O trzech starszych panach w czinkłeczento

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Tak się ostatnio złożyło, że codziennie byłam w Krakowie. Ale nie w celach rekreacyjnych, a w celach podratowania swojego kiepskiego jak na dopiero-co-dwudziestodziewięciolatkę zdrowia. I w związku z tymi właśnie wyprawami moimi nie wiem, co mnie podkusiło, by wjeżdżać w Kraków w godzinach szczytu, samochodem, pierwszego dnia, na umówioną wizytę. Nie wiem również, co mną kierowało dnia kolejnego, i dlaczego w głowie wybrzmiewało, że dzisiaj to na pewno będzie inaczej, bo wczoraj te godziny szczytu i godziny spędzone w samochodzie mknącym z prędkością tak niską, że endomondo zakwalifikowałoby to jako spacer z psem, były tylko przypadkiem. Wreszcie, nie wiem co mnie podkusiło trzeciego dnia, gdy już z tyłu głowy miałam, że może nie warto, no ale DO TRZECH RAZY SZTUKA! I tak, po kilku dniach nerwówki, przebijania się do centrum, samochodem, jak już pisałam- w godzinach szczytu i tak wielu „kurwa mać” wyrzuconych z siebie w otchłań samochodu, postanowiłam naszą poczciwą skodę zostawić pod miastem, możliwie najdalej od centrum i udać się na zaplanowaną wizytę tramwajem.

 

I teraz Moi Drodzy, przejdę nie (jakby się mogło wydawać) do opisu lekarskich wizyt, a do tego, co spotkało mnie, gdy byłam już po wszystkim, wróciłam tramwajem na parking, wsiadałam do samochodu i miałam już tego dnia wracać do domu. Obok mnie rozegrała się scena iście filmowa i poczułam wewnętrzną potrzebę opowiedzenia jej Wam. A po co,to zaraz sami się przekonacie.

 

Otóż, obok mnie zaparkowane było srebrne czinkłeczento/sejczento/tiko (jedno z trzech- nie rozróżniam, nieistotne) i do tego wspomnianego czinkłeczento/sejczento/tiko podeszło trzech mocno starszych panów. Jeden z nich miał nieco wolniejsze ruchy, pozostała dwójka była sprytna i ruchliwa. Uwijali się przy samochodzie, pochowali parę zakupów do bagażnika, po czym tych dwóch sprytnych wsiadło, okna otwarło mocno obracając korbką (w sposób najszybszy, jaki kiedykolwiek widziałam) i wołając do tego wolniejszego:

– STARYYYYY, szybciej!

Po czym, gdy ten już już łapał za klamkę, oni podjeżdżali parę centymetrów, ale tak porywiście (!) jakby zatrzymywali się na wielkiej betonowej ścianie. Gdyby to czinkłeczento/sejczento/tiko miało  poduszki powietrzne, to przy ich ruszaniu i hamowaniu, z pewnością by się otwarły. I tak ze trzy razy, a ten biedak podchodził i chciał wsiąść, a oni ruszali i przy tym, nie tyle, że się śmiali, co najzwyczajniej w świecie- napierdalali.

W pewnym momencie ten biedak, co to wsiąść nie mógł, zgiął się. Kucnął wręcz! I zaczął stękać. I zarówno ja, jak i pozostali, byliśmy przekonani, że coś mu się stało. Ja podbiegłam, ci wysiedli przerażeni, a ten wyprostował się, i powiedział najbardziej dziadziusiowym głosem, który drżał bardziej, niż jego ręce:

 

– Albo dacie mi wsiąść, albo wykituję tutaj i zesracie się ze strachu.

 

Po czym podszedł do samochodu, wsiadł na tylne siedzenia, a my wszyscy chwilę staliśmy zszokowani, po czym, po chwili stania w bezruchu i w bezsłowiu, rozeszliśmy się- każdy w swoją stronę- tak, jakby ktoś wystrzelił nas z procy.

Pożegnałam się, wsiadłam do samochodu i ruszyłam.

W pewnym momencie, gdy już jechałam zacną zakopianką, zaczęło lewym pasem wymijać mnie srebrne czinkłeczento/sejczento/tiko. Z przodu dwóch dziadków nieco zamurowanych, a z tyłu ten najwolniejszy, ten biedny, co mu podjeżdżali po centymetrze. I on tam z tego tyłu się nie śmiał.

On się napierdalał.

I wiecie co? Takiej starości chciałabym dożyć.

Z dystansem.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment