Jest pytanie gorsze, niż to „Kiedy następne dziecko”

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!
Ludzi irytują, a czasami nawet i bolą, różne pytania. Chociażby te dotyczące posiadania dzieci („kiedy dziecko”, „kiedy następne”, „kiedy chłopiec”, „kiedy dziewczynka”), pytania dotyczące posiadanych pieniędzy („taki dom, skąd wy macie tyle kasy”, „nie żal Wam było budować 400 m2 i spłacać po 4 tysiące kredytu miesięcznie?”, „mieszkanie w Krakowie- drożyzna! dlaczego nie kupiliście gdzieś indziej?”, „Ciągle wynajmujecie. Boże! Weźcie kredyt i kupcie na własność, zamiast walić komuś obcemu do kieszeni”, „W domu tak ubogo macie- byście urządzili się po ludzku, zamiast ciągle na wczasy jeździć”). Nigdy, ale to absolutnie nigdy nie zadaję ludziom tak osobistych pytań. Jeśli jestem z kimś blisko- wiem o tej osobie tyle, na ile pozwala nam nasza relacja i nie muszę dopytywać. Jeśli natomiast z kimś blisko nie jestem, nie wyobrażam sobie wpleść między pytania o pogodę i wzrost cen w biedronce: „No to skoro już tak sobie rozmawiamy, to kiedy dzidziuś”.
Nie oznacza to, że nie mam swojego zdania- w kwestii dzieci, pieniędzy, kredytów. Mam. Ale to jest moje zdanie, więc ono dotyczy MNIE i moje zdanie odnosi się tylko do mnie. A ja nauczyłam się nie oceniać ludzi przez pryzmat samej siebie i swoich upodobań i swojej wiedzy.
Muszę przyznać, że pytania  z początku tekstu w cale mnie nie irytują. Mam taką naturę, że nawet, jeśli któreś z nich padnie w moją stronę, zazwyczaj odpowiadam na nie żartem. Większość osób uważa, że mam na to po prostu wyrąbane (tak wiem, niezbyt ładne słowo), ale ja naprawdę potrafię ominąć temat, lub tak go skwitować, że osoba pytająca zupełnie zapomni zaraz, że je zadała. Jest natomiast jeden- jedyny typ pytania, które mnie…irytuje (#ŁadnieMówiąc), a nawet boli i przez które to pytanie (a właściwie moją odpowiedź) oceniana jestem przez osobę pytającą, jako bezduszna i bez serca.
„No to kiedy w końcu zwierzątko? Przecież macie:
– duży ogród
– dom gotowy
– dzieci uwielbiają zwierzęta
– dzieci przy psie się lepiej rozwijają…”
i tak dalej, i tak dalej…
Uwierzcie mi- może to głupie, ale jest to jedyne pytanie, na które odpowiadając czuję jak zalewa mnie zimny pot. I ja wtedy tłumaczę samą siebie, co jest w sumie zupełnie BEZ SENSU, ale jednak tłumaczę… Że alergia moja. Że alergia Olgi. Że jak dotknę psa, to za dwie minuty muszę biec po sterydy, bo mi ręka odpada. Że godzina z kotem i umieram na duszności. Że pies/kot to OBOWIĄZEK. Że to kolejna żywa istota w domu, którą trzeba się opiekować, a ja po pięciu latach naprawdę bezgranicznego poświęcania się dwóm żywym istotom, które urodziłam, chciałabym mieć choć chwilę dla siebie. Po prostu- dla siebie. Znam siebie i wiem, że jeśli będę miała psa, to będę go kochała, głaskała, jechała przy tym na lekach, w kieszeni trzymając wziewy i traktowałabym go jak trzecie dziecko. I mogłabym. Ale czuję, że po prostu teraz tego nie chcę. Chwilowo stawiam na zdrowy egoizm…
…a w odpowiedzi słyszę: „Ech…nie ufam ludziom, którzy nie lubią zwierząt”.
Hola, hola! W którym momencie powiedziałam, że nie lubię zwierząt? Ja zwierzęta lubię, tak jak lubię inne istoty żywe chodzące po ziemi. I do zwierzęcia przywiązałabym się dokładnie tak samo, jak do człowieka, z którym spędzam dużo czasu. Pokochałabym je. Nie chcę być oceniana jako człowiek bezduszny dlatego, że teraz, na tym etapie mojego życia, nie chcę kupić ani adoptować zwierzęcia. Po prostu- chcę być na taką decyzję gotowa i muszę mieć pewność, że to dobry moment. 
Dokładnie tak samo, jak świadomą decyzję o nieposiadaniu dzieci podejmują ludzie, którzy z różnych względów nie mogą sobie pozwolić na maluchy, ja podejmuję świadomą decyzję o nieposiadaniu zwierzęcia. Wybieram świadomie- życie (moje i mojej córki) bez zwiększonej dawki sterydów ( a jeśli ktoś świadomie wybiera życie na lekach byle mieć zwierzę- szanuję to absolutnie, bo wiem, czym jest miłość i nigdy tego nie potępię). Stawiam w tym momencie na egoizm, na to, by trochę odbudować siebie w sobie, po tym, jak naprawdę bezgranicznie poświęciłam się moim dzieciom (i nie ukrywam, że kolejnym pytaniem, które wprawia w zakłopotanie to: a do pracy to ty się nie wybierasz? Jest to jedno z tych pytań, które zadane w tonie „z pretensją” może wprawić w zażenowanie. Serio… Był to zresztą kolejny bodziec do stworzenia tego projektu- KLIK) .
Wybieram świadomie, ponieważ zwierzę to nie zabawka i mimo, że mój pięciolatek bardzo nalega, to ja wiem, że TO JEST PIĘCIOLATEK, który nalega również na to, by na obiad była czekolada oraz bym za dwa dni urodziła mu braciszka (ale koniecznie braciszka (!) i mam sobie nie pomylić, bo siostry to on już zdecydowanie nie chce).
Nie wyobrażam sobie, by ktoś decyzję o zwierzaku, podjął w porywie chwili i w wyniku presji otoczenia. By ktoś adoptował zwierzę lub (#OMójBożeNajgorzejNaŚwiecie) wziął je na chwilę, a gdy ono właściciela pokocha- oddał- nieważne z jakiego powodu. Jak można dać miłość i nadzieję, a zaraz potem odstawić w kąt!?
Decyzja o zwierzęciu to poważna decyzja. I boli mnie to, że ktoś potrafi powiedzieć, że jestem okropnym człowiekiem, bo nie chcę psa. Odnoszę wrażenie, że prędzej spotkałabym się ze zrozumieniem gdybym powiedziała, że nie chcę dzieci (gdybym ich nie miała). Mam do zwierząt ogromny szacunek, dlatego decyzję o ich posiadaniu chcę podjąć świadomie! Bo choć czasami spontan wychodzi nam na dobre- to niestety nie zawsze tak jest.
Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment