Na Zosię, Kasię, Jasia czy Krzysia?


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Miałam w ten piękny poniedziałek przyjemność podróżować krakowskim tramwajem. Z racji tego, że nie wzięłam ze sobą słuchawek, jechałam wsłuchując się w gwar i turkot. Na jednym z przystanków wsiadła grupka ludzi. Była ich dokładnie szóstka. Wyglądali na ubogich, może trochę „zmarnowanych”. Usiedli wygodnie. Blisko siebie. Dyskutowali zażarcie. Nie zwracali uwagi na innych podróżujących. Wręcz krzyczeli.

– Jedziemy na Mały Płaszów. Pójdziemy ulicą Myśliwską…

– Niee, na Myśliwskiej już byliśmy…

Kłócili się większą część podróży. Nie znam Krakowa od tamtej strony. Tak więc ulic nie zapamiętałam. Gdy wreszcie ustalili, jaką trasą będą dzisiaj podążać, okazało się, że w cale nie planują zwiedzania.

– Dobra. Ty i ty- idziecie od bloku do bloku. Tylko dzwoń wszystkimi domofonami! Nie odstawiaj fuszery. Robisz na siebie.

– Dlaczego wy znowu macie ulicę z domkami? Na domkach jest lepiej. Ja tym razem chcę iść tamtędy. W domkach zawsze ktoś otworzy.

– Nie gadaj tylko słuchaj, bo będziesz sobie sam chodził. Swoimi drogami. Tylko to nasz teren więc od niego won!

Buntownik się chyba przestraszył. Postanowił więcej nie pyskować swojemu guru.  Nagle przywódcy zadzwonił telefon. Patrzę, a on z kieszeni wyciąga iphone’a 6S (wiem, bo sama ostatnio jestem na etapie kupna telefonu i ten trafił do kategorii „nieosiągalnych cenowo”)!!!!

Zaczęłam więc powątpiewać w ich ubóstwo. Naprawdę zaciekawiło mnie, co planują robić. Najpierw pomyślałam, że może to Świadkowie Jehowy. Trochę mi jednak nie pasowały ich stroje i sposób bycia. Na jednym z przystanków guru wraz ze swoją podwładną wysiedli. Na kolejnym następna dwójka. Ostatni przystanek był moim docelowym. Jak się okazało pozostałej dwójki też. Stałam na światłach czekając na zielone. Usłyszałam za sobą tylko:

– To dzisiaj na Zosię, Kasię, Jasia czy Krzysia?

Zielone. Poszłam przed siebie w celu załatwienia własnych spraw. Chociaż szczerze przyznam, że sprawa nadal mnie ciekawiła.

Wracałam po około godzinie. W połowie drogi na przystanek dojrzałam tychże dwóch delikwentów wychodzących z jednego z bloków. Zaczepiali po drodze przechodniów. Zbliżali się też do mnie- konfrontacja była nieunikniona. Nie powiem, nawet sama, z czystej ciekawości próbowałam sprowokować wymianę zdań. Oczy mam słabe i bez okularów kiepsko widzę. Z pewnej odległości udało mi się jednak dostrzec w ich rękach puszki (podobne do puszek WOŚP-u). Gdy już natknęliśmy się na siebie, panowie przeszli od razu do rzeczy:

– Witamy. Zbieramy środki pieniężne na kosztowne leczenie Zosi. U tej czteroletniej kruszynki (tu pokazano mi zdjęcie) zdiagnozowano białaczkę. Liczy się każda złotówka (potrząsnęli puszką, w której zabrzęczało parę monet).

Oniemiałam.

– Poproszę o kartkę z numerem konta.

– Niestety skończyły się nam…- odpowiedzieli bez zająknięcia. Byli przygotowani na to pytanie.

– W takim razie bardzo mi przykro, ale gotówki nie posiadam.

Odeszłam od nich. Zniesmaczona. Jadąc tramwajem zaczęłam dopiero analizować sytuację. Powinnam zareagować. Może jakoś ich wylegitymować? Może powiedzieć, że wiem co robią. Że jest to nielegalne. A przede wszystkim karalne. Że zgłoszę sprawę na policję. Nie zrobiłam nic. Oniemiałam. Dałam im przyzwolenie na wykorzystywanie ludzkiej naiwności, być może niewiedzy i współczucia, w celu zakupu kolejnego iphone’a!

Oni prawdopodobnie dalej, chodząc z wizerunkiem chorej Zosi, naciągają chętnych do pomocy. Świat bywa okrutny. A ludzie, widząc co się dzieje, nie reagują… Tak jak ja dzisiaj. Niestety…

Szczerze przyznam, byłam przekonana, że tego typu praktyki już dawno nie są stosowane. Większość zbiórek organizowana jest przecież online. A jednak…

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!