I'm waiting for my princess


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Dziewiąty miesiąc ciąży jest chyba tym najgorszym… Człowiek się schylić nie może. Utrudnia to zdecydowanie mycie się, golenie nóg, obcinanie paznokci u stóp i ogólne ogarnianie się. Ciężko założyć skarpety, bo brzuszysko blokuje. O butach nie wspomnę. Baleriny to pół biedy- ale tylko z rana! Bo już w okolicach 15:00 nogi są na tyle spuchnięte, że jedynym rozwiązaniem jest chodzenie na bosaka. Na takie, które widzę z okazałym brzuchem, pomykające w wiązanych trampeczkach, mam jedno określenie- „PRZE-KOŃ”. Oj tak! Te co nie przeżyły- nie wiedzą, co to znaczy zawiązać buty! W moim przypadku graniczy to z cudem.

Hormony! Emocje! Albo przeżywam wszystko milion razy bardziej, albo staję się kompletnie obojętną wredną „piczą”. Sama nie potrafię przewidzieć jak, kiedy i na co zareaguję. Człowiek- zagadka! Powoli zaczynam dostrzegać, że ludzie z mojego otoczenia chyba się mnie boją… Moich wybuchów złości, płaczu lub śmiechu… a raczej tego, że jestem nieprzewidywalna… Przykładowo, popłakałam się wczoraj na reklamie czekoladek „Merci”. Jak jakaś kretynka! Zawsze byłam wrażliwa, ale bez przesady… A tu łzy leciały i zatrzymywały się dopiero na cyckach. Tydzień temu zaś bez skrępowania przed samą sobą klęłam w myślach na korowód pogrzebowy, za którym jechałam samochodem. Dobre 10 minut! Zanim procesja dotarła do kościoła. Nie czułam współczucia… Jedynie złość na nieszczęsnego nieboszczyka… za co jest mi teraz ogromnie wstyd.
Tak swoją drogą, nigdy w życiu nie klęłam tak bardzo jak klnę teraz. Oczywiście nie przy ludziach. Kiedy już nie mogę wytrzymać ze złości idę do łazienki, zamykam się i mówię sobie taką wiązaneczkę: „Kur** jego je**na mać, nosz ku***, ku*** (x100)” i jakoś tak mi lepiej… Polecam taki sposób wyrzucania z siebie złych emocji. Z każdą ku**wą jestem lżejsza o co najmniej 10 g 🙂

Do tego wszystkiego mój cudowny smartfon się zepsuł (sam, rzecz jasna). Dlatego korzystam teraz z 9- letniego telefonu cegły, z którego będę przynajmniej mogła zadzwonić do Lubego z informacją: „hej, rodzę”.

A właśnie! Bardzo chciałabym już urodzić. W końcu został mi tylko tydzień do terminu… Mąż jednak wczoraj oznajmił, żebym się jeszcze w tym tygodniu nie decydowała, bo ustala termin na wylewki i ma sporo spotkań po pracy, więc nie byłoby mu to na rękę. Moja mama znowu pisze teraz świadectwa, ma zakończenie roku i też raczej sugeruje mi, żebym się nie spieszyła. Mój tata jak na razie leżakuje, bo kuruje kolano i biodra. Także ogólnie, jeśli zacznę w tym tygodniu rodzić, to muszę Młodego wziąć ze sobą na porodówkę.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!