Punkt G

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

„- Wiesz, wypatrzyłam cudowną sukienkę! Po prostu C-U-D-O-W-N-Ą. Ale kosztowała ponad dwie stówy. Szukam i na chrzciny i na wesele i ta okazała się wręcz idealna. Pewnie, że chciałabym kupić tańszą, ale żadna tańsza dobrze nie leżała… A ta… dwie stówy… to ponad dwa metry płytek do naszej przyszłej łazienki. Także miałam dylemat…
– No tak…
– Ale później, wieczorem, zasiadłam przed  komputerem i pomyślałam: „W domu siedzę. Posprzątać mi się zdarzy. Mało co wychodzę… To chociaż sukienkę sobie kupię!”

Wiele z nas tak ma!

Wszystkie panie, które mają tak jak ja, doskonale rozumieją o czym mówię. Zawsze znajdę powód do tego, aby kupić to, na czym mi zależy. Ale hamulce związane z wydawaniem pieniędzy na szczęście jeszcze działają.

Mój punkt G znajduje się na końcu słowa SHOPPING

To zdanie jest tak zabawne, bo w 100% prawdziwe, a osoba, która je wymyśliła prawdopodobnie chciała ułatwić życie naszym mężczyznom. Naprawdę tak niewiele trzeba, abyśmy poczuły się lepiej? Jeśli o mnie chodzi, śmiało mogę powiedzieć, że tak 🙂 Nie mówię o wydawaniu tysięcy złotych na zakupy (jestem w trochę niższym stadium rozwoju zakupoholizmu), ale raz na jakiś czas (przy czym samo sformułowanie „jakiś czas” może stanowić tydzień, miesiąc, rok) fajne buty, albo mała czarna z seksownym rozcięciem są OK. I aż chce się wyjść z domu. Byle je założyć.

Nowa? Nie no, coś ty! Stara, ale nie chodziłam!

I o ile samo kupowanie jest dla mnie przyjemne, o tyle mówienie o nowych rzeczach już nie do końca… Ach! Sama nie wiem, dlaczego to takie trudne! Bo tak naprawdę, co tu tłumaczyć? Kupiłam, bo…była promocja, bo potrzebowałam, bo było piękne, niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Teraz i w ogóle. Generalnie Luby jest zdania, że jeśli mam na coś ochotę, to przecież to moje pieniądze i robię z nimi co chcę. Układ mamy prosty- pieniądze na dom są nie do ruszenia, a na swoich kontach zostawiamy sobie kasiorę na drobne wydatki. Dlatego nie mam pojęcia, dlaczego nie przyznaję się do swoich zakupów. Tym bardziej, że to tak jakby… dla niego 😉

Po prostu to robi nam dobrze!

Zakupy działają jak afrodyzjak. Dają możliwość poczucia się piękną, modną lub chociażby spełnioną w kuchni oraz innych strefach domu i sferach życia (marzy mi się kiedyś świetny wielofunkcyjny robot kuchenny…no i ekspres do kawy- ale taki z prawdziwego zdarzenia-  co mi zrobi latte i cappuccino! O zgrozo…). Na dodatek, samo chodzenie po sklepach, nawet bezowocne, jest takie… relaksujące! Coś przymierzę, coś podejrzę, popatrzę, przemyślę (a czasem nie). Gdybym mieszkała w pobliżu większego miasta pewnie byłabym chudsza. Więcej pieniędzy wydałabym na ubrania, mniej na jedzenie i o wiele więcej bym „spacerowała” 😉 Chociaż allegro i pozostałe serwisy też się sprawdzają, jeśli nie mamy z kim zostawić dzieci!
Będą  takie, które mają zupełnie inne zdanie w tej kwestii. Ludzie są różni i różne jest ludzkie podejście. Są takie co zakupów nie lubią, lub żywcem na nie nie mają ochoty. Są też mamy zakochane z  dziecięcych ubraniach i to na nie wydają najwięcej. Ja na ten przykład ubrań dla dzieci kupuję baaardzo mało, bo gdybyście zobaczyły jak mnóstwo cudownych rzeczy i na Młodego i na Młodą mamy w spadku, to złapałybyście się za głowę (tak, wiem, szczęściara ze mnie). Swoją szafę natomiast systematycznie wyprzedaję,  a następnie uzupełniam. Próżność? Każda z nas ma w sobie pierwiastek próżności i lubi
a) dobrze wyglądać
b) słyszeć, że dobrze wygląda
c) poczuć się jak Carrie Bradshaw (i nieważne, że zamiast D&G mamy w torbie sukienkę z MANGO i to z promocji, ważne samo to, że sprawiłyśmy sobie prezent)

No chyba, że któraś nie lubi? 🙂

***

Jasne, że zakupy to nie jest priorytet. Ba! To pierdoła. I nikt nie pisze tutaj o traktowaniu zakupów jako pierwszej, podstawowej i najważniejszej potrzeby. To taki dodatek do naszej kobiecości. Ja je traktuję jako przyjemność. Bo fajnie tak, od czasu do czasu 😉 Prawda?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Kocham Cię za ten tekst <3 I to po prawie dwóch latach się dowiaduję, że Ty też taki świrus w tej kwestii 😀 Mam dokładnie TAK SAMO. I też nie przyznaję się El, że coś jest nowe 😀 On i tak się nie może połapać w moich rzeczach. Mnóstwo rzeczy sprzedaję też, bo mi się po prostu nudzą, kiedyś dużo się wymieniałam na szafapl. A żeby było śmieszniej ostatnio wynalazłam cudownego bloga parentingowego mamy z gór (bo zostawiła komentarz u mnie i zajrzałam kto to). Patrzę, oglądam zdjęcia i myślę i myślę skąd ja tą dziewczynę znam. Aż mi się przypomniało, że się na ciuchy kilka razy wymieniałyśmy na szafie, parę razy coś od niej kupiłam. Dużo stylizacji wtedy wrzucała. No i to okazała się ona. Świat mały nawet w internecie. Matki zakupo i ciuchoholiczki łączmy się ;)))

    28 lipca 2016
  • reply
    Agnieszka

    A mój Mąż dzisiaj sam zaproponował kupno sukienki i jeszcze pokazał mi kilka, które jemu się podobają… eee chyba czas się ogarnąć 😉

    28 lipca 2016
  • Moniko, shipping to w j.angielskim „wysyłka”, ale domyślam się, ze ten slynny punkt „G”znajduje sie na końcu wyrazu:”shopping” raczej.
    Fakt, zakupy poprawiają humor tylko nie wiem, dkaczego uruchamiają mi w glowie brzeczyk innego rodzaju, może dlatwgo, ze plytki w lazience już położone 🙂 Mój brzeczyk brzmi:”najpierw faktury, potem ciuchy”.Faktury dotyczace orowadzonej dzualalnosci gospodarczej…

    30 lipca 2016

Post a Comment