O ciszy. O narzekaniu. O byciu wredną żoną.

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Młody skuczał od rana. Wstał, odłożył swoje trzy cumelki na podusię, wyjął szczebelki i razem z tymi szczebelkami wpakował się do MOJEGO WYRKA. Bardzo chciał mnie przytulić. Urocze to moje cudeńko <3 Niestety jeden ze szczebelków wbił mi się do oka. Rozbawiło go to niezmiernie, bo zaczął mnie tymi szczebelkami okładać. Krzyczał przy tym przeuroczo: „Mamamaaa”. Kocham moje dziecko. Nawet bardzo. Kocham też męża. Ale nigdy nie prałam po nim drewnianymi przedmiotami. Chociaż szczerze przyznam, że wczesnym rankiem bardzo chciałam czymś mu przyłożyć…

Godzina 5:00. Dzwoni budzik. Ja słyszę. Od razu! Luby? No gdzieżby. Jego by armata przy uchu nie obudziła. Wbijam mu łokieć między żebra.

– Wyłącz ten budzik.

– Co, co…- pyta i coś tam cyka na tym swoim smartfonie.

Zaczynam ponownie zapadać w głęboki sen i…ZNOWU. Nosz kurrrrrrrrrrna jego mać!! Drzemka. Wyłączył szybko. na szczęście. Młody zaczyna kręcić się łóżeczku. Zamarłam w bezruchu i bezdechu. Ucichł. Ułożyłam się wygodnie, zamknęłam oczy. ZNOWU BUDZIK. Wzięłam i wypchnęłam smartmęża ze smatfonem z posłania. Rozłożyłam się wygodnie. Luby, coś tam po swoim zgrabnym nosem mruczał. Coś o nienawiści, braku sprawiedliwości… już sama nie wiem. Poszedł go garderoby (czyt. burdelroom- i broń Boże nie ma się kojarzyć zbereźnie. Burdel, bo jest to pokój wypełniony po sufit. Pudłami z ubraniami Młodego (tymi za dużymi i tymi za małymi), pudłami z moimi ubraniami (tymi za małymi- niestety) i pudłami ze SKARBAMI mojego męża. Nie chcecie nawet wiedzieć, co jest w tych pudłach. Jak jedno otwarłam to do reszty nawet nie zaglądałam.). Pokój ten nazywany może być garderobą, ponieważ jest w nim wielka szafa wnękowa.

Mój mąż jest typem człowieka, którego zawsze słychać. Mój mąż idzie. Słychać (lampy się trzęsą, sufit się zapada). Mój mąż rozmawia przez telefon. Słychać (jego głos wprawia rury w takie drgania, że niesie się to po całym domu i wychodzi piecem centralnym). Mój mąż siedzi. Słychać! (a tego już nie jestem w stanie wytłumaczyć…).

Gdy reszta domowników śpi, to człowiek zazwyczaj stara się być chociaż odrobinę ciszej. Ale nie mój mąż! O nie! Ja bym drzwi do szafy delikatnie przesunęła. A on JEB!! popchnie i walą te drzwi o ścianę, na której się zatrzymują. Wyciąga jakieś spodnie, rozkłada. Wypadają mu wszystkie monety jakie miał w kieszeni! Pewnie miał tam 20 groszy. Ale akurat po grosiku! Staram się szeptem coś tam do niego powiedzieć. Nie słyszy mnie. Wstałam więc i zamknęłam cichutko drzwi do sypialni. Wróciłam do łóżka. Nagle drzwi, które przed momentem zamknęłam otwierają się z rozmachem. Wchodzi Luby:

– Chciałaś coś?- pyta nawet nie ściszając głosu.

– Nic, nic. Tylko bądź trochę ciszej, bo Młody śpi.

Wyszedł. Oczywiście drzwi zostawił otwarte! Poszedł do WC. Światło zaświeca waląc dłonią jakby zabijał wielkiego komara! Następna jest wizyta w łazience. Zamknął drzwi, ok. Ale to nie znaczy, że go stamtąd nie słychać. Wręcz przeciwnie! Myje zęby. Dokładnie tak, jak powiedziała mu pani dentystka w przedszkolu. Okrężnymi i wysuwistymi ruchami. Już słyszę jak na lustrze osiadają kropelki piany z pasty do zębów… I te ruchy okrężne. Na to potrzeba miejsca! Dlatego trącił łokciem piankę do golenia i płyn do płukania ust, które spadły na metalowy kosz na śmieci. Dżizas!!!

Przetrwaliśmy to. Poszedł na dół. Młody niestety się obudził. Ululałam go, dałam wszystkie cumelki i usnął. Nagle dzwoni mój telefon. Znaczy nie dzwoni tylko wibruje. Odbieram.

– Gdzie są kluczyki od Skody?

– Koło lodówki- wyszeptałam.

– Nie ma.

Wstałam, zeszłam na dół, wzięłam kluczyki z miejsca, na które go nakierowywałam telefonicznie. Pojechał. Ja wróciłam na górę, ubrałam się, umyłam i od 5:30 czytałam. Taka jestem kurna ambitna żona i matka, że od samiutkiego rana sobie czytam. Aż Młody nie zaczął mnie okładać szczebelkami. Oni to wszystko z wielkiej Miłości. Chodzę od rana wściekła. Ale w końcu siedzę w domu, wiec chociaż wczesnym wstawaniem powinnam się z mym Lubym łączyć.

A Młoda w brzuchu chyba jednoczy  się z bratem w tym waleniu szczebelkami, bo czuję jak zrobiła sobie z pęcherza worek treningowy.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • A może to tylko hormony… 😉

    24 lutego 2015
  • O mój boże, jakbyś w moim mieszkaniu była z rana!! 😀

    24 lutego 2015
  • reply
    ~Patrycja L:)

    Oj te moje ranki wyglądają podobnie 🙂 nic mnie nie wtrąca z równowagi jak to że mój mąż o 5 rano prasuje sobie ubrania (w naszej sypialni, póki co mamy 47m2, więc garderoby nie ma) nawet oferowałam się, że będe to robić za niego wieczorem, niech tylko przygotuje mi co.. no i odwieczne „100 pytań do..” gdzie jest coś tam.. ah Ci nasi Mężczyźni 😀 :)))

    24 lutego 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Za to ich kochamy 😉

      24 lutego 2015
  • Jedno powiem. Ah te chłopy! 😀
    Pozdrawiam
    dodaje do obserwowanych

    24 lutego 2015
  • Tak , mój mąż to również duże dziecko ale tacy już oni są i trzeba przymknąć na to oko 😀

    25 lutego 2015
  • No to musisz mieć wesoło z tym Twoim mężem 😀 mój totalne przeciwieństwo – w ogóle go rano nie słychać, ale też jest z gatunku tych „smart”, bo wstaje godzinę wcześniej, żeby „przejrzeć prasówkę na telefonie” 😛

    25 lutego 2015
  • Ha ha 🙂 Rozbawiłaś mnie z tym okładaniem 🙂 moja córka również mnie pierze wszystkim czym popadnie 🙂 Wystarczy że przez przypadek mnie czymś uderzy , zobaczy że się skrzywię, syknę albo powiem ała . Wybicha wtedy śmiechem i pierze mnie bez opamiętania niemiłośiernie się przy tym śmiejąc 🙂 Pozdrawiam

    25 lutego 2015
  • A jak tak z innej beczki zapytam – co to są te cumelki? 🙂 Zastanawiam się, czy mam tego szukać/oczekiwać u mojego synka 🙂 A mąż…gdyby mój nie był jedynakiem to powiedziałabym, że są jak z jednego jaja 🙂
    Pozdrawiam!

    5 marca 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Cumelek to u nas synonim smoczka uspokajającego 😉

      5 marca 2015

Post a Comment