Sylwestrowa szalona noc

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Sylwester. No cóż… dzień jak dzień. Nic specjalnego. Od trzech lat albo jestem tego dnia w ciąży, albo matką karmiącą. Mimo, że jakoś specjalnie nie czułam wchodzenia w kolejny- nowy etap swojego życia, postanowiłam, żeby ten dzień choć trochę uwyjątkowić w stosunku do pozostałych 364 dni. Będą placki. Ale moment…. Dom posprzątany (bo w Nowy Rok nie wolno wchodzić z „brudami”) i mam całą swoją pracę puścić w niepamięć, bo przypomniało mi się, że trzeba coś upiec. Stwierdziłam, że mam to w dupie (brzydko mówiąc), pojechałam do cukierni i kupiłam po kawałeczku cudownych ciast (niczym szlachta). Postanowiłam również, że na naszą sylwestrową kolację zaszaleję- zrobię faszerowane papryki. Zakupiłam odpowiednie produkty (zapominając o jednym z podstawowych składników- ryżu) i udałam się do domu, coby dziadki nie poczuły się przytłoczone opieką nad Młodym.

Z czym może kojarzyć się Sylwester? No oczywiście ze sztucznymi ogniami. Ja tam bym się bez tego obeszła, ale mój luby nie! Zakupił więc w Biedronce zapas fajerwerków (a konkretnie 19 strzałów za 60 zł) i dumny wszedł z nimi do domu. Pomyślałam, ok. Niech są. Nic mi to nie zaszkodzi.

– Kochanie, co robimy w tego Sylwestra?- zapytał mój mąż jak gdyby był jeszcze co najmniej tydzień do tego wydarzenia.

– No nie wiem, daj mi się zastanowić.

I tak po dłuższym namyśle, okazało się, ze nasze plany są wręcz szalone. Ja zrobiłam wspomniane wcześniej papryki. Zjedliśmy ze smakiem- Młodemu aż się uszy trzęsły. Wzięliśmy sobie po kawałeczku pysznego ciasta. Następnie włączyliśmy komputer (Młody aż skakał z radości, bo wiedział, że zaraz puścimy coś fajnego). Wyszukałam składankę, która w naszym domu puszczana jest od jakiegoś pół roku codziennie i zaczęliśmy tańczyć. Najpierw „Kaczuszki”- Młody lekko podrygiwał, a jego pupa w pampersie wyglądała rzeczywiście jak kaczy kuper. Następne „Jagódki”, „Jadą, jadą misie”… I tak szaleliśmy. Za oknem ciemno, lekko prószył śnieg.

– Która godzina kochanie?

– Dopiero osiemnasta…

Wzięliśmy klocki. Oczywiście Młody nie jest zainteresowany samym budowaniem. Jego cieszy tylko i wyłącznie burzenie tego, co zbudowała mama z tatą. I tak z klockami czas zszedł nam do 18:15.

– Co byśmy mogli jeszcze ciekawego porobić?

Wzięliśmy wszystkie samochody, traktory i koparki, ustawiliśmy w jednym rzędzie i planowaliśmy zrobić wyścig. Ciężko było jednak wystartować nimi wszystkimi jednocześnie. Wypuszczaliśmy więc po jednym i wygrał ten, który dojechał najdalej. Młodemu szybko się znudziło i poszliśmy piętro niżej. Włączyliśmy salsę, rumbę, sambę. Młody wskoczył na łóżko i zaczął wywijać na nim koziołki.

O 19 wzięliśmy go do spania, stwierdzając, że szkoda takie maleństwo wybijać z codziennego rytmu, tylko dlatego, ze jest Sylwester. Młody długo chlapał się w pełnej wanience. Następnie został wysuszony, ubrany, napojony mlekiem modyfikowanym i poszedł słodko spać.

Reszta wieczoru była dla nas.

– No to co robimy kochanie?

– Może obejrzymy jakiś fajny film?

– Super pomysł.

Mąż wyszukał coś co mogło pogodzić nasze, jakże odmienne gusta. Ułożyliśmy się wygodnie w łóżku i tak oglądaliśmy. Nagle otwieram oczy, patrzę a za oknami kolorowo, błyszcząco i wybuchowo. Szturcham lekko męża.

– Ej. Zasnęliśmy! Która godzina?

Osobnik męski wylegujący się na drugiej stronie łoża wziął do ręki telefon, popatrzył na niego i mówi:

– Północ.

– Jezu, przespaliśmy cztery godziny. To co robimy?

– No nic… chcesz iść odpalać te fajerwerki?

– Nie…chyba nie. Zostańmy w łóżku.

– No to wszystkiego dobrego skarbie.

– Tobie również!

Daliśmy sobie buziaka i film się mi urwał. Dopiero o godzinie 6 nad ranem obudziło mnie wołanie Młodego:

– Mama! Mama! Mama!

Wstałam wypoczęta, bez kaca (jak to kobieta w ciąży), u boku cudownego męża i rozwrzeszczanego Młodego, ale za to bez wspaniałych wrażeń i bez nowej imprezowej kiecki. Film- nawet nie wiem jak się zaczął… 🙂

Czy myśmy całkowicie zdziadzieli? W wieku 25 lat przespać noc sylwestrową… Na razie tłumaczymy sobie, że wyszaleliśmy się na studiach, że ja w ciąży, że małe dziecko… Sra ta ta ta! 🙂 Czas na zmiany! Nowy Rok trzeba zacząć realnymi postanowieniami! Ruszamy nasze młode dupska!

Wam Kochani, którzy zajrzycie tu w najbliższym (lub w bardziej odleglym czasie), życzę wszystkiego co najlepsze! Zdrowia- bo ono jednak jest najważniejsze. Miłości- bo jaki piękny jest świat u boku kochających ludzi. Cierpliwości- bo czego byśmy nie robili to zawsze może nas coś/ktoś wyprowadzać z równowagi. Pieniędzy- bo z nimi o wiele łatwiej niż bez nich. Spełnienia marzeń- bo kto z nas by nie chciał… :)?

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment