Teksty Młodego. Część druga.

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Nie każdy zagląda na fanpage (tak swoją drogą, zapraszam! Jest nas już prawie 11,5 tysiąca), dlatego postanowiłam zebrać tutaj najlepsze teksty Młodego. Bawcie się dobrze! Pięknego weekendu życzę

***

Niestety, wylądowaliśmy z Młodym w szpitalu. Dzisiaj przyszła do nas pani doktor. Osłuchała Młodego, sprawdziła brzuch, zleciła usg. Już miała wychodzić, kiedy Młody zawołał:

– Jeszcze gardełko….

***

W domu mojej Babci od zawsze był zwyczaj mówienia sobie na pożegnanie słów: „Boże szczęść” (słowa dokładnie w takiej kolejności). Dzisiaj byłam z dzieciakami u dziadków. Włożyłam Młodą do samochodu, po czym wzięłam Młodego za rękę, skierowałam go w stronę mojego dziadka i powiedziałam:
– Pożegnaj się z dziadkiem.
Na co Młody krzyknął:
– ZBOŻE DENS !

***

5:30. Młoda płacze od jakiegoś czasu. Ja nie mam już siły na nic. Leżę i w tej bezsilności po prostu ją głaszczę. Nie noszę. Nie przytulam. Straciłam wiarę w to, że cokolwiek pomoże. Denerwuje się, odpycha mnie… W końcu, swoim płaczem obudziła Młodego. Przyszedł, wgramolił się nam do łóżka, przesunął Lubego, po czym przytulił Młodą i powiedział:

– Nie płacz, jeśtem przy tobie.- i dał jej buziaka.

***

Środek nocy… Budzi mnie jęk Młodego docierający z jego pokoju. Mija chwila i orientuję się, że leżę w łóżeczku Młodej. Jak przez mgłę pamiętam moment, kiedy się do niej wgramoliłam. Jej zęby dają nam w kość. Wszystkim. Na dodatek Młoda upodobała sobie zagryzanie mojego małego palca w dłoni, który, jak tak dalej pójdzie, ulegnie deformacji (czego się nie robi dla cierpiącego dziecka!!). Powoli wyjęłam palec z jej ust, złapałam się barierek, spięłam maksymalnie wszystkie mięśnie jakie mam i jakie wydaje mi się, że mam i wysunęłam się spod wyłożonych na mnie małych nóg, przyjmując pozycję zbliżoną do tej w ostatnim etapie muscle up na kółkach. Przestrzeń po sobie uzupełniłam kocem (jak to Luby ostatnio stwierdził- kocyków ci u nas dostatek). W nogach czułam mrowienie- ścierpły mi. I nie wiem jakim cudem, bez czucia w nogach, pobiegłam do coraz bardziej rozbudzonego Młodego, robiąc swoją życiówkę na 10 metrów z przeszkodami. Położyłam się obok niego. Zasnął. Ja, kolejny raz spinając wszystkie swoje mięśnie, wyczołgałam się spod śpiącego syna, aby znaleźć się na podłodze. Stąpam delikatnie. Co drugi panel skrzypi. Drzwi skrzypią. Ściany całe w boazerii- też skrzypią. Czyli generalnie spod stóp i rąk wychodzi symfonia. Udało mi się jednak dotrzeć do męża. Położyłam się obok. Już, już chciałam się wtulić, gdy nagle Młoda zaczęła się wiercić. Wyczuła brak ogniwa- matki! Zrywam się na równe nogi, wkładam rękę między szczebelki. Niech chociaż zagryzie palec. Ale coś ty! Coraz bardziej obudzona. Nosz… Wyciągam ją i kładę między nami w małżeńskim łożu (już nigdy, przenigdy! nie będę się chwalić, jak to moje dzieci świetnie śpią same- http://www.na-macierzynskim.pl/dziecko-powinno-spac-swoim-…/). Dalej wszystko toczy się standardowo. Dostaję ręką w twarz, nogą w przeponę. Generalnie odnoszę wrażenie, że Młoda doskonale zna punkty witalne… Zaczynam robić uniki przed prawym sierpowym, lewym prostym… Staram się, w tej całej ciężkiej sytuacji, wyciszyć, zapaść w letarg… Ryp! Dostaję z liścia w twarz. Młoda już siedzi nade mną- rozbudzona, szczęśliwa…ale (!) za chwilę, za momencik dosłownie, zaczyna marudzić… Głodna. Na pewno głodna. A butla nieprzygotowana (bo przecież Młoda nocą to ostatni raz trzy miesiące temu jadła). Wkładam ją do łóżeczka i biegnę przez dwa piętra do kuchni, żeby zrobić butlę. Kolejna życiówka, tym razem po schodach. Młoda dostaje pożywienie. Ja kładę się obok Lubego. Zamykam oczy. Nagle! Czuję, że ktoś gramoli mi się do łózka.
– Pśyśedłem, bo juź się wyśpałem…Zjobiś mi coś do jedzenia?
Patrzę na zegarek. 5:12. Witaj wtorku.

Teraz siedzę, popijam kawę, Młody z Młodą bawią się w gotowanie, a ja się zastanawiam, jakim cudem, reprezentacja naszego kraju pojechała na olimpiadę beze mnie- matki rekordzistki. No zapomnieli. Normalnie zapomnieli o mnie.

***

Z cyklu: „Broń matczyna”

– Młody!!!!!!!!!!!!!!! Młody!!!!!!!!! Chodź na dół.
<cisza>
– Młodyyyyyy! Młody!!!!!!!!!!!!!!! Chodź tu natychmiast!
Słyszę kroki małych stóp w rozmiarze 24, które tuptają korytarzem „tup tup tup tup”. Wreszcie, te właśnie małe stopy, przyprowadzają mojego młodego mężczyznę do kuchni. Wchodzi.
– No gdzie mi uciekasz. Wołam cię i wołam. Dlaczego nie przychodzisz?!
Na co on, tonem bardzo poważnym, zwraca się do mnie:
– Po piejwsze to mówi się pjoszę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment