Mobilna mleczarnia.

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Tak jak w temacie. Aktualnie możecie mi mówić „mobilna mleczarnia”- na żądanie. A na czyje żądanie? No Młodej- rzecz jasna. Muszę być w ciągłej gotowości. Jak w wojsku: „Pierś wystąp!”, „Pierś spocznij!”. Rozkazy wydawane są przeraźliwym: „Łeeeeeeeeeeee”. Na dodatek jestem na tyle „ułemnym” człowiekiem, że zarówno przy Młodym, tak i teraz, NIE POTRAFIĘ KARMIĆ NA SIEDZĄCO. Dlatego wszelkie wyjścia z głodną Młodą odpadają. Nie wszędzie bowiem będę w stanie nakarmić swoje dziecko w tejże oto kłopotliwej pozycji. Dodatkowo korzystamy z wynalazku jakim są silikonowe nakładki, coby mnie moje dziecko nie zgryzło bardziej niż to zrobiło do tej pory. Ciągłe wyparzanie… Chodzę też jak zombie… Nie śpię nocami- ale to przecież normalne, tym bardziej na wczesnym etapie żywota. Nie jest istotne czy moje dziecko w nocy śpi czy nie śpi. Zastanawiacie się pewnie- dlaczego? Otóż, kiedy nie śpi, jest marudna i zawieszona w przestrzeni przycyckowej, moje niewyspanie jest zrozumiałe. Co natomiast kiedy śpi? No właśnie! Tak małe dziecko i śpi 8 godzin z rzędu? Niemożliwe! Dlatego regularnie, co 15 minut sprawdzam czy oddycha, a każdy szelest, ruszenie rączką stawia mnie na równe nogi.

Młody nie był o mnie zazdrosny. I nadal nie jest…! Dopóki nie zostajemy we trójkę- tj. ja, Młody i Młoda. Wtedy niestety zdarzają się sytuacje świadczące o jego niezadowoleniu z naszej (czyt. mojej i Młodej) nierozerwalności i nierozłączności. Jak Młody okazuje to swoje niezadowolenie? A no np. wczoraj szczęśliwy maszerował do wózka Młodej z tłuczkiem do mięsa w rączce… Na moje pytanie: „Gdzie idziesz z tym tłuczkiem?” odpowiedział: „Do dzidzi”. Trzeba się mieć na baczności- nie ma co… I koniecznie tłuczek do mięsa umieszczać w wyższej szafce.

A właśnie! Młody w przeciągu tygodnia zrobił postępy jakich nie udało się mu osiągnąć przez ostatnie miesiące! Po pierwsze z dnia na dzień zaczął powtarzać! Wszystko! Każde słowo. Co prawda zdań nie buduje, ale po dwa słowa łączy. Dla mnie jest to sukces, tym bardziej, że ilość wypowiadanych do tej pory przez niego słów mogła być zliczona na palcach dwóch rąk! Po drugie! Udało się nauczyć go korzystania z toalety. Zajęło to dokładnie trzy dni. Tyle walki, tyle męczarni i płaczu przez ostatni rok. Niezliczona ilość prób posadzenia na nocnik- kończąca się zawsze wynikiem 1:0 dla Młodego, który nie chciał rozstawać się z pieluszką. A wystarczyło poczekać po prostu na moment, kiedy dziecko będzie bardziej rozumne.

Ogólnie rzecz biorąc posiadanie dwójki dzieci jest nie lada wyzwaniem (o większej ilości nie wspomnę)! Matka powinna mieć możliwość rozdwojenia się. Jak u ameby w wyniku podziału powinny powstać dwa osobniki- po jednym na dziecko. Niestety nie jest tak pięknie i kolorowo. Ale na szczęście mamy ten komfort, że dziadki są z nami i chętnie pomagają. A właściwie to żyć bez wnuków nie mogą i tylko czekają na któreś do zabawy!

Jeszcze a propos zmęczenia i średniego ogarniania rzeczywistości… Godzina 12 to u nas taki piękny czas, kiedy to Młody zapada w trzygodzinny sen, a Młoda albo śpi, albo jest w tym czasie karmiona. I tak wczoraj podczas karmienia zasnęłam snem głębokim. Obudził mnie nagle bardzo intensywnie wciskany dzwonek do drzwi. Zerwałam się więc na równe nogi i pobiegłam otworzyć drzwi. Kurier. Odebrałam paczkę, podpisałam co miałam podpisać. Pan szeroko się do mnie uśmiechał. Ja więc do niego też, myśląc: „Jaki sympatyczny”. Udałam się do kuchni. I tak przechodząc przez hall siłą rzeczy musiałam zobaczyć swoje odbicie w wielkim lustrze (o którym pisałam tutaj). A tam… No cóż. Z tego wszystkiego zapomniałam schować (uzbrojoną na szczęście w stanik do karmienia) pierś. No serio, dobrze, że chociaż ten stanik zapięłam! Także pan kurier nie uśmiechał się do mnie, a śmiał się pod nosem z mojego cycka. Że tak powiem z francuskiego…żenuła…Gdyby zrobił mi zdjęcie z pewnością wylądowałabym gdzieś na szczycie rankingu: „Beka z mamuś (niekoniecznie na forach)”. Tak właśnie kończy się bycie mobilną mleczarnią…

P.S.: Muszę Wam się czymś pochwalić. Otóż, gdy leżałam po porodzie w szpitalu na kontrolę przyszła pewnego wieczoru pani doktor, która na mój widok powiedziała: „O rety, a tu mamy młodziutką mamę” po czym popatrzyła na moją kartę: „Boże, pani ma 26 lat? Nie dałabym pani więcej niż 19”. 😀 Także wyglądam jeszcze dosyć młodo 😉

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • reply
    ~Pankracja

    Oj, to karmienie piersią i te malownicze mokre plamy na koszulkach… 🙂
    Dla mojej Ludzik narodziny młodszej (o 2 lata i 3 miesiące) Siusi też okazały się skokiem cywilizacyjnym. Też zaczęła mówić, stała się bardziej rozsądna i ogólnie – przestała być dzidzią, a zaczęła być starszą siostrą.

    31 lipca 2015
    • No właśnie, te zalane po pępek mlekiem koszulki… Macierzyństwo ma swoje uroki 😛

      31 lipca 2015
  • „Boże ma pani 26 lat” zabrzmiało tak że wcale nie jestem pewna czy to był komplement 🙂 ale spoko, ja dostaje tak gdzieś 23-24 a mam 27 więc to tez jakaś pociecha 🙂

    31 lipca 2015
  • Ale Ci zazdroszczę tego uwiązania! Ja po miesiącu straciłam pokarm, siedziałam i płakałam razem z moim głodnym synem, a mąż musiał jechać po mleko modyfikowane. Nie mogłam sobie darować utraty pokarmu i nie odstawiałam laktatora na krok wierząc, że zmuszę swoją mleczarnię do dalszej produkcji. Niestety nic z tego. Na dzień dzisiejszy wyprodukuję góra 20 ml na dobę 🙁 Ja mam starszą córkę więc inaczej odbieram opiekę nad dwójką. 🙂 Matko! z tłuczkiem?! 🙂 U nas na szczęście nie ma zazdrości, ale wszystko idzie w inną stronę. Młoda wisi nad łóżeczkiem i ciągle maca małego po twarzy, podaje mu smoczek, a czasem nawet wciska na siłę i ciągle do niego gada! „A jaki ja słodziutki jestem, a jaki ja głodniutki jestem, a może kupkę zrobiłeś? A może siku chcesz? A może słoneczko Cię razi?” I tak w kółko! Kilka minut młody wpatruje się w siostrę jak w obrazek, ale potem zaczyna się denerwować, a ja tym samym też dostaję szału! 🙂

    31 lipca 2015
  • U mnie dzięki Bogu nie pojawiła się zazdrość starszego syna. Mój starszy był pierwszym dzieckiem po wielkiej przerwie w rodzinie, więc był oczkiem w głowie u wszystkich. Może moje zainteresowanie nim na poczet młodszego synka trochę zmalało, ale jakoś nie odbiło się to na nim 🙂 Natomiast teraz jak Wiktor ma 5 lat, a Nataniel 3, to jest widoczna między nimi rywalizacja o moje względy. Zawsze moje ramiona i kolana dzielę sprawiedliwie 🙂 Pozdrawiam

    1 sierpnia 2015
  • reply
    mamuska😀

    A moje dziecko zje tylko na siedząco i tylko na poduszce rogalu, no i rzecz jasna dla utrudnienia tylko z kapturka😀 dlatego jak mam gdzieś jechać i zabierać ten majdan to wolę zostać w domu, Ą żeby nie sfiksowac powtarzam sobie, ze gdy skończy się macierzyński to znów będzie tak jak kiedyś…- ale wiadomo, juz nigdy tak nie bedzie….😀

    29 maja 2016

Post a Comment