Wstąpmy tu na chwilę


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Nie wiem, czy kiedyś pisałam, ale jesteśmy z Lubym totalnymi przeciwieństwami. Ja zawsze wybieram proste rozwiązania. Idę na łatwiznę. Nie lubię się męczyć. Nienawidzę dostarczać sobie też powodów do stresu. Mój mąż- przeciwnie. Uwielbia, mieć pod górkę. A najlepiej, kiedy pod tą górkę pcham go ja. Przecież w kupie raźniej.

***

– Kochanie. Wstąpmy do salonu łazienek. Jest po drodze.- powiedział mój mąż, kiedy wracaliśmy z zakupów.

– Mamy z sobą dzieci. Myślę, że to nie jest dobry pomysł…

– W czym problem? Nie rozumiem.

Na razie nie jesteśmy na etapie urządzania. Wybieranie łazienki naszych marzeń nie było więc na tyle pilne, żebyśmy musieli robić to już, teraz, w tym momencie. No, ale Luby chciał. Tak przy okazji. Teraz, natychmiast, nał!

Wysiedliśmy przed sklepem (a właściwie wielką wystawiarnią), wyjęliśmy dzieci i weszliśmy dokonać wstępnego wyboru płytek i armatury. Wydawać by się mogło, że przypadało po jednym dziecku na głowę…

– Dzień dobry! My chcielibyśmy zapytać ZOSTAW TO! o płytki do łazienki CHODŹ TU SZYBKO! Wie pan, generalnie chodzi nam o coś nowoczesnego LEĆ ZA MŁODYM. Co mógłby nam pan zaproponować LEĆ, ZA NIM. Bardzo podobają mi się GDZIE TY LECISZ szarości.

Pan stał, patrząc na mnie jak na wariatkę.

Zaczęliśmy wędrówkę między poszczególnymi łazienkami.

– Tutaj maja państwo ceramikę polskiej firmy Paradyż…

Tak się wkręciłam, że po paru chwilach dopiero zauważyłam brak nosidełka w rękach Lubego.

– Tutaj znowu mają państwo…

– Gdzie masz Młodą?

– Tam sobie leży.- i pokazuje palcem brodzik w jednej z wystawowych łazienek.

Pobiegłam, zabrałam córkę w nosidle pod pachę i z tym balastem wędrowałam. Już miałam ochotę dać mojemu mężowi w dziób. Ale Młodego trzymałam za rękę…

– Puść go. Niech sobie pobiega.

– Taaa…- i w tym momencie dziecko wyrwało się z matczynych szponów i pobiegło prosto w wystawione umywalki.

– NIE RUSZAJ!!!!!!!!!!!!!- zakomunikowałam głośno, kiedy mój swawolny syn stał na jednej z ustawionych pod ścianą muszli.

– Masz i nigdzie nie odkładaj!- powiedziałam wręczając Lubemu fotelik z Młodą.

W czasie, kiedy mój mąż rozmawiał z panem ekspedientem, ja goniłam syna między szafami wystawowymi z płytkami, a regałami z bateriami prysznicowymi. Zrobiło mi się gorąco, zdjęłam więc komin i czapkę. Musiałam jednak szybko się ogarnąć i ruszyć dalej, gdyż moje dziecko już testowało drzwi do kolejnych kabin (a propos kabin, zapraszam tutaj–> klik). Wreszcie udało mi się przekonać syna do opanowania entuzjazmu, używając argumentu ostatecznego:

– Chodź, mama da ci ciacho!

– Ciacho chcem.- odpowiedział Młody.

Wyciągnęłam więc z torebki awaryjny zestaw biszkoptów i wróciłam do męża, w celu wysłuchania choć dwóch zdań na temat ceramiki. Z wystawionym jęzorem i potem lejącym się z czoła, stanęłam obok Lubego.

– Tutaj znowu widać…

– Łaaaaaaaaaaaaaaałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa- obudziła się Młoda.

Biorę nosidełko od Lubego, uspokajam dziecko.

– Wychodzimy.- powiedziałam stanowczo w momencie, gdy pot spływający do oczu mieszał się ze łzami.

Luby spojrzał wtedy na mnie. Następnie na pana ekspedienta. Wreszcie powiedział:

– Eh te kobiety. Z nimi nic człowiek nie załatwi…

***

Słuchajcie. Nie wiem, co skłoniło mnie do powstrzymania się przed zamordowaniem go. Chyba miłość. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Tak. To na pewno miłość.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!