Post dr Dąbrowskiej

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Zastanawiacie się pewnie i dziwicie, skąd u mnie temat „Post dr Dąbrowskiej”? Już wielokrotnie Wam powtarzałam, że jestem uzależniona od jedzenia. Bardzo uzależniona. Nie wiem, czy można być bardziej uzależnionym od czegokolwiek niż ja od jedzenia. Hasło: „Czekolada nie pyta, czekolada rozumie” jest mi tak bliskie, jak Gdańsk jest bliki Gdyni. Nie mogę również żyć bez mięsa. Dopóki go nie zjem, nie zadziała mój ośrodek sytości.

Ograniczenia

Jestem kiepska w ustalaniu sobie ograniczeń. Dlatego też trudno mi wytrwać na diecie. Jakiejkolwiek. Pamiętam, jak przeszłam na dietę Dukana. Obkupiłam się w kurczaka, jajka i twarożek. Pamiętam nawet jak sobie wtedy uświadomiłam, że mam awersję do twarożku. No chyba, że jest z cukrem. A tamten nie był… Wytrwałam na diecie Dukana dwa posiłki. Po tych dwóch posiłkach usiadłam przed komputerem i przeczytałam, że dieta Dukana niszczy nerki. Pamiętam, jak w jednym momencie poczułam ból w plecach, a kolor mojego moczu, po pójściu do toalety, wydawał mi się nienaturalny, co w moim odczuciu, spowodowane było problemami z nerkami, które to z kolei były następstwem mojej dwuposiłkowej diety.

Byłam później na diecie Kopenhaskiej. Wtedy również uświadomiłam sobie, że kawa czarna pita na czczo bardzo źle na mnie działa. Głównie dlatego, że kawa na czczo generalnie źle działa. Tym bardziej, jeśli jest bez mleka. I bez cukru.

Post dr Dąbrowskiej

Ty razem miało być inaczej. Tym razem postanowiłam wznieść się na wyżyny moich ambicji i się oczyścić. Oczyścić się dietą polecaną przez wielu- postem dr Dąbrowskiej. Zasiadłam więc przed komputerem, wyszukałam przepisy, wstępną listę zakupów i postanowiłam podjąć się tego wyzwania.

Po bardzo dokładnym riserczu zadzwoniłam do męża, aby wracając z pracy kupił tonę sałaty, rzodkiewki, ogórków, buraków, itd. itd. Szczerze przyznam, że nigdy w życiu nie byłam tak pozytywnie nastawiona. Już w myślach widziałam moje dożywotnie zdrowe jadłospisy, jędrne ciało i 5 kg mniej. Czułam, że „mam tę moc… mam tę mooc…”.

Robiłam to też dlatego, że jedyną formą, jaką trzymałam przed wakacjami, była forma od muffinek…

Zaczęłam we wtorek z samego rana. Wypiłam na czczo wodę. Po odprowadzeniu Młodego na autobus zrobiłam sobie koktajl. Z buraka i jabłka. Nigdy nie piłam czegoś bardziej wstrętnego… Słyszałam, że przed operacjami układu pokarmowego, w celu oczyszczenia wszystkich dróg wewnętrznych, podaje się jakiś wredny płyn. Myślę, że to sok z buraka i jabłka. Tak myślę. Postanowiłam się jednak nie poddawać. Po 10 minutach od wypicia tego świństwa uświadomiłam sobie, że nadal jestem głodna. Otwarłam więc lodówkę, wyjęłam sałatę i rzodkiewkę i zrobiłam sobie sałatkę. Papier! To smakowało jak papier! Kolejny raz dostałam olśnienia, że lubię sałatę, ale tylko jako dodatek do mięsa… Nie, jako dodatek do rzodkiewki. Zdecydowanie nie.

Post dr Dąbrowskiej- kryzysy

O godzinie 10 przeszłam pierwszy kryzys. Byli tacy, co pisali o kryzysach uzdrowieńczych w trakcie postu, ale przypadki takie odnotowywano po kilku dniach, a nawet tygodniach. U mnie wystąpił po czterech godzinach. Przysięgam, nie mogłam ruszyć ręką ani nogą! Panika mnie ogarnęła, bo ja to przecież mam pod opieką niespełna dwuletnią córkę, która zdezorientowana patrzy na mnie- matkę ascetkę.

Wtedy również przyszedł moment zwątpienia. Że nie dam rady, że boli mnie ta dieta, że nie jestem w stanie tak się męczyć całymi dniami. Ale z drugiej strony mój mąż wykupił pół warzywniaka, a nasza lodówka wygląda po otwarciu jak miniłąka. A to do czegoś zobowiązuje. Na dodatek on naprawdę we mnie uwierzył. Że dam radę, że już na żołądek narzekała nie będę. Na zgagę, bóle…

Tak biłam się z myślami… Ta walka wewnętrzna tak mnie zmęczyła (a ja to przecież głodna wciąż byłam), aż poczułam, że robi mi się słabo. Wzięłam za rękę Młodą, usadowiłam ją na dywaniku, obłożyłam zabawkami, a sama położyłam się nogami do góry na wersalce. Zamknęłam na sekundę oczy. Otworzyłam jedno i zobaczyłam nad sobą maleńką blond czuprynę, przyglądającą mi się uważnie. I ja, czując się jak na łożu śmierci, złapałam to moje dziecko za rączkę i wydukałam z siebie słabiutkim, cienki głosem:

– Młoda, perełko ty moja… Proszę… przynieś mamie bułeczkę…

#JemyOstatnioDużoZieleniny #Wszyscy

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment