Swoich dzieci się nie chwali

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Wychowana zostałam na człowieka poprawnego. Człowiek poprawny to taki, który zawsze mówi to, co druga osoba chce usłyszeć. I nie-e-e, nie chodzi o okłamywanie. Chodzi o pomijanie w rozmowach niewygodnych faktów lub znajdowanie plusów beznadziejnych sytuacji, z których to tworzy się bazę do rozmów i pocieszeń. Człowiek poprawny nigdy również nie mówi o swoich sukcesach. Było mi z tym potwornie źle. Zawsze. Ale jeśli od dziecka mama powtarzała, że nie wolno ludziom robić przykrości, trzeba wszystkim przytakiwać, być grzecznym i zawsze się uśmiechać, to jakoś tak w głowie się koduje, że tak należy robić. I choć rzeczywiście nie wolno nikogo krzywdzić słowem, to asertywność jest podstawą normalnych społecznych relacji.

Tak się nie robi

Mój brak asertywności wykorzystywało wiele osób. Odkąd stałam się integralną częścią społeczeństwa, na mojej drodze ZAWSZE pojawiał się ktoś, kto potrafił mnie tak omotać, że nie umiałam się sprzeciwić. Byłam na zawołanie, spełniałam rozkazy i nie potrafiłam się od tego uwolnić. W głowie, niczym bilbord w NYC, pulsowała mi myśl: „Jesteś gorsza. Nie masz nic ciekawego do zaoferowania.”. I tak właśnie wyrosłam w przekonaniu, że warta jestem tyle, na ile docenią mnie inni. A TO PRZECIEŻ GÓWNO PRAWDA.

Co sobie ludzie pomyślą

Do pewnego momentu był to mój główny problem. Nie rób tego, nie rób tamtego- bo CO SOBIE LUDZIE POMYŚLĄ. Nie mówiłam o swoich osiągnięciach, by mój rozmówca nie poczuł, że się wywyższam. Zawsze przecież istnieje obawa, że znajdziesz się na językach… Uroki małych miejscowości. Uwolniłam się od tego wyjeżdżając na studia. Żyłam tam zupełnie anonimowo, robiłam co chciałam i kiedy chciałam. Nie przejmowałam się tak bardzo. Byłam tam spokojna- tak, to dobre słowo. Trzeba jednak pamiętać, że strach przed przed brakiem akceptacji i nieumiejętność wypowiadania własnego zdania zostaje w głowie na zawsze. Cholerstwo. Utrudnia życie.

Ludzie oceniają

Nie wiem dlaczego to takie trudne. Przywyknąć do tego, że jesteśmy oceniani. Na podstawie tego co mówimy, tego co piszemy. Nawet na podstawie tego, jak wyglądamy i w co się ubieramy. Wystarczy jedna sekunda, aby utkwić w czyjejś głowie- jako ktoś charakterystyczny. Fajnie, gdy zapadniemy w czyjąś pamięć dzięki cesze pozytywnej. A dzięki cesze negatywnej? Również fajnie. Lepiej tak, niż być nijakim. Ja potrzebowałam sporo czasu, żeby na to wpaść. Wolałam być nijaka.

Ludzie od nas oczekują

Moja mama nauczyła mnie, że nie mówi się o swoich sukcesach. Żeby ludzie przypadkiem nie pomyśleli, że jestem zarozumiała. Tak więc ani ja nigdy nie mówiłam o swoich osiągnięciach, ani moja mama o nich nie mówiła. Nigdy mnie nie chwaliła. Raczej była z tych, co każą się skupiać na niwelowaniu błędów. Może i dobrze, ale jednak dobrze nauczyć się doceniać samego siebie. Wierzyć, że sukces jest sukcesem. Ale jednak we mnie najbardziej irytowała mnie moja nieumiejętność w powiedzeniu głupiego: „dobrze mi poszło”. Chyba nigdy nie podało to z moich ust. Nigdy. Dopiero Luby podirytowany tym, że jestem w stanie mówić tylko o tym, co mi nie wyszło, zaczął zmieniać mój tok myślenia.

To był trend wychowawczy czasów, w których się urodziłam, a mojej mamie przyszło mnie okiełznać. Tak się wtedy robiło. Był moment na to. Później przyszła chwilowa moda na tzw. „zimny chów”. O podobnych doświadczeniach mówi wielu ludzi w moim wieku. I  okazuje się, że chwalić trzeba. Z tym, że chwalić trzeba mądrze. A to bardzo trudne.

Dlatego teraz napiszę coś, czego jeszcze parę lat temu nie wypuściłabym z ust. Należę do ludzi stosunkowo inteligentnych, którym absolutnie wszystko w życiu przychodzi z łatwością. Uczyłam się biologii, chemii- nie miałam z tym problemu. Chciałam pisać- zaczęłam to robić i też gładko poszło. Pokazali mi całki i różniczki- nauczyłam się bez większych problemów. Zakładając Sklep Mamowy nauczyłam się tworzyć sklep internetowy- tak więc zrobiłam go sama. Sama również obrobiłam zdjęcia. I choć może nie są profesjonalne, to uważam, że nie najgorsze. Chciałam się nauczyć programowania- jestem na dobrej drodze ku realizacji mojego kolejnego planu.

I właśnie przez wzgląd na to, że nigdy w życiu nie miałam z niczym problemów cały świat dookoła czegoś ode mnie wymagał. Pani od polskiego wymagała, abym była świetna w pisaniu- chciała, abym rozwijała swój talent. Pani od chemii, żebym pojechała  na olimpiadę- chciała, żebym rozwijała swój talent. Mama, żebym została stomatologiem, bo to sprawi, że będę „ustawiona”. W tym wszystkim zupełnie przestałam kontrolować czego chcę ja, a czego oczekują ode mnie wszyscy dookoła. Bo okazuje się, że wiele spośród moich marzeń to…nie moje marzenia.

Jest jeszcze jedno „ale”. Właśnie dlatego, że wszystko zawsze przychodziło mi z łatwością, nie potrafiłam obrać jednej konkretnej drogi w życiu. To ogromny problem, bo jeśli coś/ktoś jest od wszystkiego, to tak naprawdę jest do niczego.

Marzyłam…

…o dzieciach? Nie. Brutalnie to zabrzmi, ale to nie było moje życiowe marzenie. Bo kiedy dotarło do mnie, jak cudownie być egoistką, marzyłam tylko o tym, by spełniać swoje potrzeby. Na przekór temu, co było do tej pory! I kiedy wszystko było na dobrej drodze ku temu, by osiągnąć swój cel, zaszłam w ciążę.

Plany

Można powiedzieć, że na wszystko byłam przygotowana. Na wszystko, poza byciem matką. Musiałam kolejny raz zmieniać swoje życiowe priorytety i kolejny raz okazało się, że to nie moje potrzeby będą na pierwszym miejscu. W sumie, skoro przez większość swojego życia spełniałam czyjeś zachcianki i chciałam dogodzić całemu światu, nie było mi trudno się przestawić.

Dlaczego to piszę? Ostatnimi czasy zaczęło dopadać mnie przygnębienie. Zaczęłam kolejny raz rozpamiętywać. Zaczęłam kolejny raz skupiać się na swoich życiowych porażkach i błędach. Z zazdrością obserwuję swoich znajomych, którzy się rozwijają. Którzy jeżdżą po świecie. Obserwuję Lubego,  który wraca z kilkudniowej delegacji i pędzi na angielski.

Mamy się świetnie. Moja żona jest lekarzem, robi specjalizację. Ja pracuję jako Iżyniering Duperin Analitik Sralitik. A Ty? Ty całkowicie poświęciłaś się macierzyństwu?

Ogrania mnie wściekłość i rozpacz. Ale dlaczego? Skoro wiele w życiu osiągnęłam! Rodzina to przecież ogromne osiągnięcie! Ale jakoś nie potrafię się z tego w pełni cieszyć. Bo sporo rzeczy w życiu zrobiłam źle. Sporo decyzji było złymi decyzjami. I to, że nie potrafię myśleć o swoich sukcesach sprawia, że nie wierzę w siebie i na tym etapie nie jestem w stanie podejmować już żadnych decyzji. Boję się kolejnych porażek. I być może kiedyś jakiś potencjał we mnie był. Teraz nie ma już żadnego.

Swoich dzieci się nie chwali

Jest to jedna wielka GÓWNO PRAWDA. Dzieci trzeba chwalić, gdy zrobią coś dobrze. Dzieci trzeba uczyć, że sukces jest sukcesem, a nie powodem do wstydu. Dzieciom trzeba wbić do głowy, że ich wartość to nie oceny całego świata, a to, co mają w sobie. Bo każde dziecko ma w sobie potencjał. Ale gdy się go zgasi, można zmarnować nawet największy talent. Przecież chodzi o to, aby w przyszłości nasz potomny dumny był z siebie.

To nie jest tak, że ludzie bez wiary w siebie nie osiągają sukcesów. Ludzie bez wiary w siebie swoich sukcesów nie dostrzegają. I to jest chyba najsmutniejsze.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Już wiem skąd dziś komentarz u mnie taki a nie inny. Cóż, z moich obserwacji wynika że fakt iż nie docenili nas rodzice i otoczenie, że nas nie chwalono to tylko mały procent. To co sami o sobie myślimy i co wypracowalismy i czy my SAMI potrafimy się docenić (powiedzieć „dobrze mi poszło”) to już dużo większa ilość procentów. Wiem też że patrzenie na siebie z perspektywy „moi znajomi podróżują/robią kariery/doktoratu itd.” jest zupełnie bez sensu. Czy umiesz sobie wyobrazić że jesteś na ich miejscu ale w zamian nie masz tego co masz teraz?

    24 stycznia 2017
  • reply
    Aga aga

    Przeczytałam jednym tchem. Super. U mnie było podobnie z tym wychowywaniem przez rodziców. No cóż. Takie czasy. I ta plątanina. Kim być? Czego tak naprawdę chcę? Szybko padła odpowiedź- mamą. Byłam na studiach i była już córcia. I z tą asertywnościa- jakbym czytała o sobie. Zagłębie się bardziej w bloga ale teraz zmykam spać. Pozdrawiam niesia05 instagram

    30 stycznia 2017
  • reply
    Marcelina Rzepa

    Świetny,mocny tekst ! Pełen prawdy i rzeczywistości w jakiej żyjemy. rzepaczki.pl

    31 stycznia 2017
  • O mamo.. To ja.. :O
    Mocny tekst!

    31 stycznia 2017

Post a Comment