Mikołaju, to już czas…


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Młody dostał od świętego Mikołaja w osobie ojca swego osobistego puzzle. Z Arielką (Gender!)! Był zachwycony i niesamowicie podekscytowany:

– Na 100% widziałem jak Mikołaj wybiegał z pokoju. Pewnie zostawił ci tu prezent- tłumaczył mu Luby z przejęciem, zachęcając syna do poszukiwań. Młody w pierwszej chwili, zamiast szukać prezentu poleciał szukać świętego…

I tak dziecko nasze cały wieczór spędziło na przyklejaniu tychże puzzli do mebli przy użyciu ciastoliny (którą sprezentował mu Mikołaj w osobie cioci Dorotki) :-).

*

Pamiętam jak dzisiaj! Jeszcze jako sześciolatka, ręką swojej matki, napisałam list do świętego Mikołaja. Lista zachcianek była długa, ale zaznaczyłam, że wystarczyłyby mi trzy rzeczy spośród wymienionych. Poprosiłam też o lalkę dla brata 😉 .

Któregoś pięknego dnia udałam się na najwyższe piętro naszego domu. Wtedy jeszcze pokoje na górze były w stanie surowym- zapuszczaliśmy się tam naprawdę rzadko. Weszłam do jednego z pomieszczeń, a moim oczom ukazała się piękna tablica (w formie minisztalugi), zestaw kolorowej kredy i czerwony samochodzik. Coś mi zaświtało w tej mojej małej mózgownicy.

– O nie! Czyli to rodzice kupują prezenty, a nie Mikołaj!

Dobra…nie wiem, o czym dokładnie pomyślałam- dazynt meter, na potrzeby posta niech pozostanie takie oto zdanie.

Pamiętam jednak jak dzisiaj, że nie czułam rozczarowania. Broń Boże! Poczułam wyrzuty sumienia! Zrobiło mi się żal mojej mamy, która chciała nam zrobić niespodziankę. Coś tam mam z Matki Teresy… Posiadam jednak cechę, która rewelacyjnie maskuje wszelkie moje zapędy do świętości. Jestem paplą. Nie potrafię utrzymać języka za zębami. Im jestem starsza tym lepiej mi idzie hamowanie wypływającego z moich ust słowotoku. Mając sześć lat nie należałam jednak do najdyskretniejszych osób. Pobiegłam do mamy.

– Mamo. Już wiem, że kupiłaś nam takie prezenty. Czy możemy je otworzyć?

– Nie. Czekamy do Mikołaja.  I nie mów bratu! Będzie mu przykro!

No właśnie! Zapomniałam, że jest jeszcze Piotrek. Kiedy tylko mama zajęła się robieniem obiadu zaciągnęłam brata siłą na górę.

– Popatrz. To są nasze prezenty od Mikołaja od mamy. Tylko masz mamie nic nie mówić. Masz udawać, że nic o tym nie wiesz!

Nie udało mi się jednak przekonać brata, aby był dyskretny. Pobiegł do mamy równie szybko jak ja gdy znalazłam cudeńka. Różnica była jednak taka, że on biegł już z samochodem w ręku.

Nie zapomnę nigdy miny mojej mamy. I tego wzroku z wyrzutem w moją stronę. Stałam w drzwiach kuchni i patrzyłam jak brat otwiera swój prezent. Było mi przez moment głupio, że nie umiałam dotrzymać tajemnicy. Skoro jednak i tak sprawa się rypła poszłam rozpakować swoją tablicę! Na wszelki wypadek sprawdziłam jeszcze pozostałe pomieszczenia, czy aby na pewno to tylko tablica była zachomikowana. Zachłanność- są ludzie, którym zawsze będzie mało. 😛

Ciekawa jestem, czy Wy płakaliście, gdy dowiedzieliście się, że Mikołaja nie ma? 🙂

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!