Pierwszy trymestr ciąży. WSZYSTKO MNIE WKURZA!

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Niby nic nie widać. Niby często same nie wiemy od razu, że mała istotka rozwija się w naszym organizmie. Niby tak samo, a jednak inaczej. Dolegliwości świadczących o tym, że „dopadł nas stan błogosławiony” jest wiele. Ale po kolei…

Wszystko mnie wkurza

W przeciągu dwóch tygodni stałam się apatyczna. Nic mi się nie chciało. Mąż niezadowolony z obiadu mógłby oberwać raz jedną, raz drugą stroną patelni w twarz. Młody płaczący przez dwie godziny był katorgą- zdarza mu się to rzadko, ale jednak… Wiecznie sfrustrowana chodziłam po domu przerzucając rzeczy z kąta w kąt, bo wszystko wszędzie mi przeszkadzało. No, ale przecież dorosłej kobiecie…ba! żonie…i do tego matce…nie wypada. Momentami oddawałam Młodego dziadkowi, zamykałam się w pokoju barykadując przed wszystkimi i płakałam. Było to dla mnie tak kojące, że nie potrzebowałam niczego więcej. No, ale ile można płakać!? Patrzyłam na Młodego i… mu zazdrościłam. Dziecko złości się „otwarcie”. Całym sobą. Daje upust temu wszystkiemu. Zaciska piąstki, robi się czerwone na twarzy, krzyczy. I wszystko przechodzi, a dziecko czuje ulgę. Ale jak to? Przecież nie zacznę rzucać się po łóżku i krzyczeć w niebogłosy.

Kto obrywa?

No jak to kto? Mąż, dzieci, rodzice. Ci, których najbardziej kochamy. Dlaczego? Po pierwsze- oni też nas kochają. Kochają nas mocno, dlatego czujemy się przy nich bezpiecznie. Możemy na nich nakrzyczeć, uraczyć uszczypliwą uwagą, bo wiemy, że nas nie zostawią i są z nami „mimo wszystko”. Po drugie- względem bliskich mamy o wiele większe wymagania niż względem ludzi obcych. Mówimy: „Mam cudownego męża. Zawsze mnie wysłucha, znosi moje ciężkie dni, kiedy nie mogę sobie ze sobą poradzić”. Stawiamy poprzeczkę zbyt wysoko. Nie pozwalamy bliskiej osobie na chwile słabości. A gdy nasza druga połówka ma zły dzień czujemy…rozczarowanie…może frustrację. Bo przecież on powinien nas wysłuchać! Powinien nas przytulać i być maksymalnie odporny psychicznie. Musimy pamiętać, że nasz mąż jest też człowiekiem (tak, tak- śmiesznie brzmi- mąż to nie ultrawytrzymały cyborg). Kocha nas, troszczy się, ale ma tzw. granice cierpliwości.

Nasze ciążowe wahania hormonów wpływają pośrednio na naszych bliskich. Wyczuwają napiętą atmosferę, ciągłą frustrację. Jak więc poradzić sobie z samą sobą?

Sposób na złość- ruch i świeże powietrze

Okazało się, że rzeczywiście, tak jak to mówią i piszą wszystkie polskie i niepolskie trenerki, w trakcie aktywności fizycznej wydzielają się endorfiny! Mogę nawet stwierdzić, że ogromne ich ilości. I nie trzeba przebiec 10 km, żeby to poczuć. Wystarczy godzinny spacer na świeżym powietrzu i od razu człowiek czuje się lepiej. Najgorsze co możemy zrobić to zamknąć się w czterech ścianach z naszą nową przyjaciółką- chandrą! A w domu? Parę przysiadów, skłonów. To co bezpieczne dla nas i naszego maleństwa. Od razu kobieta czuje się bardziej rześka! Pozwoli nam to ochłonąć. Przemyśleć pewne sprawy.

Wyłącz telewizor, wyłącz komputer

Media bombardują nas mnóstwem informacji. A jakich? Złych! Wypadek, zamach, śmierć, choroba, morderstwo…katastrofa katastrofę katastrofą pogania! A my (kobiety ciężarne, 400 razy bardziej wrażliwe na wszystko co do nas dociera) słuchamy tego i myślimy: „Jaki ten świat potworny!”. Aż strach rodzić w takiej Polsce! Czujemy, nie wiadomo skąd, narastającą frustrację. Czasem może panikę…

A może spróbować z tym walczyć? Po co dodatkowo się dołować? Zaproponuję eksperyment! Wypróbowałam na sobie i uważam, że sprawdził się w stu procentach! Na trzy dni wyłączamy telewizor, radio! Komputer (ewentualnie) używamy TYLKO I WYŁĄCZNIE W CELU ODTWARZANIA MUZYKI. Żadnych portali społecznościowych, wiadomości. Nic, nic, nic… Pierwszy dzień może być trudny. Człowiek z przyzwyczajenia sprawdza rano „co tam w świecie słychać”. Włączony telewizor często stanowi tło przy wykonywaniu codziennych obowiązków. Niby nie słuchamy, ale jednak coś do naszego mózgu dociera.

Co „zamiast”? Dobra książka. Spotkanie ze znajomymi. Sprzątanie. Wszystko to, na co, wydawało się nam, nie miałyśmy czasu. Pozwoli to dostrzec przede wszystkim jak ogromną część swojego życia „marnujemy” przed szklanymi ekranami. A jakie będziemy dumne, kiedy zrobimy coś dla siebie 🙂 Dla naszych bliskich. Zresztą. Spróbujcie, a same się przekonacie, jak zmieni się nastrój i nastawienie do o całego świata! 🙂 Ja to nazywam „terapią odchamiająco- nastrajającą”. 🙂 O dziwo, wystarczą tylko trzy dni! Piątek, sobota, niedziela. Czyli ten czas, kiedy możemy być z rodziną.

Wiesz co jesz?

Na nasz nastrój wpływa także to, co zjadamy. Pierwszy trymestr często wiąże się z potwornymi mdłościami (o tym innym razem). Ciężko mówić o urozmaiceniu diety. Ja byłam skora jeść tylko suchary i solone krakersy, przepijając je hektolitrami wody. Warto jednak spróbować wprowadzić do swojego jadłospisu owoce i warzywa. Dietetykiem nie jestem, ale widzę jak reaguje mój organizm, na urozmaiconą dietę. Dobrze nawodniona i zbombardowana najlepiej przyswajalnymi witaminami kobieta staje się bardziej radosna i promienna.

Kiedy byłam w ciąży z Młodym ginekolog powiedział: „Jeśli będziesz się zdrowo odżywiała nie będą Ci potrzebne żadne preparaty witaminowe”. Tak też robiłam. Dzięki temu miałam doskonałe wyniki badań, a Młody urodził się zdrowy, silny i „dorodny” :). Nastawienie w ciągu tych dziewięciu miesięcy jest tym lepsze, im więcej dobrych wieści o naszych maleństwach. Oczywiście są sytuacje, kiedy suplementacja różnego typu preparatami jest konieczna. Warto jednak zawsze dbać o to, co zjadamy my- a tym samym nasz skarb.

Uśmiech „mimo wszystko”

Uśmiechajmy się. Rano, po przebudzeniu. Przy śniadaniu. Na spacerze. Do męża. Do bliskich. Do znajomych. Do siebie!

Popatrz rano w lustro i szeroko się do siebie uśmiechnij! To zadanie na całe życie. Uśmiechnij się i powiedz: „Jest mi z sobą dobrze”! Dzień stanie się lepszy.

Zrób coś „z sobą dla siebie”

Przyszła mama to nadal kobieta. Chce ładnie wyglądać. Chce być atrakcyjna dla swojego mężczyzny. Atrakcyjna dla innych kobiet! Nie zazdrość, że Hania pięknie wygląda, a Ty już czujesz się jak zaniedbana słonica. Kosmetyczka? Czemu nie! SPA? No jasne, są zabiegi, które nie będą szkodliwe dla kobiet w ciąży. No tak, ale: „Szkoda mi pieniędzy na takie rarytasy…”. Nic w tym złego! Zrób sobie dzień lenia. Nałóż sobie maseczkę. Pomaluj paznokcie. Zrób peeling. Przeczytaj w tym czasie dobrą książkę i całkowicie się zrelaksuj. Jeśli masz już dzieci, na pewno znajdzie się taki dzień, kiedy to Twoje obowiązki może przejąć ktoś inny 🙂 Odpręż się. Gwarantuję, że sprawdzi się prosta zależność:

kobieta czująca się doskonale w swoim ciele=szczęśliwa kobieta

Kochane Kobietki! Odrobina złości nikomu nie zaszkodzi. Człowiek musi poczuć się czasem gorzej, aby docenić piękne chwile. Ale jeśli wszystko nas wkurza spróbujmy sobie z tym radzić! Dla siebie i dla naszych dzieciaków. I aby naszym bliskim żyło się z nami lepiej 😉 Uśmiechu życzę!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Hm może mnie pamięć zwodzi ale ja chyba nie miałam takich „dolegliwości”… chyba że nie pamiętam. Zapytam męża 😉

    23 stycznia 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Oj, ja w pierwszej ciąży nie byłam sobą. Teraz i tak jest o niebo lepiej 😉

      24 stycznia 2015
  • W moim przypadku z tego co pamiętam nie byłam bardzo rozdrażniona. Za to dolegały mi tak duże mdłości że w pewnym momencie nie mogłam nic jeść , wymiotowałam nawet po wodzie. Byłam taka osłabiona i tak było mi niedobrze że o żadnym ruchu na świeżym powietrzu nie było mowy. Wychodziłam na zewnątrz jedynie z mężem za rękę bo sama bałam się zrobić krok… Dawało mi to tak w kość że płakałam ciągle. W końcu wylądowałam na płyno-terapii i po powrocie było ciut lepiej . Każda z nas przechodzi ciążę inaczej, jedne z większą ilością dolegliwości inne zupełnie bezproblemowo. Niezależnie jak ją przechodzimy powinnyśmy się cieszyć, bo nosimy nowe życie 😉 Gratuluję ! Trzymaj się 🙂

    24 stycznia 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Pozostaje mi tylko powiedzieć Ci, że masz to już na szczęście za sobą. Rzeczywiście, mdłości i wymioty to coś potwornego. Też przez to przechodziłam, ale na szczęście nie w „aż tak” zaawansowanej formie. Mnie świeże powietrze wręcz pomagało. Każda ciąża jest inna (nawet u tej samej kobiety). Cieszmy się więc i oby nasze skarby były zdrowe 🙂

      25 stycznia 2015

Post a Comment