Urlop macierzyński. Jak nie zwariować.

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Każda z nas, przed ciążą i porodem prowadziła aktywne życie. I nie chodzi tylko o aktywność fizyczną. Chodzi o całokształt. O rytm dnia- spotkania ze znajomymi, pracę, wyjazdy służbowe, shopping o każdej porze, kino, teatr i wiele wiele innych. Ja właśnie tak żyłam! A wiesz co się ze mną stało, kiedy urodziłam dziecko? Osiadłam w domu. Urlop macierzyński spędziłam jako więzień Z WYBORU. Nadszedł moment, że nie chciało mi się wychodzić z domu, robić zakupów, rozmawiać z ludźmi. Zapomniałam języka w gębie! Stałam się aspołeczna. Udało mi się częściowo z tym wygrać- choć walka z samą sobą jest naprawdę ciężka. I tak, w pewnym momencie człowiek zaczyna się zastanawiać- jak nie zwariować na macierzyńskim? Ponoć najlepszym rozwiązaniem jest określenie podłoża problemu (mądrze brzmi!).

1. Karmienie piersią.

Nie piszę tutaj o pierwszych tygodniach życia dziecka, kiedy to niemowlę na jedzeniu spędza 70% doby (u mnie tak było). Mówię o tym okresie, gdy laktacja jest już unormowana. Dla mnie, kobiety nie potrafiącej ogarnąć karmienia piersią na siedząco, czynność ta była głównym powodem tzw. zasiedzenia. Oczywiście, nie wszystkie tak mają, ale część z pewnością. Wychodziłam maksymalnie na trzy godziny, by po tym czasie wrócić z mleczną bombą i z ulgą przystawić dziecko do piersi. Co prawda mogłam brać laktator, a dziecko wykarmić te parę razy mlekiem modyfikowanym…  Ale budziło się we mnie dzikie zwierzę zwane leniwcem! Nie chciało mi się wychodzić mając na uwadze konieczność przesiadywania z odciągarką w toalecie. Wolałam zostać w domu, prowadzić spokojne i wygodne życie, z  możliwością szybkiego i bezproblemowego opróżnienia piersi. Nie wyobrażam sobie życia w ten sposób na dłuższą metę. Dlatego moje 6 miesięcy intensywnego karmienia i izolowania siebie od reszty świata, było zabójcze dla mojego życia towarzyskiego. Pozostałe cztery miesiące laktacji, kiedy to moje dziecko (i jedno i drugie) zajadało się pokarmami stałymi, zaczynałam odczuwać…ulgę. Tak, jakbym zerwała się ze smyczy. Kiedy wychodzimy z domu, urlop macierzyński zaczyna dawać o wiele więcej radości.

2. Psychiczna blokada.

Żyjemy w kraju, w którym obrazem matki idealnej jest kobieta będąca na każde dziecięce zawołanie. I gdy ta właśnie mama wychodzi na zakupy, a w drzwiach na pożegnanie macha jej mąż i syn, z minami przypominającymi znane wszystkim oczy Shreckowego kota, w kobiecie mogą zacząć budzić się wyrzuty sumienia. „A  może jednak zostanę”. „Czy aby mój mąż poradzi sobie ze zmianą pieluchy”… „Czy ja nie powinnam być teraz przy moim  dziecku- co ze mnie za matka?!”. Kolejne wyjście z domu będzie dla kobiety, podświadomie, czymś złym. Grzechem cięższym niż ciężkie. A nie powinno tak być.

Są kobiety, które urlop macierzyński spędzają na gotowaniu i sprzątaniu (i piszę tutaj o bardzo skrajnych przypadkach, gdy te dwie czynności zajmują 100% matczynego czasu)). Mogę napisać jedynie tyle: jeśli damy dziecku obiadek ze słoiczka nie wpłynie to negatywnie na rozwój dziecka. Ba! NADAL jesteśmy tak samo cudownymi mamami!

3. Niezrobiona matka.

Czytałam mnóstwo na ten temat. Jak to niektóre kobiety nie są w stanie zrozumieć „zapuszczenia się” matek. Tłuste włosy. Nieogolone nogi. O zgrozo! Negatywnie w tej kwestii wypowiadają się zazwyczaj matki, które albo mają super grzeczne dzieci (wiesz, takie co po 20 minutach od położenia ich  na dywanie nadal są w tym samym miejscu), albo niezapracowanego męża, albo pomoc ze strony rodziców, albo są to kobiety bezdzietne. My, jak na razie, mieszkamy z moimi rodzicami. Kiedy wracają z pracy, scenariusz jest zawsze ten sam- wnuki biegną do dziadków, dziadki biegną do wnuków i mam co najmniej godzinę dla siebie. Później wraca Luby- dzieci biegną do taty, tata biegnie do dzieci i mam co najmniej godzinę dla siebie. Nie wiem czym jest absolutny brak czasu na cokolwiek. Dlatego też nigdy, ALE TO PRZENIGDY, nie wypowiem się negatywnie o mamie, która akurat dzisiaj wyszła na spacer w tłustych włosach. Może tak być, że naprawdę nie ma ani momentu dla siebie. Nie znam jej sytuacji, nie oceniam. Tym bardziej, gdy jej maluch okazuje się bardzo wymagającym dzieckiem. Są jednak mamy, które czując się niezrobione boją się ewentualnych negatywnych reakcji ze strony obcych ludzi. Przez to też nie chcą wychodzić z domu. Zamykają się w swoich czterech ścianach. I jak tu nie zwariować gdy na świat patrzymy tylko przez okno?

4. Strach przed zostawieniem dziecka z kimś innym.

Co tu dużo pisać. Wiele z matek odczuwa paniczny strach przed pozostawieniem dziecka z nianią, czy w przedszkolu. Co więcej, są matki, które boją się zostawić dziecko z własnym mężem! To kolejny powód, dla którego matka, nie tylko urlop macierzyński,  ale większość swojego macierzyństwa spędza w domu.

5. Niechęć w proszeniu o pomoc.

„To moje dzieci- to ja mam się nimi zajmować.” Oczywiście! Co nie oznacza, że należy być z dzieckiem/dziećmi w uścisku i kontakcie wzrokowym 24h/dobę/7 dni w tygodniu. Jeśli małżonek jest zapracowany (czy to w kraju, czy na delegacjach) siłą rzeczy nie jest w stanie żony odciążyć w każdym momencie. Nie wnikam w to, jakie ludzie mają „małżeńskie układy”, chodzi o sam fakt, że męża nie ma w domu. Nie każdego też stać na nianię. Można więc zadzwonić do mamy, do teściowej (nawet jeśli nie pałacie do siebie miłością, to ona z pewnością kocha swoje wnuki! i z ogromną radością się nimi zajmie). A jeśli ktoś uważa, że opieka nad jego dziećmi nie jest niczyim obowiązkiem, chciałabym powiedzieć tylko jedno- nie traktujmy tego jako niczyjego obowiązku. Nie będę się rozpisywała w tej materii, a odeślę Cię tutaj-> KLIK. Przeczytaj ten tekst i wróć 🙂

Jak nie zwariować na macierzyńskim?

Urlop macierzyński to niesamowite doświadczenie. Warto jednak czasem odreagować. W towarzystwie innym niż kilkumiesięczny niemowlak i z osobą mówiącą więcej niż „Aggggd”. Trzeba wyjść do ludzi! Bez dzieci. Sama wiesz, jak wygląda rozmowa ze znajomą, kiedy masz pod opieką 11-miesięczne dziecko (takie, które stawia swoje pierwsze kroki).

Wiesz, widziałam ostatnio w telewizji ANTEK STÓŁ rewelacyjny sprzęt ANTEK WRACAJ…przepraszam cię…ANTEK! KANT- i w tym momencie matka rzuca się niczym człowiek skaczący do wody na główkę, aby włożyć swoją dłoń między głowę dziecka a kant stołu.

Trzeba się na chwilę uwolnić. Uwolnić od bycia matką. Uwolnić się od pieluch. Urlop macierzyński, jak każdy etap naszego życia, ma składać się z wyważonych epizodów. Musisz od czasu do czasu założyć fajną kieckę, pomalować usta, wypiąć pierś do przodu (często w tym okresie dosyć pokaźną!) i na kawę z kumpelą iść myśląc: „Mam ochotę na pyszne latte”, a nie „Ciekawe jak tam dzieci”. Zmienić ruchy swojego ciała z asekuracyjno- sportowych  (przypominających poniekąd ruchy łyżwiarzy jazdy szybkiej) na seksi kocie!

Urlop macierzyński- początek czegoś nowego?

Jak nie zwariować na macierzyńskim? Oprócz tego co napisałam, polecam jeszcze pisanie bloga! Nawet, jeśli miałby być tylko czymś w rodzaju własnego pamiętniczka, zablokowanego hasłem- warto. Możesz w takim miejscu dać upust wszystkim swoim emocjom! Może się również okazać, że stanie się to Twoją największą pasją (w zakładce „Blogowanie” znajdziesz co nieco w tym temacie).

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • reply
    Beata RK

    Mam wrażenie że ostatnio czytasz w moich myślach! Bardzo w punkt, dziękuję 😊 Otóż ja niestety należę do tej nieszczęsnej, małej grupy matek, które nie mają żadnej pomocy i męża w wiecznych rozjazdach… i chciałam powiedzieć, że łatwo nie jest (wolałabym nie pisać że jest beznadziejnie ciężko i są chwile kiedy naprawdę nie masz już siły na nic), ale jak się chce to nawet z takim zwariowany brzdacem jak mój można znalesc czas dla siebie. Kwestia tylko jak bardzo się chce 😊

    5 grudnia 2016
  • reply
    zrekonstruowani.pl

    Bardzo fajny wpis, doskonale oddaje rzeczywistość. Ja sama czasami walę głową w ścianę tak mam dosyć. Pocieszające jest to, że ten etap mija szybko a potem można nawet za nim zatęsknić 😉 Pozdrawiam.

    13 stycznia 2017
    • Oj można zatęsknić. Choć jeszcze nie doszłam do tego etapu 😉

      13 stycznia 2017

Post a Comment