Kiedy dziecko zaczyna mówić

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Świat staje się o wiele ciekawszy, kiedy dziecko zaczyna mówić! Trochę wstydu musimy się najeść i spędzić godziny na tłumaczeniu co jest ok, a co nie. Niemniej, wspominając później te anegdoty, mamy niezły ubaw.

***

Sadzam Młodego na WC. Sama idę się ubrać do pokoju. Nagle słyszę z toalety głos mego dziecięcia:
– Jeden siusiak. Dwa siusiaki. Trzy siusiaki…

***

Młody siedzi na dywanie. Potwornie się drapie. Widzę to, ale milczę.
– Uciulenie mam.
-…
-Od ciekolady mam.
-…
– Dziadek dał ciekoladę.
-…

I wszystko jasne.

***

Z cyklu „samcze zachowania wychodzą z mężczyzn od początku ich ciężkiego żywota”.

Co robi statystyczna kobieta dzień przed Sylwestrem? Szykuje ostatnie dodatki. Kupuje rajstopy. Ewentualnie torebkę. Ewentualnie jeszcze sukienkę, płaszczyk, żakiet i buty. Co robię ja?
Sprzątam.
Włączam odkurzacz. Młoda zasnęła w przeciągu pięciu minut. Młody włączył bajkę i zawędrował do swojego pokoiku. Kiedy już z odkurzaczem doszłam do pokoju syna, ten zdenerwowany, że śmiem zakłócać spokój i ciszę Milorda, wstał, wyłączył odkurzacz i dodał zdecydowanym, grubym i przekonującym głosem:

– Poodkuziane.

Po czym usiadł z powrotem na łóżku i włączył spałzowaną bajkę.

***

Śpiewamy sobie z Młodym naszą ulubioną piosenkę:
– Hej idzie, idzie dysc, idzie sikawica!
– Ulewa- odzywa się Luby.
– Ja wiem, że nie lubisz tutejszej gwary, ale bez przesady. Tak po prostu leci piosenka. Nie musisz być takim burżujem. U was też się dziwnie mówi: zróbta, dajta i inne czasowniki z dopiskiem „ta”…
– Boże, kobieto, weź daj spokój i podaj pieluchę. Młoda ulewa.

Także, ten tego…taka sytuacja.

***

Żeby nie było, że wszystko będzie w kategorii „Kiedy dziecko zaczyna mówić” macie też coś z cyklu „Kiedy tata się odezwie”…

L: Kochanie. Pięknie dzisiaj wyglądasz.

Popatrzyłam na małżonka. Poczułam jak odrywam się od ziemi i latam gdzieś w przestworzach. Szczęśliwa. Takie słowa to rozkosz dla kobiecych uszu. Ba! Dla kobiecej duszy. Szczebiocę rzęsami, uśmiecham się kącikiem ust. Już chcę mu podziękować, rzucić się w ramiona…

L: Dobrze, że przytyłaś.

I ryp…! W tym momencie moja dusza latająca gdzieś w okolicach Plutona rąbnęła całym swym ciężarem na naszą cudną polską ziemię. Poczułam jak szczęście przemienia się w złość. Jak radość uchodzi ze mnie niczym powietrze z materaca. Przez moją głowę przechodzi myśl: „Przecież schudłam ostatnio kilogram. KILOGRAM.”
Podnoszę się jednak z tego upadku, dźwigam swoje kilogramy (zwłaszcza te zauważone przez Lubego), unoszę głowę, prostuję plecy, wysuwam pierś do przodu. Luby widzi, że coś jest nie tak. Próbuje się ratować.

L: Naprawdę Skarbie. Ładnie wyglądasz. Kości ci nie widać. Zaokrągliłaś się tu i tam…

Nic go jednak nie uratuje. Przepadł. Został stracony. A na imię było mu mąż…

***

Stoję w kuchni. To takie typowe dla matek. Podobno. Pot spływa z czoła, trudzę się, żeby stworzyć dla Młodego śniadanie, które łaskawie zje. Chleb do opiekacza. Szyneczka, którą odłoży argumentując, że śliska. Papryczka, którą zrzuci podając powód uczynku swego: „ciejwona, niedobla”. Tak tworzę kanapkę życia, której nie powstydzilby się sam Gordon R. Skupiona na pracy ciężkiej, mozolnej takiej, nie zauważyłam, że mój mały lord, władca życia i śmierci (a właściwie snu i niesnu), próbuje, postękując, dostać się do szafki, którą mu zagradzałam. Zwracam się więc uprzejmie do niego, starając się wpoic od maleńkości dobre maniery.
– Magiczne słowo?
-????
– Prze…
-…siuń się. – kończy, dumne ze swojej znajomości tajników czarów i magii, dziecko.

***

Młody usypia. Oczęta mu się zamykają. Nagle doznaje chwilowego olśnienia, przebudzenia…
– Pojadę do babci.
-…
-… Do babci Bozienki.
– Tak? A z kim pojedziesz?
– Ź panem.
– Ooooo, a z jakim panem.
Chwila zastanowienia.
– …Jeziuśem.

Rośnie mi mały fanatyk religijny.

***

Młody jest teraz na etapie śpiewania kolęd „po swojemu”. Przy tym przypomniałam sobie, że kiedy ja byłam mała i młoda, modlitwę za zmarłych odmawiałam w ten sposób: „Wieczne odpoczywanie, racz im dać panie, a ŚWIATŁOŚĆ W WIEKU IM STANIE, HAJ IM ŚWIECI”! Nawet się nie przyznam, na jakim etapie życia zorientowałam się, że to jednak „nie tak leciało”…

***

01.01.2016 r. Godzina 1:00 czau lokalnego. Dwa osobniki wędrują drogami pewnej wsi. Chód jednego przypomina tzw. tropienie węża. Po krótkim owłosieniu, szerokich barach, dużej stopie, błędnym wzroku i minie przybitego jamnika można domniemywać, że jest to osobnik płci męskiej, znany również pod nazwą- „mąż”. Obok podąża drugi osobnik. Porusza się interwałem- po szybkich 10 metrach następuje moment zwolnienia tempa (prawdopodobnie jest to objaw łaskawości nad drugim, słabszym osobnikiem) i zrównania się z nim w chodzie. Ważna jest chwila wyrównania temp iścia- dochodzi wtedy do gwałtownego wyrażania emocji przez osobnika idącego w linii prostej- objawia się to wymachiwaniem kończynami górnymi i sentencją dającą odczytać się z ruchu warg, brzmiącą mniej więcej tak: „Jak się nie umie pić, to się nie pije! Ja cię nie będę jutro ratowała. Cierp!”. Opisane wyżej cechy świadczą o tym, że jest to osobnik płci żeńskiej, zwany potocznie „żoną”.
W taki właśnie sposób opisane dwa osobniki przemierzają wiejską dżunglę w celu dotarcia do swego legowiska oraz miotu.

***

– To teraz mama cię posmaruje. Masz uczulenie.
– Nieeeeeee! Nie chcię tego. Nie jadłeś ciekojady. Juś się nie djapieś. Dziadek źjadł czekojadę. Nie śmajować. Nie, nie! Ten kjemik CIPIE!!!

***

Niedziela. 6:24. Niewiasta, zwana matką, otwiera 352 kg powiekę prawego oka. W tym momencie dostaje z liścia od uroczej następczyni tronu – Młodej. Król śpi. Królowa jednak, nie chce, aby ominęły go tak cudowne momenty z życia córki. Budzi męża i podsuwa mu dziecko- w celu pogłębienia ich i tak głębokich więzi. W tym momencie do pokoju wpada królewicz.
– Mama! Mama! Ćytamy! Kloćki. Chciem djewniane! Lozwiaziujemy ziagadki! Wśtawaj! Mama!
– Boże. Dziecko litości. Co ty masz? ADHD?
– Nie. A-BE-CIE-DE.
Chwila ciszy.
-CHCĘ A-BE-CIE-DE !! CHCĘ A-BE-CIE-DE !! CHCĘ A-BE-CIE-DE !!

***

Niedziela. 14.02.2016 r. Luby włącza radio.
„Dla wszystkich zakochanych dzisiaj najlepsze życzenia ”
Luby: Ty! Dzisiaj walentynki.
Ja: No.
<cisza>
Ja: A ty wiesz, że św. Walenty to też patron ludzi chorych psychicznie?
Luby: No to skarbie! Wszystkiego najlepszego!

***

Trzylatka (T) i czterolatka (Cz) tańczą.
(Cz): To ja jestem on, a ty ona.
(T): Dobra.
(Cz): Ale zaraz się zamienimy.
(T): Dobra.
Następuje minutowy taniec, trzymanie się za ręce.
(T): Teraz ja jestem onym.
Wtrącam się ja.
(JA): Chyba nim.
(T): Onym.
(Cz): Tak. Ona jest onym. Ja jestem oną.
(JA): Nią.- wtrącam się po raz drugi.
(T): Nieeeeeeee. Ja jestem onym, a ona onegą.

Poddałam się.

***

 Dotrwaliście do końca? 😀 Jak widzicie, kiedy dziecko zaczyna mówić, świat staje się o wiele ciekawszy. To tylko część naszych rodzinnych perełek. Jeśli Wam mało, zapraszam jeszcze tutaj-> klik. 🙂 Czekam w komentarzach na Wasze propozycje. Piszcie koniecznie!

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Sms wysłany:) Tekst przeczytany, klawiatura opluta, teraż szukam ściereczki:)
    Trzymam kciuki…

    23 lutego 2016
  • Po prostu pięknie 😀

    25 lutego 2016
  • Gratuluję setnego wpisu! 😉 I dziękuję za mocną dawkę pozytywnego humoru;)

    Pozdrawiam;)

    14 marca 2016

Post a Comment