Wycieczka domoznawcza

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Jeśli są ludzie, którym udało się przy dzieciach uchronić dom przed przeistoczeniem się w bawialnię- szacun! Oczywiście syfu, kiły i mogiły nie znoszę , ale wszechobecne zabawki to już całkiem inna bajka.

Jak to wszystko wygląda? Chciałabym Was zaprosić na małą wycieczkę po domu czteroosobowej rodziny. No to zaczynamy!

Wchodzimy do ogrodu. Przy bramie, między berberysami, zaparkowany jest trzykołowy zielony rowerek. W końcu w jedną stronę można przyjechać, ale już z powrotem lepiej wracać na nogach! Idąc dalej, napotykamy na swojej drodze małe niebieskie taczki, załadowane piaskiem z piaskownicy. A propos… W oddali widać niewielki kwadratowy skrawek trawnika zaadaptowany pod piaskownicę. W niej dwie koparki, ciężarówka, szesnaście wiaderek, łopatek, grabi, foremek, babeczek, głowa lalki Barbie, flaki z zabawki „Mały lekarz”… i tylko piasku nie widać…

No dobrze. Ogród mamy już za sobą. Zapraszam do domu. Wchodzimy do środka! W wiatrołapie stoi zaparkowany wózek, w którym, zamiast dziecka, leży lalka szmaciana, miś uszatek i Lord Vader. Przechodząc przez hall mijamy budowle z klocków lego, skakankę i hula- hop. Możemy teraz zasiąść na kanapie w salonie. A nie! Przepraszam! Nie możemy. Najpierw musimy poukładać na swoich miejscach wszystkie poduchy, które posłużyły do zbudowania namiotu. Rozbieramy więc twierdzę i dopiero teraz możemy sobie klapnąć. Naszym oczom w tym momencie ukazuje się miejsce między wszystkimi częściami kompletu wypoczynkowego, w którym powinien stać stolik kawowy. Zamiast tego mamy jednak podłogę zakrytą trzystoma puzzlami wielkości 10cmx15cm. Dla pani domu nie jest to jednak problem! Przynosi z innego pokoju zwinięty dywan i rozściela go na wcześniej wspomnianych puzzlach. Po kłopocie. No dobrze… ale co się stało ze stolikiem? Otóż stolik, jako jeden z najbardziej kanciastych i niebezpiecznych elementów wystroju wnętrz, zostaje usunięty w kąt. Po rozłożeniu dywanu stolik ten jedynie przenosimy w jego pierwotne miejsce.

Skoro udało nam się doprowadzić salon do stanu „sprzed dzieci”, możemy iść zrobić sobie kawę. W kuchni jednak natykamy się na kolejne niespodzianki. Pierwsze, co może rzucić się nam w oczy, to krzesełko do karmienia. Mówię oczywiście o takim krzesełku z prawdziwego zdarzenia! Zajmującym jeden metr kwadratowy w naszej pięciometrowej kuchni. Na suszarce do naczyń, poza dwoma talerzami należącymi do rodziców są też: miseczka z barankiem, różowy i niebieski kubeczek, talerzyk z lalką barbie, 128 rureczek we wszystkich istniejących kolorach (łącznie z amarantowym i malachitowym),  widelec w kształcie samolotu i łyżka z rączką w kwiatki. Na blacie leżą zwiędnięte kwiaty. Pierwotnie miały być wręczone rodzicielce i włożone do wazonu, ale najpierw umyte zostały ręce i pyszczki, nalane soki, zrobione naleśniki… i jakoś tak wszyscy zapomnieli o bukiecie…

Kiedy już wypijemy kawę, herbatę, sok, zachce się nam skorzystać z toalety. Wchodzimy więc do łazienki. W pierwszym momencie zauważamy koło ratunkowe w wannie. Poza nim są tam jeszcze gumowe piszczące zabawki wszelakiej maści: poczynając od standardowej- żółtej kaczuszki,  a kończąc na pierdzącej dupie odpustowej. Przy umywalce równiutko ułożone są zabawki z KinderNiespodzianki, a obok toalety stoją dwie deski- jedna błękitna, druga różowa (no przecież każde z dzieciaków „musi” mieć swoją).

Sypialnia rodziców to tzw. „czytalnia”. Na stoliku nocnym u mamy położonych jest 27 książeczek z serii „Żołędziowe lato”, a u taty „Tomek i przyjaciele” wraz z przeglądem dinozaurów. Trzeba również uważać, aby nie nadepnąć na rozrzucone po podłodze klocki.

Na koniec otwieramy drzwi do pokoju dziecięcego. A tam… Na środku piękny dywan, równiutko zaścielone łóżeczka. Zabawki poukładane na półkach- jedna obok drugiej. Nic się nie wala, nic się nie pląta pod nogami… Tak jakoś… na przekór 😉

_________________________________________________________________

Zaznałam życia w mieście. W trakcie studiów mieszkałam najpierw w mieszkaniu, później w akademiku. Szczerze? Czułam się tam jak sardynka w puszce! Mało miejsca. Sąsiad z prawej, z lewej, z góry, z dołu. Tramwaj przejeżdżał za oknem co 3 minuty. Gwar na ulicy… I o ile jestem sobie w stanie wyobrazić takie życie jako singielka lub bezdzietne małżeństwo, o tyle życia jako rodzina- z dziećmi, nie jestem sobie w stanie wyobrazić…CZYTAJ KOLEJNĄ HISTORIĘ>>>

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Trzeba gości w dziecięcym pokoju przyjmować 😉
    U nas nie ma takiego miejsca, w którym nie walałaby się zabawki, choć teraz jestem bardziej zdeterminowana, by każdego wieczora sumiennie zaganiać Bajaderkę do sprzątania. Zawsze jednak coś, gdzieś umknie mojej uwadze. Jeszcze niebawem jak pojawi się dzidziuś dojdzie tyle gratów ech! I to nieszczęsne krzesełko do karmienia (a jakże też mam największe z możliwych zamiast to proste z Ikei kupić), mata edukacyjna, wózek, leżaczek, inne pierdółki, o których pewno na chwilę obecną zapomniałam.

    24 listopada 2015
  • Mam to samo. Prawie. U mnie poki co to wszedzie zabawki niemowlece, lezaczek bujaczek, mata edukacyjna, grzechotki, maskotki wszelakiej masci. Oprocz tego dwa psy, ktore musza miec wlasne, osobne zabawki (poki co wiecej niz moja pierworodna :O) takze przy kazdym kroku natykamy sie na wszystko no i pan domu zawsze dorzuci cos od siebie. Jakies swoje pierdolki wszedzie porozklada ;D

    25 listopada 2016

Post a Comment