.
    Będzie dobrze. Tylko to marzenie przy każdym liście od banku, jak to będzie, gdy będę już siwa i pomarszczona i dostanę ostatni, że już spłacone… 😉

    11 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Wiesz co 🙂 teraz mieszkamy z moimi rodzicami i fronty sa matowe, a kolor miał być idealny, śladów palców miało nie byc. I niestety tez wszystko widać. Ale tak swoja droga… Kiedy my się za to zabierzemy… Kupowanie mebli to za dwa lata pewnie 😉 może się jeszcze wszystko zmienić w mojej głowie 🙂

      11 lutego 2015
      • No, taka prawda, że póki się czegoś w użytkowaniu nie sprawdzi, to się nie wie, czy to najpraktyczniejsze rozwiązanie. Też mam kilka takich „baboli” np. ciemne szerokie panele, tworzące efekt długich desek… które są piękne i miłe w dotyku, ale po zmyciu, zostają na nich ślady i brud widać dużo bardziej niż na jasnym. Ale z kuchnią mi się udało, bo choć fronty są jasne, to przez to, że są drewnopodobne i mają delikatne słoje, to nie widać na nich aż tak dziecięcych łapek czy śladów wody.

        11 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      A ja uważam, ze określenie „wariaci” jest odpowiednie 🙂 każdy kto zabiera się za budowę czy kupno swojego gniazdka to po części wariat 🙂

      11 lutego 2015
  • Fajnie że jesteście już na tym etapie 🙂 My z mężem zaczęliśmy dopiero budowę rozpoczęliśmy. Mamy dopiero fundamenty. Gdzie tam do końca….

    11 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Pozostaje mi powiedzieć, ze najlepsze przed Wami 🙂

      11 lutego 2015
  • reply
    ~Premnathan

    Na drugi raz jak cokolwiek będziecie robić na komputerze, to co jakiś czas zapisujcie na dysku. Proste, a skuteczne.

    20 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Też tak myślę. Ale jakoś byliśmy zbyt zaabsorbowani tym, aby cokolwiek sklecić i dopasować 🙂 Pozdrawiam

      20 lutego 2015
  • Trzeba się nauczyć ze sobą współpracować, bo to będzie ważne w życiu. Ze swojej strony polecam artykuł o faktach, które odkrywamy z wiekiem.
    http://www.finansemlodegopolaka.pl/fakty-ktore-odkrywasz-dopiero-z-wiekiem

    20 lutego 2015
  • reply
    ~agnieszka

    Jest fajny program do „przymierzania” mebli, w którym nie musisz rysować domu, tylko na obraz pomieszczenia wirtualnie wstawiasz konkretne meble w czasie rzeczywistym http://softonet.pl/publikacje/rzuty_okiem/Intiaro-meblowanie.mieszkania.czyli.rozszerzona.rzeczywistosc.w.praktyce,580

    20 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Dzięki, na pewno wykorzystany bo w tym co my robilismy to była meczarnia…

      20 lutego 2015
  • reply
    ~po remoncie

    w naszej kuchni mogę się podzielić kilkoma radami
    -najpierw stolarz meblowy potem elektryk to koniecznie
    po drugie zrób kilka zapasowych gniazdek na wszelki wypadek.
    czy zamawiasz meble w sklepie czy u stolarza projekt ci zrobią za darmo.

    20 lutego 2015
  • reply
    ~kitka

    jak ja się cieszę, że mam to już za sobą…. Do momentu budowy domu nigdy się nie kłóciliśmy, a jak już zaczęliśmy go „stawiać”, to się zaczęło. Oto kilka rad, które według mnie się sprawdzają:
    1. Rozrysujcie na kartkach każde pomieszczenie, zaznaczcie gdzie są okna i drzwi, planowane grzejniki, itd. Teraz pomyślcie jakie będa stały tam meble i gdzie będą potrzebne kontakty, włączniki, lampy, itd. zaznaczcie, zróbcie ksero.
    2. Kontaktów nigdy za wiele, u nas znajomi się śmiali dlaczego w głównej łazience są 4 kontakty (2 x 2 po kazdej stronie lustra), a teraz jak każde z nas ma elektryczną szczoteczkę, to jest jeszcze miejsce na suszarkę i golarkę i iine.
    3. Zanim wybierzecie fronty w kuchni zaplanujcie układ szafek, gdzie kuchenka (płyta), piekarnik, zmywarka, ile szuflad, a ile szafek. Ja np.wolę przechowywać rzeczy w szufladach i takich szafek mam 3, a zwykłych z półkami – tylko dwie. nanieście to na projekt, do tego też będa potrzebne przyłącza, kontakty, itd.
    4. Pochodźcie po sklepach z wyposażeniem, patrzcie na pomysły, nie tylko co się podoba, ale też co jest funkcjonalne. Czasami są to duperele, ja np. mam blat kuchenny wyższy o 5 cm niż standard.
    5. Lakierowane fronty – ja mam kuchnię w wersji pół na pół, częśc szafek ma białe, lakierowane fronty, część to okleina naturalna. Te lakierowane wyglądają super, ale:
    – widać każdy paluch (a raczej całe łapki dwulatka). Do tego – jeśli dom jest w bardziej wiejskiej okolicy to latem muchy upodobają sobie tą biel.
    – niestety lakier może odprysnąć (tak mam – jak moje dziecko uderzyło zabawką z metalowymi elementami w drzwiczki). Nic z tym nie zrobisz – trzeba oddać do stolarza – koszt kosmos. Gdy tymczasem w okleinie pojawi się wgłębienie (dużo mniej widoczne niż odpryśnięcie). Teraz dolne fronty wszystkie byłyby w okleinie – ale projektowałam kuchnię jak nie miałam dziecka – więc mądry człowiek po szkodzie.
    6. Wszystko (płytki, podłogi, inne) na wysoki połysk. Jejuuu, wiem ślicznie wygląda, ale widać na tym wszystko. Ja sobie wymarzyłam białą łazienkę, płytki z połyskiem. Sprzątam ją średnio co 2 dni, bo najpierw na mokro, a potem wytrzec na sucho, żeby śladów nie było, wszystko (każda wyschnięta kropelkę wody) widać. terz nie powtórzyłabym tego błędu.

    życzę powodzenia

    20 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Bardzo dziękuje za rady i mam nadzieje ze przebrniemy przez to jak najszybciej 🙂 my po prostu się na tym nie znamy. Dużo ludzi mi odradza te front na połysk. Faktycznie może lepiej będzie wybrać cos bardziej masowego. Gratuluje juz wybudowanego domu i zazdroszcze 😉

      20 lutego 2015
  • reply
    ~monika

    Twój wpis bardzo przypomina mi moje dawne małżeństwo. Rozstaniecie się prędzej czy później. Nie powinnam na podstawie jednego wpisuu oceniać całego waszego życia, ale … pozwolę sobie na to. Typ i charakter twojego męża doprowadzą do tego, że wybuchniesz bo będziesz tylko matką i żoną, a przestaniesz być kobietą. Będziesz sfrustrowana i zgorzkniała. On będzie miał tego dosyć i nigdy nie zobaczy najmniejszej wady w sobie. Przykład rozmowy o kuchni- nie rozmawialiście, czego oczekujecie od wnętrz i jakie macie wizje? Zeby zmiksować oba wasze plany? Ja też tak miałam z mężem. Ja takie, on takie. Zero rozmowy. Albo jedno ustępuje, albo koniec. A wiadomo, że panu trzeba ustąpić. Jego tekst o dziecku- wystarczająco obrazuje jego charakter. Budowa domu i aranżacja to powinna być radość. Nie była ani u mnie, i u was chyba też nie. Uważam, że to będzie tylko i wyłącznie dom- budynek, bez rodzinności i wspólnoty w środku. Ja rozstałam się ze swoim mężem 4 lata po postawieniu domu. Budowa i wszystko z tym związane, pokazało, że nie potrafimy być razem w codzienności, i działamy na siebie tylko drażniąco, a dom był zbudowany tylko dlatego że… taka kolej rzeczy, bo jak ślub to dzieciak, jak dzieciak to dom, bo przecież status… Dwa lata temu wyszłam ponownie za mąż, i z tym człowiekiem też wybudowaliśmy dom. Kocham ten dom. Kocham szacunek, współpracę i to, że choć nie jest tak świetny jak tamten… żyje. Współczuje relacji z mężem i już pojawiającej się frustracji. I nie sądzę, że mam rację- tylko odnalazłam w tym wpisie siebie z przed x lat. pozdrawiam.

    20 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Mam nadzieje, ze jednak ze sobą wytrwamy bo pomimo tych kłótni, które myślę zdarzają się czesto , kochamy się bardzo mocno i długo wytrzymać bez siebie nie możemy 🙂 przykro mi jednak ze Twoje małżeństwo się nie udało… Jesteś odważna kobieta wiec myślę ze bez problemu ulozysz sobie życie i będziesz szczesliwsza 🙂

      20 lutego 2015
      • reply
        ~monika

        Już jestem 😀 jak pisałam przed dwoma laty wyszłam ponownie za mąż. Łącznie jesteśmy 6 lat, i to zdecydowanie najlepsze co spotkało mnie w życiu 😀 pozdrawiam.

        20 lutego 2015
    • reply
      ~Donor

      Dokładnie. Powinna się już rozstać, bo z czasem będzie trudniej. U mnie jest to samo; wszystko co robiłem i robię jest złe. No i nic nas teraz poza majątkiem i dziećmi nie łączy. Nie rozstaliśmy się w porę, a teraz to już nie będę śmiechu robił, zresztą nie mam sumienia przerzucać jej na barki dzieci.

      20 lutego 2015
      • reply
        na_macierzynskim

        Zapraszam do przeczytania innych wpisów 🙂 Faktycznie, dość często opisuję nasze kłótnie, ale to, że mamy różne zdania w wielu tematach nie znaczy, że się nie kochamy 😉 Pozdrawiam i nie bądźcie takimi pesymistami! A życie na pewno się ułoży!

        20 lutego 2015
        • reply
          ~Donor

          Wszystko się ułoży. Jak powiedział grabarz oklepując mogiłę

          20 lutego 2015
          • na_macierzynskim

            Nie będę ciągnęła tego wątku i udowadniała nikomu, że mamy udane i szalone małżeństwo (mimo, że trochę kłótliwe). Pozdrawiam 🙂

            20 lutego 2015
        • reply
          ~paulina

          Trochę nie rozumiem tych głupich komentarzy.
          Uważam że to lekki nietakt, pisać kobiecie ze jej małżeństwo to pomyłka.
          Zwłaszcza ze przeczytaliście jeden wpis. To ze wam się nie ułożyło nie znaczy ze innym tez się nie uda. Ludzie zlitujcie się, każdy ma inny charakter, ale nie znam tez małżeństwa które nigdy się nie sprzecza i nie kłóci. Może są to chwilowe spięcia, małe dziecko, budowa domu, kredyt. A tu trzeba znaleźć czas dla siebie. Każdy ma swoje granice. Sama jestem nerwowa, również jesteśmy na etapie remontów. Tylko w zdecydowanie mniejszych gabarytach. Bo to mieszkanie 2 pokojowe. Remonty wykonywaliśmy sami, od początku do końca. Było dużo nerwów i spięć. Norma. Ale co jak co, miłości w tym mieszkaniu nie brakuje. Nie są to puste ściemy „bez rodzinności i wspólnoty w środku”.
          Bzdura. Związek to coś nad czym pracuje się cały czas, i trzeba go pielęgnować. I nie uciekać przy pierwszym kryzysie.
          Pragnę przypomnieć wszystkim czarnowidzom, że remont czy też budowa domu są jednym z najbardziej stresujących sytuacji w życiu człowieka.

          20 lutego 2015
          • na_macierzynskim

            Dziękuje za wsparcie! Małżeństwo rzadko jest uslane różami. Konflikty się zdarzają. Trzeba to przetrwac. A po czasie będziemy się z tego śmiać 🙂

            20 lutego 2015
  • reply
    ~arta

    Ubawiłam się – muszę poszperać w innych Twoich wpisach. Do tej pory wiedziałam, że małżonków dzielą pieniądze i wychowanie dzieci. Teraz widzę, że można dopisać też budowanie domu od podstaw 🙂 Ja nie zabierałam głosu kiedy mój mąż zajmował się urządzaniem mieszkania (odległość ponad 1000 km), ale dzisiaj baaaardzo żałuję, że nie walczyłam o przeforsowanie mojej wizji, ponieważ teraz wszystko jest nie tak (i nie chodzi o fakt, że mi się nie podoba estetycznie – to mogłabym przełknąć)

    20 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Moja mama ma to samo. Oddała w taty ręce urządzanie domu. To sprawiło, że wielki dom stał się mało funkcjonalny 🙂 Ale moja mama co roku organizuje remonty i po kolei każde z pomieszczeń urządza po swojemu. I jest naprawdę ok. Stwierdziła, że do emerytury będzie miała swój wymarzony dom (nie wiem, czy w podtekście nie było to, że my wtedy nie będziemy z nimi już mieszkać i będą mieli święty spokój 😉 ).

      20 lutego 2015
  • reply
    ~kaka

    I koniecznie fotografujcie wszystkie instalacje i zgrywajcie na płytkę, bo ja po nadgorliwych tynkarzach chodziłam jak dzięcioł i pukałam do ukrytych pod tynkiem kontaktów, a mąż odciął nas od elektryki w sypialni, kiedy przewiercił kabel. Jedno wiem na pewno! Na budowie może być tylko jeden kierownik, bo u mnie parę razy doszłoby do rękoczynów,gdyby nie to że ja się znam a on jest bosko cierpliwy. Trzymam kciuki!

    20 lutego 2015
    • reply
      ~ja

      Jest takie urzadzenie, ktore `wyczuwa` przewody w scianie. Spraw sobie i po klopocie.

      20 lutego 2015
  • reply
    ~ja

    Moja rada: przed wyborem kazdego rozwiazania – kolor, polysk, rodzaj materialu – poczytaj fora internetowe z opiniami prywatnych uzytkownikow. Daja duzo wiecej, niz specyfikacje producenta. Co do oswietlen, to bym uzyla specjalisty – to one buduja nastroj w domu. Mieszkalam przez trzy lata w wynajmowanym – nie bylo lampy nad stolem w jadalni – strasznie denerwujace. Teraz mieszkamy w wlasnym domu – swiatelka – umieszczenie, natezenie, rodzaj, ewentualnie dlugosc lamp – zaprojektowane przez specjaliste – super zrobione. Brakuje mi jedynie powiekszanego lustra kosmetycznego z podswietleniem w naszej lazience, ale to maly pikus – samemu mozna zamontowac. Niestety, ale w Pl robi sie duzo chaupniczo samemu – a pozniej sie z tym meczysz do zas… smierci.

    20 lutego 2015
    • reply
      ~NOSTRADAMUS

      To już ludzie nie potrafią sami lampy wybrać?
      A położenie elektryki nazywają robotą chałupniczą?

      Kiedyś bycie taką niemotą i sierotą bez gustu było nie do pomyślenia. Jeżeli facet nie potrafi sam zaprojektować instalacji elektrycznej dla domu, to to nie jest facet.

      21 lutego 2015
      • Nostradamusie, skoro jesteś perfekcjonistą i geniuszem w każdej dziedzinie to pozostaje mi jedynie pogratulować Ci tychże umiejętności. Natomiast moje zdanie jest takie- jeśli mężczyzna jest arogancki i zarozumiały…to nie mężczyzna, a facet. Jeśli twierdzi, że potrafi wszystko i często partaczy robotę- to nie mężczyzna, a facet. Itd. Odrobinę empatii i mniej arogancji i wywyższania się. Ludzi wielkich poznaje się po ich skromności. Niestety często Ci, którzy całemu światu pokazują, że mogą i wiedzą wszystko, nie wiedzą i nie mogą wszystkiego. Więcej empatii 🙂
        Pozdrawiam 🙂

        21 lutego 2015
      • reply
        ~ja

        No i nie zrozumiales. Polozenie elektryki przez nie specjaliste, bez koniecznej wiedzy i umiejetnosci to robota chaupnicza. No, ale niektorzy sa specjalistami we wszystkim. Szkoda tylko, ze rodzina pozniej musi sie z fuszerka do konca zycia meczyc. A od czasu do czasu czyta sie o pozarze w ktorym rodzina zginela – ciekawe ile spowodowane przez wadliwe instalacje elektryczne polozone przez tatusia – eksperta od wszystkiego. Lub dzieci ginace od gazu w lazience, bo tatus zatkal przewody w swojej nieskonczonej madrosci… Dobrze napisala autorka, taki osobnik to facet, a nie mezczyzna.

        21 lutego 2015
  • reply
    ~junka

    A ja Ci dam radę co do frontów.
    Otóż ja mam, takie lśniące, białe, nieskazitelne bez uchwytów fronty w szafkach i do tego…
    masa odcisków palców, kropek osadzającej się po gotowaniu wody, soli itd
    Nie rób tego błędu bo będziesz latac ze szmatką i płynem do okien tak jak ja 4x w ciągu dnia…
    Jeśli nie zmyjesz na bieżąco to tych zapaćkanych odbić, najwięcej na lodówce, na szafce gdzie szklanki, szufladzie gdzie sztućce to później wyglada to tragicznie!
    A jak już masz w głowie zakodowane że takie muszą być to daj choć uchwyty. Ja już je zamówiłam…
    Pozdrawiam!

    22 lutego 2015
  • Moniko, wybudowanie i urządzenie domu jest czasem, w którym dominują trudne uczucia…
    Grunt to poczucie humoru:) I próba wykrzesania z siebie, mimo wszystko, radości.Pomyślcie, ile par w tym kraju nie ma absolutnie szans aby się zadłużyć na wiele lat i latami tkwi w domach trzypokoleniowych…
    A darmowego programu do samodzielnego urządzania domu nie polecam jeśli macie zbyt małą wiedzę w tym zakresie. My właśnie tak zrobiliśmy, gniazdka na chybił-trafił i w efekcie w wielu miejscach brakuje mi źródła zasilania. Z kolei mamy wszędzi emnóśtwo zbędnych gniazdek…interentowych, bo nie przypuszczaliśmy, że wkrótce nastanie era Internetu bezprzewodowego… :).
    Tutaj trzymam z tobą, często kobieca intuicja słusznie dochodzi do głosu i faceci powinni nam zaufać…

    20 czerwca 2016

Post a Comment