Telefon.

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Gdyby ktoś kiedyś zapytał, jaki jest mój odwieczny problem, to poza ogólnymi, przyziemnymi błahostkami typu: nie radzę sobie ze swoim życiem, nie potrafię odnaleźć swojej drogi oraz przechodzę kryzys macierzyński, odpowiedziałabym: „mam wiecznie rozładowany telefon”. Ja wiem, że z Waszej perspektywy może się wydawać, że „taki problem to nie problem”, „o czym ona mówi” i „co za pierdzielenie”, ale uwierzcie mi, że nienaładowany telefon to ogromny problem. Zwłaszcza gdy się ma problem. Inny. Który można rozwiązać tylko za pomocą telefonu.

Posiadamy w domu jedną działającą ładowarkę. JEDNĄ. I zawsze gdy akurat ja czuję potrzebę ładowania, wpięty w sieć energetyczną jest mój małżonek. A później… to ja już nie pamiętam, że telefon chciałam naładować.

Najlepsze jest jednak to, że mój małżonek zawsze wyczuwa moment moich ostatnich pięciu procent. Nigdy bowiem nie dzwoni do mnie wtedy, gdy mam procent 90, a wtedy, gdy mam ostatnie dwie kreseczki. Takie dwie kreseczki maciupkie, na przyciemnionym ekranie czuwającym w trybie oszczędzania baterii, zostawione na sprawdzenie godziny! Dlatego też nasze rozmowy nie wyglądają jak rozmowy cywilizowanych ludzi będących w związku, które to powinny być okraszone zacnymi epitetami (takimi jak: kochany dziubasek, bulbasek najmilszy, książę uzbrojony). Nasze rozmowy zazwyczaj to wyrzucanie pocisków  słownych z ust, które to z boku patrząc, można by określić słownym bombardowaniem.

– Cześć kochanie, co porabiasz?
– Dobra, musisz mówić szybko, bo mam dwa procent baterii!
– Boże, dlaczego ty nigdy nie naładujesz tego telefonu. A co gdyby się coś stało? Jak zadzwonisz? Umiesz numery na pamięć. Ładuj ten telefon, bo po to go masz, żeby z niego korzystać…
– Dobra, mów szybko!
– Słuchaj, jak będziesz w sklepie to kup….

I w tym właśnie momencie wyłącza się mój telefon. I w tym właśnie momencie złoszczę się na mojego męża podwójnie. Po pierwsze dlatego, że notorycznie rozładowuje mi telefon, po drugie dlatego, że nigdy nie przejdzie od razu do sedna. Złoszczę się też na los i tę jedną, zawsze niedostępną wtedy, gdy chcę, ładowarkę o to, że telefon nienaładowany, bo ja o tej złości mojej nie mogę małżonkowi mojemu powiedzieć.

Nie bez powodu piszę Wam o tej mojej przykrej przypadłości, bo ostatnimi czasy miała okazję busem się wybrać do Suchej Beskidzkiej i ten mój telefon znowu miał na liczniku tylko 10 procent. Chcąc więc na powrotnego busa zdążyć musiałam przechodniów o godzinę pytać, bo telefon mi „pad”, uzasadniając swoją niewiedzę „przypadkiem rozładowanym telefonem, który to zawsze mam naładowany, a tym razem nagle i znienacka padł…”. Kiedy już wsiadłam do tego busa i wygodnie się usadowiłam, zauważyłam, że dziewczyna siedząca obok wyciąga z torebki tabletu i podpina pod niego słuchawki. Nagle zaczyna mówić bardzo, bardzo szybko.

– Dobra Tomek. Telefon mi się rozładował jak dzwoniłeś. Przełożyłam kartę do tabletu, ale na nim też mam tylko 10% procent, to szybko mów co chciałeś…

I tak sobie pomyślałam…że warto brać ze sobą tablet!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Polecam kupic powerbank, 49 pln, to urządzenie, ktoreladujesz podczas pracy przy laptopie,przy wychodzeniu z domi wrzucam do torebki i tyle
    Warto tez kupic ladowarke w samochodzie zasilana z „zapalniczki”
    Albo kupic na ebayu komplet.3 baterii zapasowych do komórki wcenie 10 Euro.

    22 maja 2017

Post a Comment