Dlaczego uważam, że moje dziecko powinno spać w swoim łóżku

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Tyle przeczytałam ostatnimi czasy na temat usypiania dzieci, że poczułam się wręcz ekspertką. Oczywiście to sarkazm- w czystej postaci. Bo ani psychologiem nie jestem, ani doradcą do spraw usypiania (a są tacy! z tym, że ja dziołcha ze wsi jestem i nie wiedziałam). Nikomu nie powiem, co jest najlepsze dla jego dziecka, bo każdy przecież czuje, co jest dobre dla jego potomnych. Jedno wiem jednak na pewno. Wydelegowanie dzieci z NASZEGO małżeńskiego łoża było jedną z najlepszych rodzicielskich decyzji. Dlaczego?

Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko

Karmienie piersią, które uprawiałam z mniejszą lub większą przyjemnością, dwa razy po dziesięć miesięcy (KLIK), determinowało zasypianie we trójkę- z dzieckiem między nami- rodzicami. Nie odkładałam do łóżeczka, bo byłam leniwa.  Bo nie chciałam budzić i lulać sto lat. Ostatecznie, wyglądało to mniej więcej tak- KLIK. Chodziłam nieprzytomna. Niewyspana. Zdenerwowana. Wkur*****. Moje dzieci (ani jedno, ani drugie) nigdy nie odczuwały nocnej potrzeby przytulania, czy głaskania. Poza cyckiem oczekiwały jedynie wolnej przestrzeni- którą w łóżku, z dwójką dorosłych ludzi, ciężko było wygospodarować. W nocy byliśmy kopani, drapani, budzeni uderzeniem ryjącej małej głowy. Od czasu do czasu budził nas też odgłos dziecka spadającego na rozłożone wokół łóżka kołdry i poduszki (które miały amortyzować upadki). I kiedy tylko Młoda kategorycznie odmówiła jedzenia matczynego mleka, postanowiliśmy, włożyć ją razem z butlą do łóżeczka. Wypiła mleko i…zasnęła. Po prostu. A ja, z tej radości, że mogę przyjąć w łóżku pozycję inną niż bezpieczną ustaloną… chciałam skakać pod sufit! Zamiast skakania wybrałam jednak sen. Głęboki i ciągły. Rano zerwałam się na równe nogi. I ten właśnie moment, ta pierwsza noc, utkwiła mi w pamięci. Bo kiedy obudziłam się rano i zobaczyłam moje dziecko leżące głową w nogach, na brzuszku, słodko śpiące, które dostało swoją małą osobistą przestrzeń do rycia i kopania, zachciało mi się płakać. Nie ze wzruszenia. Z poczucia wolności! Bo człowiek, który przez dziesięć miesięcy nie śpi dłużej niż trzy godziny z rzędu, naprawdę jest zmęczony…

Łóżko jest nasze- mamy i taty

Zdradzę Wam pewną tajemnicę. Gdy ma się dzieci, nadal istnieje coś takiego jak seks. To drugie słowo na literę „S” (po spaniu), które z łóżkiem może się kojarzyć. Ja nie mówię, że seks tylko w łóżku. Ale w łóżku też fajnie 😀 . I nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że w związku z tym, że ten seks jednak istnieje, fajnie mieć łóżko dla siebie. Tak po prostu. Małżeńsko. Ale! Łóżko to też miejsce spotkań. Naszych partnerskich. Przyjacielskich. Nie wychodzimy praktycznie nigdzie. Czas dla siebie mamy tylko, kiedy dzieciaki śpią. I tak, po całym dniu zasuwania na pełnych obrotach, najwspanialszym momentem jest położenie się obok męża, wtulenie się w jego ramiona i…porozmawianie. Bez ściszania głosu (bo się obudzi), bez uważania na to, aby dziecka nie dotknąć, nie szturchnąć (bo się obudzi). Dla nas łóżko jest najbardziej intymną przestrzenią! Naszą. Męża i żony. Koniec.

Bliskość rodzicielska

Pod postem o tresurze dzieci (KLIK) znajdziecie komentarz Tamary, na temat rodzicielstwa bliskości. To, co ja mało zwięźle (a raczej dosyć rozwlekle) starałam się opisać, ona podsumowała  słowem, którego mnie brakowało- NADINTERPRETACJA. Bo wśród wyznawców rodzicielstwa bliskości, jak to zazwyczaj bywa wśród wyznawców czegokolwiek, istnieją fanatycy. Tak więc powtórzę- rodzicielstwo bliskości ma polegać nie na osaczaniu (czyli nie na bliskości fizycznej 24h/dobę 7 dni w tygodniu przez całe życie), a na budowaniu w dziecku poczucia bycia kochanym i bezpiecznym. Na daniu mu możliwości poznawania świata własnymi oczami, rękami i czym jeszcze będzie chciało. Nie napisałam jednak o bardzo istotnej sprawie! O tym, że dziecko ma postrzegać nasze- rodzicielskie potrzeby, jako równie ważne! Dziecko musi wiedzieć, że wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy. Inaczej nigdy  nie będzie nas szanowało. NIGDY. Dziecko ma się od nas uczyć, że małżeństwo jest instytucją, która opiera się na pewnych i stabilnych filarach. I małżeństwo, tak jak więź matki/ojca z dzieckiem należy pielęgnować. Nie spychać na dalszy plan. Jeśli wspólne spanie jest dla wszystkich przyjemnością- OK. Jeśli natomiast sprawia,  że w jakiś sposób mąż z żoną oddalają się od siebie- warto zawalczyć chociażby przeniesieniem dziecka do łóżeczka- będącego w tym samym pokoju.

Czego brakuje moim dzieciom

Może i rower Młody ma antyczny (KLIK), bo póki budowa domu, musimy zaciskać pasa. Może i nie jeździmy na Kretę dwa razy do roku i raz na dwa lata na Dominikanę. Rodzicami idealnymi też nie jesteśmy. Nigdy nie będziemy! I wiem, że moje dzieci nie mają wszystkiego… ale mają to, co najważniejsze. Mnóstwo miłości. Mnóstwo bliskości. Mnóstwo wspólnie spędzanego czasu. Dach nad głową. Poczucie bezpieczeństwa! Rodziców, którzy mają do nich zaufanie i dają wolność (w granicach rozsądku odpowiednio dopasowanych do przedziału wiekowego). I gdy tak funkcjonujemy dniami, to rozłąka w nocy nie jest dla nikogo karą. Ona jest potrzebna! Nam wszystkim. Po  to, abyśmy z radością popatrzyli na siebie rano. My i dzieci. W naszym domu.

Właśnie dlatego uważam, że nasze dzieci powinny spać w swoich łóżkach i dla nas wydelegowanie ich z naszego łoża było świetną decyzją. A jak jest u Was? Lepiej przesypiacie noce z Maluchami, czy bez nich?

Zapisz

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Miło mi, że po części zainspirowałam do tego tekstu 😉

    27 lipca 2016
  • Młody śpi z nami tylko jak wyłania mu się nowy element uzębienia. A tak to woli spać sam. Jest mu zwyczajnie wygodniej i chłodniej mimo ze nasz materac do małych nie należy. Dysponujemy na razie szalonym jednym pokojem w dużym domu moich rodziców i z utęsknieniem czekamy na wlasne M3. I zeby w koncu Juniora wyekspediować za ścianę. Pół biedy że ma mocny sen i nocne odgłosy mu nie przeszkadzają. ;P ale mimo wszystko zgadzam sie z Toba. Każdy potrzebuje swojej przestrzeni bo czasem trudno skupić się na małżeńskich czułościach kiedy odkryjesz ze pod plecami masz rozgniecionego chrupka a w pupę uwiera Cię zapomniany samochodzik. POKÓJ MIŁOŚĆ I WŁASNE ŁÓŻKO <3

    27 lipca 2016
  • Nasz synek niestety, albo stety w nocy przytulania się domaga. Ot tak w środku nocy na śnie wtuli się do mnie caly, zarzuci mi ramię na szyję i śpi dalej, więc mimo wszystkich prob, nnajlepiej śpi mu się z nami.

    27 lipca 2016
  • reply
    anaikosmetyki

    Ja już ma 12-latkę wiec śpi sama 🙂 Zostaję u Ciebie na dłużej i obserwuję 🙂

    27 lipca 2016
  • karmiłam piersią to dziecko nr 1 i numer 2 spało z nami, tak było wygodniej – podobnie jak u Ciebie. gdy przestałam, niczego tak nie pragnęłam jak powrotu normalności w sypialni. także też nie śpię z dziećmi i jestem z tego powodu przeszczęśliwa 🙂

    21 września 2016

Post a Comment