My się nie przegrzewamy!


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Czy tylko ja nie znoszę zimy? Być może dlatego, że ani na nartach jeździć nie umiem, ani kurtek ciepłych nie toleruję. Z racji tego, że moje dziecko nie podziela moich „nielubień” spędzamy około dwóch godzin przed obiadem na sankach i około godziny po popołudniowej drzemce na spacerach, zrzucaniu patyczkiem śniegu z drzewek, wyczekiwaniu na odśnieżarkę i zabawie w „nie ma- jest”, kiedy to moje dziecko chowa się za najwspanialszą ozdobą naszego ogrodu, czyli…blaszanym garażem. Dzięki tym przechadzkom Młody śpi jak suseł. Odkąd wyszły mu wszystkie cztery kły (i na chwile obecną nie pojawiają się ostatnie trzonowce) śpi wyśmienicie. I w dzień i w nocy. Także i ja chodzę wypoczęta i szczęśliwa.

Wczoraj, jak w każdy inny dzień, wyszłam na spacer z moim pierworodnym. Ubrałam go w kombinezon, kurtkę, czapkę z nausznikami, szalik, rękawiczki i, taki mały bałwanek, zataczał się w stronę sanek. Posadziłam go wygodnie i udaliśmy się na spacer przez wieś.

– Gdzieś ty to dziecko wzięła?! Przecież jest tak zimno! Chory będzie!- krzyczy jeden z mijanych mieszkańców naszej cudne wioski  (ubrany w polar i jakąś taką szmacianą cienką czapkę), który akurat zaczynał odśnieżanie.

– A gdzie tam! Ciepło jest ubrany, nic mu nie będzie.

Nic sobie z tego nie robiąc idziemy dalej. A właściwie ja pcham sanki, a Młody krzyczy co chwilę: „Oooooo”, pokazując paluszkiem to, co go akurat zaciekawi.

– Rany Boskie! No ty chyba zwariowałaś!- słyszę za plecami kolejny znajomy głos.- Wywłóczysz tak to dziecko, sypie jak diabli, całą buzię ma zasypaną.

– Dobrze go ubrałam. A on uwielbia śnieg. Poza tym hartujemy się! Co mamy w domu siedzieć i się nudzić?! Ile można się bawić zabawkami?

– Będzie chory!

– No pięknie nam pani życzy…

– Ja nie życzę, ja tylko ostrzegam.

I szanowna „oburzona” skręciła na swoją posesję. Ja nadal, pewnym krokiem, szłam przed siebie. Rzeczywiście sypie. Patrzę na Młodego, a on wystawia język i zjada te maleńkie płatki śniegu. Widząc taki obrazek, stwierdzenie „cieszyć się jak dziecko” wydaje się być jak najbardziej zrozumiałe. Nagle patrzę, a przed nami idzie jakiś człowiek. Kolejny… Czego ja mogłam się po nim spodziewać…:

– Nie zimno temu malutkiemu?

– Nie. Jest ciepło ubrany. A panu nie zimno? Bez czapki? W taką pogodę?

Pan poszedł dalej nic nie mówiąc. Postanowiłam wracać. Już mi się nie chciało przed nikim tłumaczyć, dlaczego jestem tak niedobrą matką i włóczę dziecko po wsi w śnieżycy i mrozie.

– No pięknie. Jedyna normalna mama we wsi. Moje dzieci, jak były małe, to latały całymi dniami po polu i bałwany lepiły. Trzeba dziecko hartować i nie przegrzewać.- usłyszałam nagle z ust jednej z odśnieżających pań.

– Tak, tak, walczymy w ten sposób z zarazkami. – uśmiechnęłam się i poszliśmy dalej. Chociaż jedna mnie rozumie.

Weszliśmy do domu. Cieplutko, cudownie. Policzki obydwoje mieliśmy czerwone jak krasnale. Zdjęłam Młodemu kutrkę, czapkę, szalik, rękawiczki, kombinezon, rajstopy i sweterek. Biegał szczęśliwy z gołymi stopami. Nie miałam serca tych cudownych stópek opatulać milionem rajstop, skarpetek, kiedy on kocha być rozebrany! Zjadł talerz zupy, wypił pół kubka kompotu i słodko zasnął.

My się zdecydowanie nie przegrzewamy! A ja, może przesadzam z tym nielubieniem zimy! Dobrze czasem troszkę zmarznąć, żeby zagrzać się w ciepłym domku, z kubkiem gorącej czekolady w ręku :)! A jakie dziecko szczęśliwe!?

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!