Rocznica ślubu- podsumowanie dwóch lat męki Lubego


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Jak ten czas leci! Nasza druga rocznica ślubu. Dwa lata temu powiedzieliśmy sobie z mężem sakramentalne „TAK”. Dokładnie 1.04.2013 roku, w Prima Aprilis, w lany poniedziałek (zaśnieżony i mroźny) zostaliśmy mężem i żoną. Mój luby ma łatwą datę do zapamiętania! 😉 Był to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Dlaczego? Bo znalazła się na tym świecie wyjątkowa osoba, która postanowiła spędzić ze mną resztę życia.

Wiele wydarzyło się przez te dwa lata. „Tylko” dwa lata i „aż” dwa lata. Urodziłam cudownego syna. Założyłam firmę. Z pomocą męża udało się nam ją rozkręcić. Nasz dom już stoi (co prawda stan surowy zamknięty, ale to już ogromny sukces!). Wymarzony, dokładnie taki jaki chcieliśmy! Teraz czekamy niecierpliwie na córę. Jestem najszczęśliwszą kobietą świata!

Czy nasze małżeństwo jest idealne? Zdecydowanie nie… Kłótnie… Hmmm… Mnóstwo kłótni! Ale przecież nie o to chodzi, żeby robić z małżeństwa „ciepłe kluchy”. Na wszystko się zgadzać, przytakiwać sobie w każdej sprawie. Pomimo, że jesteśmy parą, to nadal, każde z nas, jest zupełnie innym osobnikiem, o odmiennych poglądach. Jest natomiast różnica między naszymi kłótniami teraz, a na samym początku. Teraz potrafimy ze sobą rozmawiać. Nasze kłótnie nabierają charakteru rozmowy. Nerwy nie raz puszczają, zwłaszcza takiej furiatce jak ja, więc sukcesem było nauczenie się panowania nad sobą, nad swoimi emocjami:

Idę do garderoby zanieść wyprasowaną stertę ubrań. Wchodzę i nie wierzę. Podłoga, zamiast płatkami róż, usłana jest ubraniami mojego męża… Odstawiłam przyniesione ciuchy i wołam Lubego:

– Chodź tu!

Luby bardzo niechętnie odchodzi od komputera i przychodzi w miejsce, z którego docierał mój głos.

– Wytłumacz mi, po co ci szafa, skoro cała twoja garderoba jest na podłodze?

No właśnie nie wiem po co…

*

Nauczyliśmy się przyznawać do błędów i mówić sobie o wszystkim otwarcie:

– Skarbie, muszę ci coś powiedzieć… Zrobiłam coś złego…

Co się stało?

– Zgubiłam obrączkę i pierścionek zaręczynowy <wyczuwalna rozpacz w głosie>. Przegrzebałam już cały dom i nie mam pojęcia gdzie mogłam je położyć…

– Nawet mnie nie denerwuj. Masz je znaleźć! Nigdy nie pilnujesz swoich rzeczy. Tym bardziej takich drogich. Jak mogłaś nie uszanować tego najważniejszego prezentu?!

Pół roku później, 1000 sprzątań domu później, 800 prób odnalezienia zguby później…

Jezu, jak już gorąco. Gdzie są moje spodenki.

– Jeśli nie ma ich na podłodze, to pewnie w szafie…

Luby odnajduje swoje ulubione krótkie spodenki, zakłada na swój szanowny kuperek i wkłada ręce do kieszeni.

– Ale jaja, nie uwierzysz co znalazłem!- i wyciąga ze swojej kieszeni moją ślubną biżuterię

*

Nauczyliśmy się, że w małżeństwie najważniejszy jest kompromis.

Po zaprojektowaniu wnętrza naszego domu zabraliśmy się za projekt ogrodu. Pierwowzór tego, co ma tam powstać, zrobił mój mąż. Obejrzałam to. Luby, na 12 arach zmieścił dom, wielką altanę z ceramicznym grillem, 3 małe składziki w różnych miejscach (coby kosiarka nie była razem z grabiami, bo to się „gryzie”), budę dla psa (nie mamy psa i NIGDY NIE BĘDZIEMY GO MIEĆ) wielkości altany i grządkę warzywną (żeby się żonie nie nudziło w wolnym czasie- on doskonale wie jak ja „uwielbiam” takie wiejskie klimaty). Dokonałam lekkich modyfikacji. W samym rogu ogrodu umieściłam kompostownik (musieliśmy zrezygnować z budy…). W miejscu, gdzie przewidziany został ogródek warzywny umieściłam krzaczki borówki amerykańskiej, a obok krzaczki malin. Altana została, ale pomniejszyłam ją dwukrotnie (no chyba, że mąż chce sobie stworzyć alternatywne miejsce zamieszkania…). Wszelkie drzewka liściaste zamieniłam na iglaki (liści grabić nie trzeba), a wszystkie jego maleńkie szopki zastąpiłam jednym budynkiem gospodarczym umieszczonym w takim miejscu, aby można go było zasłonić wspomnianymi iglakami. Kiedy spojrzeliśmy na nasze plany zagospodarowania 12 arów doszliśmy do wniosku, że mój mąż zdecydowanie nie ma racji i wyobraźni przestrzennej, dlatego mój plan zostaje zaakceptowany a jego odrzucony 🙂

*

Myślimy nie tylko o sobie!

– Skarbie, byłam na zakupach. Trafiłam na bardzo fajne podkoszulki na promocji, kupiłam ci jeden- i wyciągam z szafy piękny T-shirt.

– Dziękuję kochanie- mój mąż szczerze się ucieszył- to cudowne, że o mnie pomyślałaś!

– Nie ma za co. Popatrz też jaką sobie kupiłam sukienkę i do niej sweterek, rajstopy i buty. Super, prawda?!

<…cisza…>

*

Razem możemy obserwować jak rozwija się nasz synek, cieszyć się byciem rodzicami. Czasem też okazuje się, jacy nierozumni jesteśmy 😉

– Perełko, mama zrobiła galaretkę. Wkładamy ją teraz do lodówki i czekamy, aż się zsiądzie!

Po jakimś czasie zapomnieliśmy całkiem o naszych słodkościach i zajęliśmy się innymi sprawami. Nagle Młody ciągnie tatę za rękę w stronę lodówki i siada przed lodówką.

Co ty robisz?- dziwmy się i zaciągamy go z powrotem do zabawek.

Po jakimś czasie sytuacja się powtarza. Dopiero po kilku próbach naszego dziecka dotarło do nas, że siadanie przed lodówką w rozumieniu Młodego to „zsiadanie się” galaretek…

*

– Młody, trzymaj głowę prosto, nie garb się!- a w tym momencie nasze dziecko biega po domu dwoma rękami trzymając się za główkę (zgodnie z tym, co nakazał mu tata 😉 )

*

Każdy wspólny posiłek może okazać się wyjątkowym i romantycznym!

– Co zjemy dzisiaj na kolację? Może byśmy zrobili coś mega pysznego, zjedli przy świecach, przy romantycznej muzyce?

A na co masz ochotę?

Zjadłabym jakiś dobry makaron. Może zrobimy sobie pesto…

Nie ma bazylii, ani suszonych pomidorów…

No to może spaghetti?

Nie ma ani przecieru pomidorowego, ani mięsa…

A ten taki makaron, który jedliśmy jak byliśmy w tej knajpie kiedyś?

Nie ma grzybów…

No to co, może tosty?

OK!

To świeczki zapalamy w ogóle?

Ja wiem, chyba nie ma sensu… Ale jest najnowszy odcinek „Rancza”!

Ahaaa… Czyli muzykę też sobie darujemy…

*

Wiecie co? Cudowne jest to uczucie, kiedy wiesz, że ktoś cię kocha- pomimo wad, że komuś się podobasz- z cellulitem, piegami i bez makijażu, że jest taka osoba, która cię wspiera- nawet w głupich i szalonych przedsięwzięciach! Cudowne jest to uczucie, kiedy ty kogoś tak bardzo kochasz! Tak bardzo, że mimo tego, że krew cię momentami zalewa, to nadal wiesz, że to dla tej osoby warto żyć! Dobrze, że istnieje coś takiego jak rocznica ślubu! Dzięki niej przypominamy sobie o tym,  że nie jesteśmy tylko rodzicami. Jesteśmy również małżeństwem. I to małżeństwo trzeba pielęgnować.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!