Młody chory- lekarza brak

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Poniedziałek. Godzina 6:03.

– Mamaa! Mamaaaa!- woła Młody nienaturalnie grubym głosem.

– No nie- myślę sobie i zakładam już kiepski scenariusz.

Otwieram jedno oko, zaraz potem drugie. Ciemno. Zapalam światło. Znowu walczę- tym razem z blaskiem światłości- otwieram powoli oczy. Spoglądam w stronę łóżeczka. Młody cały zasmarkany.

Wychodzę z łóżka, szybko biorę do ręki to, co tylko było w pobliżu (chusteczka nawilżana) i wycieram biedny, mały, mokry nosek. Niestety Młody należy do tych dzieci, które, kiedy nie mają kataru biorą chusteczkę i dmuchają nosek tak mocno jak potrafią. Natomiast kiedy katar się pojawi nosa dotknąć sobie nie dadzą! Wkraplam wodę morską i biegnę z Młodym na sam dół. Szybko montuję do odkurzacza katarek (zbawienie dla matek i ojców, dziadków i babć- życia sobie bez niego nie wyobrażam) i w tym momencie Młody zaczyna maraton kichania. Trzymam chusteczkę pod noskiem i jak tylko skończył zastosowałam to cudne narzędzie odciągające.

Oczywiście odgłos odkurzacza postawił wszystkich na nogi, tak więc cała rodzina o godzinie siódmej była po śniadaniu!

U nas katar oznacza katorgę. A w połączeniu z wyrzynającymi się dwoma trójkami i dwoma piątkami mamy wariatkowo. Młody płacze, gryzie wszystko i wszystkich, nie chce jeść, pić (no poza czekoladą- tego by na pewno nie odmówił- nawet nie pokazujemy niczego zawierającego cukier i miazgę kakaową). Cyrk na kółkach.

O godzinie 10 zebrałam się do lekarza. Pani doktor przyjmowała od 10:30 w starym roku, założyłam, że w tym będzie podobnie. Zapakowałam Młodego (na polu śnieg, mróz, jak najszybciej chciałam wrócić). Droga- istne lodowisko. Prędkość maksymalna- 30 km/h. Byleby do przodu.

Jestem na miejscu. Pierwsze co mnie zaniepokoiło- parking pusty. Ale dobra, idę dalej. Otwieram drzwi- pacjentów brak. Podchodzę do recepcji.

– Niestety przychodnia nie podpisała umowy, także niestety nie ma kto pani przyjąć.

Myślę- fajnie, zostawili panią na recepcji jako centrum informacji. Wkurzyłam się. Oczywiście na cały świat i nasz super „pożal się Boże, rząd od siedmiu boleści”, i na lekarzy, że jednak kasa najważniejsza, i na siebie, że wcześniej się nie zorientowałam w temacie (po prostu nie przypuszczałam, że przychodnia przyjmująca pacjentów z czterech miejscowości (ok. 5 tys mieszkańców łącznie)  przestanie istnieć).

Pojechałam do innej- najbliższej przychodni. Pomyślała, że wypełnię deklarację dla siebie i Młodego. Co to może być za problem…

– Będzie problem, proszę pani. Lekarz przyjmuje dzisiaj od 8 do 11:30 więc nie zdąży pani dzisiaj przyjąć. Jest jeszcze ok. 20 pacjentów a ja dostałam odgórne polecenie nie przyjmowania już nikogo.

„Fantastycznie! Po prostu rewelacja”. Wypełniłam deklarację- gdzieś należeć musimy. Pojechałam do domu z coraz gorszym Młodym. Mogłam jechać na izbę przyjęć do szpitala, ale dowiedziałam się, że stalibyśmy w kolejce parę dobrych godzin… Zresztą już raz tak pojechaliśmy i skończyliśmy wszyscy z grypą żołądkową. Zadzwoniłam do pani pediatry, która kiedyś dawno była u nas zbadać Młodego. Przyjechała. Zbadała. Wypisała receptę (oczywiście 100% bo to wizyta prywatna). Zapłaciłam odpowiednią kwotę.

Inhalujemy Młodego, odciągamy katar, żeby się to wszystko nie przerodziło w zapalenie oskrzeli (już niestety spłynęło to wszystko na gardło…) i walczymy.

Noc- koszmarna. Ukojenie przyniosło dopiero przetransportowanie Młodego do naszego łóżka i masowanie brzuszka (to jest taki łasuch jakich mało 🙂 głaskanie po buzi, brzuszku, rączkach- ubóstwia!).

Niestety po wspólnej nocy okazało się, że i ja jestem chora. Dzisiaj święto, przetrzymałam w domu- herbata z cytryną, mleko z miodem- sposoby domowe. Jutro wybiorę się do mojego nowego lekarza.

I jak to kończy się każdy temat przy stole (nie ważne jaka by to była okazja): „I takie to wszystko… no”.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Hej, ludzie mogą strajkować i w większych grupach trochę to wykorzystują, nie ma idealnego sposobu, dużo zdrowia dla całej rodziny 😉 pozdrawiam

    19 stycznia 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Rzeczywiście, ciężko wszystkim dogodzić… Dziękujemy bardzo i również pozdrawiam 🙂

      19 stycznia 2015

Post a Comment