Mamuśki- zbijamy kalorie!

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Ależ się Młody ucieszył na widok śniegu. Odkąd tylko spadły pierwsze płatki siedziałby na polu. Okazało się, że sanki nie sprawiają aż takiej radości jak tarzanie się w białej pierzynie 🙂 Sama osobiście za zimą nie przepadam. Bo zimno. Bo sypie mi w twarz. Bo drogi fatalne (w takich pipidówach niestety drogi są fatalne).

Z racji tego, że rosnę (i powodem nie jest ciąża, a świąteczne obżarstwo) postanowiłam rozpocząć przedwcześnie realizację noworocznego postanowienia- będę ćwiczyć. Oczywiście ostro „lajkuję” wszystkie fanpage na facebooku odnośnie zdrowego jedzenia, podziwiam zdjęcia Ewy Chodakowskiej (zarówno samej autorki jak i wszystkich metamorfoz), Ani Lewandowskiej (tak jest! Lubię je obie!), ale od ponad trzech miesięcy moje pośladki zasiadły na kanapie. I nic! Poskutkowało to przybraniem dwóch kilogramów i niestety lekkim sflaczeniem…

Najpierw była konsultacja lekarska! (jednak kobieta w ciąży nosi pod swoim sercem- a aktualnie to całkiem niżej- cudowne maleństwo. Trzeba więc na nie uważać). Moja pani doktor stwierdziła, że nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, ażebym ćwiczyła. Tak więc przegrzebałam internet w celu znalezienia czegoś bezpiecznego dla ciężarnych kobiet. Brzucha u mnie jak na razie ani widu, ani słychu (ale to już 15 tydzień więc zaraz zacznie się coś dziać). Postanowiłam więc na sam początek ćwiczyć znany chyba wszystkim „Skalpel” (pominęłam ostatnią część- na mięśnie brzucha). Pamiętam, że jeszcze rok temu Skalpel robiłam sobie jako rozgrzewkę. A teraz… Po pierwszych 10 minutach pot lał się ze mnie strumieniami. Zgodnie z zaleceniem, odpoczęłam chwilę i kontynuowałam. Mięśnie drżały. Następny dzień- koszmar! Nie mogłam wyjść po schodach. Czułam się jak kaleka. Nie mogłam stać, siedzieć ani leżeć. W każdej pozycji czułam ten potworny kwas mlekowy. Miałam wrażenie, że nadtrawia moje mięśnie! Zabrałam się więc za coś mniej wymagającego- tak dla relaksu. Na youtube.pl znalazłam bardzo przyjemne filmy pani, która nazywa się Angelika Pióro. Mnie odpowiada trening na zasadzie: ćwiczę razem z trenerem. Nie lubię typowo pokazowych filmików trwających 5 minut z trzydziestoma ćwiczeniami po 3 sekundy. Dlatego z tą Panią będę za pan brat przez najbliższe miesiące.

Wiadomym jest, że w tych pierwszych tygodniach, kiedy męczą nas mdłości i wymioty, ciężko jest nawet myśleć o treningu. Ja stosowałam zasadę 4 km szybkiego marszu dziennie. Świeże powietrze dobrze mi robiło, ruch również! Warto dbać w ciąży o swoją sprawność fizyczną. Przy pierwszym dziecku dużo się ruszałam (przytyłam sporo, większość jednak  stanowiła woda gromadząca się w ciele- najbardziej w ostatnim miesiącu) i dzięki temu poród przebiegł naprawdę dobrze. Położna nawet pocieszyła mnie, że mój poród należał do lekkich. Ludzie dziwnie patrzyli na mnie na siłowni kiedy już z dosyć sporym brzuchem wskakiwałam na bieżnię (oczywiście nie forsowałam się, szybki marsz w te dni, kiedy na dworze szaro, buro i ponuro). Zdrowe i wysportowane ciało pozwoliło mi o wiele łatwiej przejść nie tylko przez ten okres kiedy nosiłam maleństwo w swoim brzuchu. Sprawiło, że poród był sprawniejszy, a i powrót do sylwetki sprzed ciąży okazał się łatwiejszy. 🙂

Ja, jak tylko strawię obiad zabieram się do roboty! 🙂


Przeczytaj koniecznie co nieco u Beaty na tematy:

Dieta bezglutenowa i bezmleczna- nie to niemożliwe

Dieta raw food

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Post a Comment