O naszych dzieci edukacji

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Jeszcze za czasów, kiedy to ja chodziłam do szkoły, do nauczyciela szacunek „się miało”. Oczywiście nie wszyscy takowym grzeszyli, bo były i bezczelne twarze, które szacunek znały tylko z definicji słownikowej. Trudno się jednak dziwić, skoro te jednostki w domu do matki swojej zwracały się per „cipo”. Można by więc rzec, że nauczycielom sadzili i tak słowa bardziej cenzuralne.

W rodzinie mojej nauczycieli jest masa. Cieszę się, że ja drogi tej, w ramach kontynuowania tradycji rodzinnej, nie obrałam. Dlaczego? Bo z cierpliwością u mnie bardzo kiepsko- mam jej tyle co kot napłakał. Na dzieci własne wystarcza, na męża już momentami nie. I o ile swoje dzieci  kocham  ponad życie i jestem w stanie długi czas tłumaczyć, gdy zachowanie ich nie jest ok, to gdyby mi czyjeś dziecko pyskować zaczęło, to pierwszą moją reakcją byłoby wyrzucenie za drzwi i zakaz uczestniczenia w moich zajęciach. Właśnie dlatego nigdy w życiu nie chciałabym stanąć po drugiej stronie nauczycielskiego biurka. I właśnie dlatego uważam, że ludziom, którzy z NASZYMI dziećmi pracują należy się szacunek.

Strajk był? Był. Ludzie oburzeni? Część tak, owszem. Bo nauczyciele ponoć tylko o swoje walczą, a przecież to grupa uprzywilejowana i dobrze im się dzieje (a co! niech mają po tyłkach). No właśnie. Nastały czasy, gdy każdy biegnie za pieniądzem, ale w dupie to ma, gdy ktoś inny chce chronić swoje miejsce pracy, walczyć o lepsze zarobki, a przy okazji o pieniądze WSZYSTKICH  PODATNIKÓW. To raz. Dwa- ludzie tak bardzo popierający EKSPRESOWE zmiany w systemie edukacji albo dzieci nie mają, albo są na tyle „NIEOGARNIĘCI”, że nie widzą co się dzieje. Bo najłatwiej było wynieść na piedestał hejtu nauczycieli, tylko po to, by ukryć to, o czym krzyczą tłumione jednostki.

Kiedy ja chodziłam do szkoły podręczniki miałam po koleżankach, po mnie miał je mój brat, a po nim jeszcze ktoś. Teraz książki są jednorazowego użytku. Robi się wszystko, aby zarobiły wydawnictwa, które „powstają jak grzyby po deszczu”. Ponad to podstawa programowa ustalana jest tak, aby tych książek było 15 na semestr, a nie trzy- jak to było kiedyś. Teraz dodatkowo wpakujmy to wszystko dzieciom do tornistrów- to nic, że owe tornistry będą ważyć więcej, niż ten biedni pierwszoklasiści. Wyobraźcie sobie, że teraz, w obliczu rewolucji edukacyjnej, na podręczniki wydamy fortunę! Zmienia się bowiem WSZYSTKO- bo w gimnazjum książki można było jeszcze dziedziczyć. A to się właśnie skończyło.

Potrzebna jest matematyka, czy przedmioty ścisłe, które nie są po to, by uczyć pamięciówki, a by UCZYĆ LOGICZNEGO MYŚLENIA (choć są ludzie, którym się wydaje, że matematyka to tylko twierdzenie Pitagorasa i nic więcej,  śmiejąc się w głos, że matematyki nigdy w swoim życiu nie wykorzystali- co jest, swoją drogą, żenujące). Jak można okrajać przedmioty, które uczą życia. Dlaczego nie zacznie się zwiększać godzin chemii? Chociażby po to, żeby człowiek rozumiał składy czytane na kosmetykach, a nie powtarzał na ślepo jak papuga po skarbnicy wiedzy typu onet, że to i tamto jest rakotwórcze. Dlaczego dzieciom nie zacznie tłumaczyć się odpowiednio fizyki- tylko po to, żeby było wiadomo jak działa CAŁY ŚWIAT. Biologia! Żeby każdy świadomy był, co kryje się pod świetnie nawilżoną skórą. Ale nie. Po co. Po co robić rewolucję w lepszym kierunku… Przecież to niepotrzebne…  Czekamy więc na „historię smoleńską” i „bohaterów solidarności”, jako oddzielne przedmioty. Tego właśnie brakuje najbardziej.

Szkoły muszą zostać przygotowane odpowiednio do nowej podstawy programowej. A skąd będą pieniądze? Z portfeli podatników. Nie ma szans również zapewnić stanowisk pracy wszystkim nauczycielom. Już kiedyś, w sprawie tego wpisu KLIK ktoś skomentował, że przecież ilość dzieci będzie taka sama, więc każdy nauczyciel będzie miał stanowisko…). Ale przecież ilu dyrektorów straci pracę- ilość placówek się zmniejsza! W związku z tym szykują się odprawy (i słusznie, żeby nie było,  że o to się oburzam- każde przedsiębiorstwo zwalniające pracownika zapewnić powinno odpowiednią odprawę. Nikt się nie prosi o zlikwidowanie miejsca pracy). A to wszystko również z kieszeni podatników.

I już ostatnia rzecz, która chyba irytuje mnie najbardziej. Wyobraźcie sobie, że każdej NORMALNEJ firmie, drobne reformy, zmiany oprogramowań, czy wprowadzanie nowych systemów zarządzania, trwają LATA! A w naszej oświacie, którą to można metaforycznie potraktować teraz jako przedsiębiorstwo, przeprowadzono totalną rewolucję w tak krótkim czasie!

Wszyscy Ci, co krzyczą, jak to nauczycielom dobrze się dzieje, że to nauczycielskie sielskie życie tak bardzo się im podoba, i te wakacje, co to przecież trwają cały rok są super, a czas z dwudziestką dzieci spędzany, to taki „pstryk” palcami, powinni się przebranżowić i zasiąść za biurkiem. Naprawdę ciężko mnie wyprowadzić z równowagi, ale tacy, co to krzyczą, że „wszyscy mają lepiej, a tylko oni harują” doprowadzają mnie do szewskiej pasji.

Fajnie by było, gdyby ludzie, którzy tym zarządzają usiedli z boku i zobaczyli, jaką farsę urządzają. Bo nawet, jeśli  zmiany są potrzebne, powinny trwać długi czas. Powinny być odpowiednio przygotowane, rozpisane. Ja wiem. Fajnie jest zaistnieć. Przejść do historii. Super. Tak więc mogą sobie miliardami szastać. W celu zapisania się na kartach naszej historii.

Stać ich.

Stać nas.

P.S.: A ta reforma, to brak szacunku. Do nauczycieli. Do rodziców. Do dzieci.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment