Tik tak, tik tak, tik tak…

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

„-Wiesz Monika, zazdroszczę ci. Masz męża, dzieci. Też bym chciała…
– Aż tak ci źle? Pomyśl, możesz żyć całkowicie po swojemu. Nie każda kobieta do szczęścia potrzebuje dzieci i mężczyzny u boku.
– Ale ja potrzebuję.
– Bo?
– Bo nie mam się do kogo przytulić późną nocą.”

Ponoć u kobiet w pewnym momencie życia przychodzi ochota (często nazywana również koniecznością) na posiadanie potomstwa. Ponoć wynika to z naszej biologii, że organizm sam o dzieci się dopomina. Piszę „ponoć”, ponieważ: nie wiem, nie kojarzę, nie pamiętam. U mnie ta reakcja organizmu (tzw. tykanie zegara  biologicznego) nie zdążyła zaistnieć. W ciążę zaszłam zanim jakiekolwiek instynkty zaczęły władać moim kobiecym ciałem.

„Ona ma dziecko, ona bierze ślub. Ja też chcę- nie potrafię być samotna”.

Jestem przed trzydziestką (te moje trzydzieste urodziny zbliżają się wielkimi krokami). Jestem więc w wieku, w którym to większość moich znajomych bierze śluby i rodzi dzieci (to drugie w głównej mierze dotyczy koleżanek). I im więcej pojawia się szczęśliwych niewinnych dziecięcych twarzy na facebookowych ścianach, tym bardziej kobieta, która jeszcze nie wydała na świat żadnej krzyżówki genetycznej swojej i męża, zaczyna czuć presję. Najwidoczniej bowiem nastał TEN MOMENT KIEDY POWINNA. Ja nie mówię, że wszystkie tak mamy. Ale gros kobiet zaczyna czuć potrzebę posiadania dzieci dlatego, że w ich otoczeniu coraz więcej jest matek. Czują powinność, a to poczucie powinności działa jak bateria zegara biologicznego.

…bo inaczej wypadasz z towarzystwa…

W cale nie jest tak, że matki zamykają się w czterech ścianach, nie dzwonią do bezdzietnych i wykluczają ich ze swojego życia (oraz siebie z jakiegokolwiek towarzyskiego życia). Nieprawdą jest, że spotykają się tylko na kinderbalach, a jedyną rzeczą, o której potrafią mówić jest kolor dziecięcego kału, ilość ulewań w ciągu dnia, metoda BLW i szczepionki. Wiadomo- rodzina staje się dla każdego priorytetem. Ale przyjaciel to osoba, która zajmuje z naszym życiu bardzo ważne miejsce. To też rodzina, tylko przyszywana. I nieistotne czy właśnie robi karierę, rodzi kolejne dziecko, siedzi za granicą, czy pod mostem. Jeśli z kimś łączy nas coś więcej, to tę więź się pielęgnuje. I nawet jeśli temat dzieci jest tym, który nas dzieli, to nie powinien nas podzielić. Bo przecież tysiące tematów nas łączy.

Są takie chwile…

…że każda z nas nie ma czasu, życie się jej wali, przeżywa kryzys. Wydaje się nam, że jesteśmy same. Nawet jeśli mamy męża i „jakąś tam” ilość potomnych! Ale jeśli nie mamy dzieci, zaczynamy myśleć, że gdybyśmy miały rodzinę, byłoby prościej. Miałybyśmy się do kogo przytulić i komu wypłakać się w rękaw. A to nie jest tak. Rodzina nie jest tylko po to, żeby się poprzytulać i wypełnić luki czasowe w swoim życiu. Rodzina to ogromna odpowiedzialność. Rodzina to twór, który dokonuje przemeblowania w naszych życiach i sypialniach.

Życie każdej z nas, czy to dzieciatej, czy singielki, usłane jest różami. Spróbuj przejść po różach. Na bosaka. Czasem trafisz na miękkie i przyjemne płatki, innym razem staniesz na kolczastej łodydze i kurwy z ust ci nie zejdą.

„Co ja paczę”

Główną zasadą, którą zaczęłam wyznawać, to nie zachwycać się tym, co pokazują ludzie w Social Mediach. To, co widzimy na facebooku, czy instagramie to bajka. Bajki są piękne, zgrane kolorystycznie, szczęśliwie się kończą i są stekiem bzdur. Jeśli człowiek wierzyłby temu, co widzi w sieci, mielibyśmy albo superszczęśliwe żony i matki, albo kobiety, które odniosły wielki sukces. Tutaj nie ma miejsca na przeciętność. Przeciętność źle się sprzedaje.

Machiną napędzającą to wszystko jest zazdrość. „Zazdroszczę innym? A co tam! Sprawię, by inni zazdrościli mnie.” I tak kobiety „zwykłe- niezwykłe” siedzą przed komputerem/ekranem telefonu i myślą: „Ani sukcesu nie odniosłam, ani dzieci nie urodziłam. Co ze mnie za kobieta.”

Widzimy efekt końcowy

Wszystko, absolutnie wszystko, do czego dochodzimy, jest drogą pełną wzlotów i upadków. My jednak lubimy chwalić się wzlotami. Oraz efektem końcowym- jeśli jest satysfakcjonujący. Dlatego ja zazdrościłam kobietom, które osiągnęły sukces i chwaliły się nim wszem i wobec. Zazdrościłam, bo wydawało mi się, że to takie „hop-siup”. Chciały sukcesu, to go mają. Sama więc też zachciałam. A teraz wiem, że jeśli chciałabym osiągnąć sukces (o jakim marzyłam) musiałabym poświęcić rodzinę. Musiałabym. Już nigdy nie uwierzę kobiecie, która mówi, że rozwija świetnie prosperujący biznes mając dzieci u boku. Ona rozwija swój biznes mając dzieci Z boku. A to diametralna różnica. Z perspektywy czasu bawi mnie tamta moja wiara w kobiece megamoce. W momencie jednak, gdy zdałam sobie sprawę z własnej naiwności, płakałam. Bardzo dużo i bardzo intensywnie. I chyba udało mi się swój żal wypłakać. Ulżyło mi. Co teraz robię? Spędzam mniej czasu nad tym, czemu poświęciłam się bezgranicznie, a co nie dawało żadnych efektów. Bo tykał mój zegar. Ale nie biologiczny! Zegar samorozwoju.

Nie musisz być ani matką, ani kobietą sukcesu

Co w takim razie, gdy zegar biologiczny tyka? Nie mam pojęcia. Co, gdy chcesz osiągnąć swój sukces, a nie jesteś w stanie? Nie wiem. Wiem tylko, że trzeba mierzyć siły na zamiary. Trzeba żyć swoimi marzeniami- nie czyimiś. Ale też trzeba pamiętać, że nie można mieć wszystkiego. Można mieć coś w  zamian za coś. Nie wszystkie musimy rodzić dzieci i mieć partnerów u boku. Nie wszystkie też musimy ociekać zajebistością. Warto popatrzeć na to, co mamy i tym się cieszyć. Nasze szczęście kiełkuje w naszych głowach. Dlatego siejmy ziarno szczęścia- każda swoje, w swojej głowie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • I to jest właśnie mądrość do której dochodzi się z czasem i z doświadczeniem . Że talia osy po porodzie jest niemożliwa chyba że się ma sztab ludzi – nianie, trenera, dietetyka – i oddaje się temu bez reszty, biznes również ale kosztem rodziny. W końcu doba nie jest z gumy i niemożliwe jest poświęcać się dla biznesu i dzieci przez tyle samo czasu. Coś zawsze jest na drugim planie.
    Ja ostatnio doszłam do wniosku że gdyby wybierać między kariera a dzieckiem to zdecydowanie to drugie, bo biznesy można kręcić i na emeryturze a na dziecko jest w pewnym momencie zwyczajnie za późno. Ale tak jak mowie, trzeba do tego dorosnąć 🙂

    10 lutego 2017
    • Choć, szczerze mówiąc, nawet jeśli już to wiemy i teoretycznie dorosłyśmy, zdarza się nam nadal przejmować tym, czego tak naprawdę przekroczyć się nie da.

      14 lutego 2017
  • reply
    POJEDYNCZA pojedyncza.blog.pl

    Niestety presja, by w pewnym wieku mieć potomstwo jest bardzo duża. I nie chodzi tylko o fejsbukową ścianą przeładowaną zdjęciami słodkich maluszków. Naciska i rodzina i znajomi i nawet sąsiadka z bloku obok potrafi zapytać, a czemu to jeszcze nie masz męża, a jak masz, to czemu wciąż bez dzieci? A jakby tego wszystkiego było mało, to w TV reklama… „nie zdążyłam zostać mamą…”.

    14 lutego 2017
    • Oj tak! Presja otoczenia również ma ogromny wpływ. Najlepiej widać to na wszystkich rodzinnych spotkaniach. Na temat reklamy uczucia mam mieszane- ponieważ z jednej strony nasze kobiece ciało najlepiej znosi ciążę, kiedy jesteśmy młode. I później rzeczywiście może być trudniej. Mogą wystąpić choroby genetyczne u dziecka. Także pod względem tego, jak nas natura przystosowała do macierzyństwa, to po czterdziestce, w niektórych przypadkach, może okazać się faktycznie za późno. Z drugiej strony natomiast system w naszym kraju nie pozwala być młodym rodzicem i żyć na dobrym poziomie (czyli na takim, że nie musisz się martwić co włożyć do przysłowiowego garnka).

      14 lutego 2017
      • reply
        POJEDYNCZA pojedyncza.blog.pl

        Ja na temat tej reklamy akurat mam bardzo jednoznaczne uczucia. Jednoznacznie negatywne. Nikomu normalnemu nie trzeba przypominać o tykającym zegarze (presja otoczenia i tak jest wystarczająca), natomiast bardzo uderza to w te pary, które nie mogą mieć dzieci, choć się o nie starają. Oni też boją się, że nie zdążą, że się nie uda…

        15 lutego 2017

Post a Comment