Tresura, czy nauka samodzielności?

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Tresura dzieci. Brzmi przerażająco, prawda? Sformułowanie to zostało użyte na jednym z forów internetowych, w stosunku do matki, która chciała nauczyć swoje dziecko zasypiania we własnym łóżeczku, prosząc jednocześnie o sprawdzone metody. Całkiem naturalny i wydawać by się mogło- prawidłowy tok postępowania tejże matki, został podsumowany jednym, brutalnym słowem: „tresura”. A przecież chodziło o zabieg mający na celu przekształcenie łoża rodzinnego, z powrotem w łoże małżeńskie (bo w taki sposób -> klik, człowiek długo nie pociągnie)! Pomijam fakt, że zamiast otrzymania pomocy, dostała „hejtem w twarz”.

Czym jest bliskość

Zacznijmy od wyjaśnienia pewnej kwestii. Rodzicielstwo bliskości, na które często powołują się osoby rzucające ostre słowa, takie jak wspomniana wcześniej „tresura”, w kierunku rodziców chcących nauczyć swoje dziecko samodzielności, nie polega na fizycznej nierozerwalności. Chodzi o bliskość uczuciową. O wspieranie dziecka i wychowanie go w poczuciu bycia kochanym. Nie oznacza jednak, że należy być z dzieckiem w dzień i w nocy. Musimy pozwolić naszemu potomkowi zasmakować życia, dać odrobinę wolności, a przede wszystkim pokazać, że może popełniać błędy (oczywiście wszystko w granicach rozsądku). Bliskość rodzicielska ma wiązać się ze wsparciem i umiejętnością wybaczania. Nie z wyręczaniem i osaczaniem. Kiedyś przecież musi nadejść moment „odpieluchowywania”, eliminowania nocnych posiłków w formie mleka, nauki samodzielnego zasypiania, czy wreszcie wyfrunięcia z rodzinnego gniazda.

Nauka samodzielności jest najważniejsza…

Wypracowanie pewnych zachowań oraz odruchów jest najistotniejszym krokiem w kierunku usamodzielnienia się młodego człowieka. W ten sposób przygotowujemy nasze dziecko do życia w społeczeństwie. Musimy mu pokazać, jak ważna jest sama umiejętność uczenia się. Odnosi się to zarówno do codziennych czynności, takich jak korzystanie z toalety, czy picie z kubka, jak i do nauki współdziałania z rówieśnikami oraz nauki w szkole. Dziecko wyręczane i wiecznie przebywające pod osaczającymi skrzydłami rodziców, wyrasta w przekonaniu, że niczego nie potrafi zrobić samo. Dla takiego człowieka, nawet najmniejsza przeszkoda pojawiająca się na drodze, oznacza klęskę. Zaniża się jego samoocena. Jest to nic innego, jak pewnego rodzaju kalectwo.

Pokażmy mu jak żyć, a nie żyjmy za niego

Zmiany są. Ba! Zmiany są czymś naturalnym! Naszym zadaniem jest przystosowanie dziecka do jak najlepszego ich znoszenia. Nie unikanie ich i chronienie go przed nimi. Wydelegowanie malucha nocą do oddzielnego pokoju nie jest skazywaniem go na samotność (przecież mama, czy tata, w razie gdyby coś się działo, są niedaleko). To pozwolenie na wejście w etap dorastania. Niech dziecko czuje, że mu ufamy i dajemy zielone światło na drodze do osiągnięcia dojrzałości.

Samotność a samodzielność

Czym innym jest danie dziecku łyżki do ręki i powiedzenie: „To nic, że się pochlapiesz! Za tydzień będzie o wiele lepiej!” ,a czym innym notoryczne wręczanie urządzenia typu smart (a propos „smart”, stare, ale jare- KLIK i KLIK) i rzucenie krótkiego: „Mama jest zajęta, włącz sobie bajkę”. Nie można mylić pojęć! Nauka samodzielności to nie skazywanie na samotność. Pozwalajmy dzieciom poznawać to, co je otacza. Bądźmy obserwatorami i pomocnikami, a nie wykonawcami wszelkich czynności. To trudne, bo gdy kocha się ponad życie, to chce się tę istotę ochronić przed całym złem tego świata. Niestety- nie jest to możliwe. Dlatego tak ważne jest, aby dziecko samodzielnie potrafiło w tym świecie funkcjonować. Samodzielnie! Nie samotnie.

Chciałam zaznaczyć, że wg mądrej Wikipedii (a uczę się jej na pamięć! Dlaczego? Zajrzyj tutaj- KLIK), słowo „tresura” odnosi się do zwierząt (Nie wchodzę w żadne zawiłości i biologiczne powiązania, interpretacje różnorakie oraz w to, że wszystkich i wszystko powinno się traktować z godnością. Chodzi mi jedynie o sprawy czysto językowe).

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Jeden z mądrzejszych tekstów ostatnich tygodni! Miło w całym tym hejcie, idealnosci, nieomylności i „rodzicielstwie bliskości” przeczytać mądre i rozsadne słowa 🙂

    22 lipca 2016
  • reply
    dominus88

    Coś niestety o tym wiem, sama zostałam tak potraktowana gdy chciałam aby moja córka sama zasypiala w swoimswoim łóżeczku…

    22 lipca 2016
  • Rodzicielstwo bliskości jest przez większość fanów tej teorii (lub też fanatyków) nadinterpretowane. Skupiają się oni tylko i wyłącznie na potrzebach dziecka, a tu chodzi o to, by o swoich potrzebach też nie zapominać, a przy tym tłumaczyć dziecku również swoje własne odczucia i emocje. Dziecko uczy się od rodzica. Jak on będzie wiecznie uciemiężony, powstrzymujący się od wyrażania emocji itd. to to samo przekaże dziecku. Jeśli rodzica męczy spanie z dzieckiem powinien sobie to darować. I ma do tego pełne prawo.

    25 lipca 2016

Post a Comment