Przykazanie jedenaste: szanuj i kochaj dzieci swoje

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

…ja tak sobie myślę, że dodałabym do Dekalogu przykazanie jedenaste: „Szanuj i kochaj dzieci swoje”. I choć dekalog dekalogiem by już nie był, to pełniejszy by się wydawał. Bo tak wielu mówi o szanowaniu bliźniego, a tak wielu z tych wielu zapomina, że bliźni to ten duży i ten MAŁY. I właśnie dlatego, na końcu przykazań bym przypomniała, tym jedenastym, o szacunku i miłości do dzieci. Żeby już sobie nikt nigdy przypadkiem o tym nie zapomniał. Pani Moniko. Niektórym to trzeba przedłożyć… jak krowie na rowie, a nie językiem ociekającym patetycznością.

 

Lat mam już naprawdę sporo, wiele w życiu widziałam. Można powiedzieć, że ze świadomością i z „jakimś tam zrozumieniem” na świat patrzę już od siedemdziesięciu wiosen. I gdy ja teraz słyszę, że młodych tylu od Kościoła się odwraca… gdy ja słyszę, że szacunku nie mają- do religii i tradycji. Gdy ja słyszę, jak się psy na nich wiesza i wróży się im wieczne potępienie…to ja tak sobie myślę: „sami to sobie zrobiliśmy”.

 

Od dziecka słyszałam, że „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Do Kościoła gnano i nieważne, czy chora, czy zmęczona, czy zaspana. Iść trzeba było i koniec. Pracować od rana do nocy, w polu do upadłego, bo tylko takich ludzi podobno Bóg kochał będzie… I człowiek taki wymęczony oddawał jeszcze, co wypracował. By sobie wykupić zawczasu ciepłą posadę tam. W niebie.

Jak ktoś chciał na swoim postawić, wymusić co, to się Bogiem zasłaniał- a Bóg to był kiedyś argument najmocniejszy.

I tak przez lata, zamiast nauczycielami być życia według przykazań, to się ludzie w Boga bawić zaczęli. Jako ten argument najmocniejszy wykorzystywać nauczyli się Boga tak, że wartość swoją tracił. W oczach ludzkich. Ot co.

 

I młodzi ludzie to tak teraz mówią, że od Kościoła się odwracają, bo księża to, księża tamto… To prawda, że gdy na nauczyciela kiepskiego się trafi, to się nawet w słupku dodawać człowiek nie nauczy. Ale to się wtedy uczyć trzeba w domu. Jak kto niecierpliwy, to się nie nauczy. Ale gdy ktoś cierpliwy, to i trudniejszych rzeczy pojmie bez problemu.

 

Człowiek, żeby sprawę sobie ułatwić, to Boga ucieleśnił i uczłowieczył. Żeby pojąć mu było łatwiej. Bo kultura ułatwiania panuje już od wielu lat. A jak coś zaczyna być ludzkie, to zaczyna być wadliwe. A jak coś jest wadliwe, to zawodzi. A jak zawodzi…to nie jest już boskie. A jak Bóg przestaje być boski, to już nie warto w niego wierzyć.

 

I gdy człowiek sobie tak Boga uczłowieczał, to sobie zapomniał, że Bóg, od początku, był Dobrem. Można powiedzieć, że Bóg to synonim dobra. I nawet jeśli ktoś w Boga nie wierzy, to w dobro wierzyć musi. Religia dobroci i miłości. Tak to miało wyglądać. I ludzie mocno w to wierzyli. Dopóki nie znaleźli się tacy, co to wykorzystywać zaczęli. Tę wiarę. Tę chęć bycia dobrym. Sprawę spieprzyli po całości, zniszczyli to, co z założenia miało być piękne. A my też bez winy nie jesteśmy, bo zamiast patrzeć na tych, na których warto patrzeć, to uwagę skupiamy na tych, co źle robią.

 

Myśmy w domu dzieci powinni uczyć dobroci. I wierzyć w dobroć. Że to, co nas później spotka, to dobroć. Po prostu. I nieważne, jak to nazywać będziemy. Religią, czy po prostu dobrym wychowaniem.

 

Dzieci powinniśmy uczyć dobroci, ale takiej dobroci do innych i do samych siebie. Bez straszenia, zastraszania, szantażu. Bo zaczną dzieci grzeszki małe popełniać w ukryciu. A później te grzeszki coraz większe będą. Chować się będą te dzieci nasze i pielęgnować w sobie tę złą stronę. Jak w małej szklarni. Trzeba pokazać im, że mogą się złościć. Że mogą krzyknąć. Że każdy z nas popełnia grzechy, czasem postępuje źle. Że to normalne. Że nie trzeba się chować z emocjami, a nauczyć się je ogarniać.

 

Ale żeby dziecko było w stanie być dobre, samo musi dobra doświadczyć. Dobra i szacunku. Coraz więcej się o tym mówi. I dobrze! Kochajmy nasze dzieci. Tak prawdziwie. Kształtujmy je wtedy, gdy kształtować trzeba. Wpajajmy, gdy czas jest na wpajanie, bo gdy czas jest już tylko na resocjalizacje, to już trochę za późno…

 

I tak wracając do religii, ja tak sobie myślę, że dodałabym do Dekalogu przykazanie jedenaste: „Szanuj i kochaj dzieci swoje”. I choć dekalog dekalogiem by już nie był, to pełniejszy by się wydawał. Bo tak wielu mówi o szanowaniu bliźniego, a tak wielu z tych wielu zapomina, że bliźni to ten duży i ten MAŁY. I właśnie dlatego, na końcu przykazań bym przypomniała, tym jedenastym, o szacunku i miłości do dzieci. Żeby już sobie nikt nigdy przypadkiem o tym nie zapomniał. Pani Moniko. Niektórym to trzeba przedłożyć… jak krowie na rowie, a nie językiem ociekającym patetycznością.

 

Teraz takie niemodne staje się uczenie o Bogu. Bo się ludzie zniechęcili na widok tych, co jednak w ukryciu grzechy popełniali i myśleli, że nikt nie widzi. Ale Boga wpajać warto. Boga, czyli dobroć.

 

Jeśli już dzieciom Boga mamy przedstawiać, to tylko jako dobro. Nie zasłaniajmy się nim, zwłaszcza, gdy źle robimy. I pamiętajmy. Przykazanie jedenaste. Szanuj i kochaj dzieci swoje. Od maleńkości to wszystko się zaczyna.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment