Przykazanie jedenaste: szanuj i kochaj dzieci swoje

…ja tak sobie myślę, że dodałabym do Dekalogu przykazanie jedenaste: „Szanuj i kochaj dzieci swoje”. I choć dekalog dekalogiem by już nie był, to pełniejszy by się wydawał. Bo tak wielu mówi o szanowaniu bliźniego, a tak wielu z tych wielu zapomina, że bliźni to ten duży i ten MAŁY. I właśnie dlatego, na końcu przykazań bym przypomniała, tym jedenastym, o szacunku i miłości do dzieci. Żeby już sobie nikt nigdy przypadkiem o tym nie zapomniał. Pani Moniko. Niektórym to trzeba przedłożyć… jak krowie na rowie, a nie językiem ociekającym patetycznością.


Lat mam już naprawdę sporo, wiele w życiu widziałam. Można powiedzieć, że ze świadomością i z „jakimś tam zrozumieniem” na świat patrzę już od siedemdziesięciu wiosen. I gdy ja teraz słyszę, że młodych tylu od Kościoła się odwraca… gdy ja słyszę, że szacunku nie mają- do religii i tradycji. Gdy ja słyszę, jak się psy na nich wiesza i wróży się im wieczne potępienie…to ja tak sobie myślę: „sami to sobie zrobiliśmy”.


Od dziecka słyszałam, że „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Do Kościoła gnano i nieważne, czy chora, czy zmęczona, czy zaspana. Iść trzeba było i koniec. Pracować od rana do nocy, w polu do upadłego, bo tylko takich ludzi podobno Bóg kochał będzie… I człowiek taki wymęczony oddawał jeszcze, co wypracował. By sobie wykupić zawczasu ciepłą posadę tam. W niebie.

Jak ktoś chciał na swoim postawić, wymusić co, to się Bogiem zasłaniał- a Bóg to był kiedyś argument najmocniejszy.

I tak przez lata, zamiast nauczycielami być życia według przykazań, to się ludzie w Boga bawić zaczęli. Jako ten argument najmocniejszy wykorzystywać nauczyli się Boga tak, że wartość swoją tracił. W oczach ludzkich. Ot co.


I młodzi ludzie to tak teraz mówią, że od Kościoła się odwracają, bo księża to, księża tamto… To prawda, że gdy na nauczyciela kiepskiego się trafi, to się nawet w słupku dodawać człowiek nie nauczy. Ale to się wtedy uczyć trzeba w domu. Jak kto niecierpliwy, to się nie nauczy. Ale gdy ktoś cierpliwy, to i trudniejszych rzeczy pojmie bez problemu.


Człowiek, żeby sprawę sobie ułatwić, to Boga ucieleśnił i uczłowieczył. Żeby pojąć mu było łatwiej. Bo kultura ułatwiania panuje już od wielu lat. A jak coś zaczyna być ludzkie, to zaczyna być wadliwe. A jak coś jest wadliwe, to zawodzi. A jak zawodzi…to nie jest już boskie. A jak Bóg przestaje być boski, to już nie warto w niego wierzyć.


I gdy człowiek sobie tak Boga uczłowieczał, to sobie zapomniał, że Bóg, od początku, był Dobrem. Można powiedzieć, że Bóg to synonim dobra. I nawet jeśli ktoś w Boga nie wierzy, to w dobro wierzyć musi. Religia dobroci i miłości. Tak to miało wyglądać. I ludzie mocno w to wierzyli. Dopóki nie znaleźli się tacy, co to wykorzystywać zaczęli. Tę wiarę. Tę chęć bycia dobrym. Sprawę spieprzyli po całości, zniszczyli to, co z założenia miało być piękne. A my też bez winy nie jesteśmy, bo zamiast patrzeć na tych, na których warto patrzeć, to uwagę skupiamy na tych, co źle robią.


Myśmy w domu dzieci powinni uczyć dobroci. I wierzyć w dobroć. Że to, co nas później spotka, to dobroć. Po prostu. I nieważne, jak to nazywać będziemy. Religią, czy po prostu dobrym wychowaniem.


Dzieci powinniśmy uczyć dobroci, ale takiej dobroci do innych i do samych siebie. Bez straszenia, zastraszania, szantażu. Bo zaczną dzieci grzeszki małe popełniać w ukryciu. A później te grzeszki coraz większe będą. Chować się będą te dzieci nasze i pielęgnować w sobie tę złą stronę. Jak w małej szklarni. Trzeba pokazać im, że mogą się złościć. Że mogą krzyknąć. Że każdy z nas popełnia grzechy, czasem postępuje źle. Że to normalne. Że nie trzeba się chować z emocjami, a nauczyć się je ogarniać.


Ale żeby dziecko było w stanie być dobre, samo musi dobra doświadczyć. Dobra i szacunku. Coraz więcej się o tym mówi. I dobrze! Kochajmy nasze dzieci. Tak prawdziwie. Kształtujmy je wtedy, gdy kształtować trzeba. Wpajajmy, gdy czas jest na wpajanie, bo gdy czas jest już tylko na resocjalizacje, to już trochę za późno…


I tak wracając do religii, ja tak sobie myślę, że dodałabym do Dekalogu przykazanie jedenaste: „Szanuj i kochaj dzieci swoje”. I choć dekalog dekalogiem by już nie był, to pełniejszy by się wydawał. Bo tak wielu mówi o szanowaniu bliźniego, a tak wielu z tych wielu zapomina, że bliźni to ten duży i ten MAŁY. I właśnie dlatego, na końcu przykazań bym przypomniała, tym jedenastym, o szacunku i miłości do dzieci. Żeby już sobie nikt nigdy przypadkiem o tym nie zapomniał. Pani Moniko. Niektórym to trzeba przedłożyć… jak krowie na rowie, a nie językiem ociekającym patetycznością.


Teraz takie niemodne staje się uczenie o Bogu. Bo się ludzie zniechęcili na widok tych, co jednak w ukryciu grzechy popełniali i myśleli, że nikt nie widzi. Ale Boga wpajać warto. Boga, czyli dobroć.


Jeśli już dzieciom Boga mamy przedstawiać, to tylko jako dobro. Nie zasłaniajmy się nim, zwłaszcza, gdy źle robimy. I pamiętajmy. Przykazanie jedenaste. Szanuj i kochaj dzieci swoje. Od maleńkości to wszystko się zaczyna.

 

Więcej znajdziesz w zakładce Tematy ważne.

 


Bądź finansowo niezależna! Napisz ze mną skuteczne CV i zdobądź pracę, na której Ci zależy.

Dlaczego nikt nie odpowiada na moje CV

Jak napisać CV? Jak napisać dobre CV?

Dodaj komentarz