Czy puściłybyście swojego męża na firmową imprezę?

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Pytanie, które przewinęło się na jednej z grup facebookowych, do których należę. I nie, nie należę do nich po to, aby się podśmiechiwać i chichrać pod nosem. Muszę jednak przyznać, że to pytanie bardzo mnie zaciekawiło, a to, co było w komentarzach wciągnęło mnie bardziej niż argentyńska telenowela.

Toż to nie pies jest, a mąż z gatunku Homo Sapiens x 2

Każdy z nas- nawet jeśli żyje w związku- jest istotą wolną. Ma prawo do własnej przestrzeni. I nikt nikogo nie będzie trzymał na smyczy u budy w obawie, że się gdzieś „(za)puści”. Dlatego zawsze zastanawiało mnie przysłowiowe „puszczanie” małżonka płci wszelakiej gdziekolwiek. Wszak to kwestia dogadywania się, co do opieki nad dzieckiem. I tyle. Raz ja, raz małżonek. I tak od czasu do czasu wyruszamy na wojaże- oddzielnie. I jest fajnie.

Pewnego dnia, kiedy to jeszcze zasilałam grono zacnych studentów, do mnie i mojej przyjaciółki podszedł profesor- spec od materiałów wiążących i zadał nam pytanie:
– Co jest spoiwem każdego udanego związku?
Z lekka nas zamurowało. Po chwili ciszy, padła w końcu odpowiedź:

– Miłość.

I rzeczywiście, wydawało mi się wtedy, że miłość wystarczy. Miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Wierzyłam w zbawczą moc miłości wtedy, gdy jedynie byłam zakochana.

Spoiwo

Na trwałość związku- nieważne jakiego, nieważne jak długiego stażem- wpływają, oprócz miłości, także zaufanie i wzajemny szacunek. I to zaufanie sprawia, że małżonka o mężowską wierność się nie boi przy każdym wyjściu osobnika tego do spożywczaka, a mąż o wierność małżonki- gdy do kina jedzie z koleżanką. Szacunek natomiast oznacza, że męża na imprezę się nie „puszcza”, a mąż na imprezę firmową wychodzi. Żona również na spotkanie nie „zostaje puszczona”, a z domu wychodzi.

To nie jest tak, że będąc w związku ktoś staje się naszą własnością. Bycie w związku oznacza, że ktoś staje się nam wierny. I my wobec drugiej osoby również jesteśmy wierni. A to z kolei oznacza, że rezygnujemy z poligamii, na rzecz monogamii. Jedyne, co nam więc w tym momencie pozostaje, to uwierzyć w to, że partner/partnerka tej wierności dochowa. I ta wiara w dochowanie wierności, to nic innego jak zaufanie.

On nie potrzebuje imprezy firmowej, żeby wywinąć numer. Ona też.

No nie potrzebuje! Ja wiem, że to brzmi banalnie, ale gdyby miał/miała zdradzić, zrobiłby/zrobiłaby to bez specjalnej przykrywki pod nazwą „spotkanie firmowe”. Wszak istnieje w pracy przerwa na „lancz”. Zresztą, nie tylko to- bo kto by zauważył chwilową nieobecność dwóch osób, które poszły coś pilnie skserować i akurat „zepsuła się drukarka, dlatego im „zeszło””.

Dlaczego ONA boi się bardziej niż ON?

Wydaje mi się, że momentami to wina naszej kobiecej „intuicji”. Bo choć warto czasem z niej korzystać, to „przenawożenie” tego tworu może poskutkować poważnymi problemami. Intuicja bowiem nie jest tym samym, co wybujała wyobraźnia.

Nie tylko o zdradę chodzi

Chodzi również o poczucie niesprawiedliwości.

Ja siedzę w domu- ty też siedź. Dlaczego ja mam pilnować dzieci, kiedy ty się bawisz?

Innym razem to on zostanie w domu. Popilnuje dzieci. I będą się świetnie bawić. A matka-kobieta wyjdzie z domu. Spędzi miło czas. Po swojemu. Trzeba tylko rozmawiać. Wyrażać swoje potrzeby. Ja np. robię to czasem może zbyt dosadnie. Czasem też jest mi źle, że akurat delegacja przypada w trakcie plagi największych chorób. Ale prawda jest taka, że nie da się żyć w ciągłym żalu. Nie da się również normalnie funkcjonować, gdy ktoś ciągle kieruje żale w naszą stronę. Trzeba współpracować

Dlaczego o tym napisałam?

Bo 80% kobiet, które pod pytaniem „Czy puściłybyście męża na imprezę firmową?” odpowiadało- NIE, pisało elaboraty na temat tego, jak tragicznego mają partnera. Że „tu łazi, tam łazi”, dziećmi się nie zajmie, dom traktuje jak hotel, a żona…to tylko do jednego. Dramat! Nie mówiąc już o tym, że koleżanka w pracy taka, a inna taka i wiadomo, że coś się święci. Dlatego zastanawia mnie jedno. Po co żyć w takim związku? Skoro to udręka, problem i spieprzone życie? Po co degradować się do roli, która nam nie odpowiada? A jeśli nie jest źle, a jest to jedynie chwilowy kryzys- wystarczy pogadać. Czy nie wystarczy?

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Aaaaa… co ja mam powiedzieć, jak mój mąz pojechał właśnie w delegację do Holandii? Na spotkanie z ludźmi na tym stanowisku co on, tylko ze wszystkich krajów gdzie firma ma oddziały… To drugi wyjazd w ciągu 4 miesięcy. Co do imprez firmowych, to na szczęście (a może pod wpływem mojej opinii) nie chodzi, bo jak twierdzi: „Wystarczająco się musi z ludźmi w robocie namęczyć, żeby chcieć po pracy jeszcze z nimi siedzieć”, a jakby dodać do tego świadomość, co się działo na tych imprezach dotąd (pracowaliśmy razem 1,5 roku w jednej firmie wiec opowieści znam) to w ogóle myślę, że niektórzy ludzie powinni siedzieć w domu pod kluczem.

    Generalnie odpowiadając na twoje pytanie: strzeżonego Pan Bóg strzeże 😉

    30 stycznia 2017
    • Jezu, ja to chyba żyje w jakimś innym świecie. Bo różne historie, to dla mnie jak na razie tylko historie i jedna wielka abstrakcja! A co do delegacji…znam, znam… no cóż, taka praca 😉

      30 stycznia 2017
      • No tu problem polega na tym, że to ani historie, ani abstrakcja… Tylko ludzie takie rzeczy naprawdę robią. Czasem się zastanawiam jak to jest, że na wyjazdach ludzie zachowują się jak wariaci, jak dzicz, jak jaskiniowcy którzy zapomnieli o tym, że już dawno są istotami „w pionie” i ponoć myślącymi…..

        31 stycznia 2017

Post a Comment