Drogi Sherlocku…

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Kobieta ma coś takiego, co powszechnie zowie się intuicją. Dodatkowy zmysł, który pozwala przewidywać pewne zdarzenia, oceniać pewne sytuacje i wykrywać potencjalne zagrożenia. Dzięki temu darowi, który każda (lub większość) z nas otrzymała od losu, jesteśmy w stanie działać jak najlepszy w świecie radar i wykrywacz kłamstw czy spisków. W swojej doskonałości przebijamy nawet słynnego Sherlocka…

***

Wchodzę do pokoju. Widzę, że zniknął kosz na śmieci z  miejsca, w którym zawsze stał.  Widzę też, że uchylona jest szafka, w której chowam skrzętnie słodkości dzieciaków. Luby siedzi i ogląda swój serial.
Nie mów, że zjadłeś kinderczekoladę!
Luby patrzy i z niedowierzaniem pyta:
– Skąd wiesz?
– Widzę, że przestawiłeś kosz, czyli pewnie wyrzucałeś coś kilkukrotnie. Po zwykłej czekoladzie miałbyś tylko jeden papierek. Po kilku batonikach bardziej opłaciło ci się przybliżyć kosz. Pewnie włożyłeś go, jak zwykle, pod biurko. Wiem to też, bo nie domknąłeś szafki ze słodyczami. Poza tym, zawsze kiedy oglądasz, to jesz…

***

Luby wchodzi wieczorem do pokoju. Kiedy zbliżył się na około 50 cm:
– Boże. Piłeś piwo…
Patrzy i niedowierza.
– Już poczułaś?
– Ho ho… i to nawet czuję, że nie jedno, a dwa…
– Wyszedłem za czarownicę…

***

Tak się również składa, że mężczyźni intuicji nie posiadają. Sprawia to, że nie są w stanie działać na aż tak wysokim poziomie „domyślania się”. Często, zapominając o tym fakcie, wymagamy od naszych mężczyzn zbyt wiele. A przecież ich możliwości przewidywania i odczytywania pewnych sygnałów są naprawdę małe…

Znowu! Znowu zostawił te pieprzone skarpetki. Chodzę i zbieram. Tu Bluza jeszcze na ziemi. No szlag mnie trafi.
– Co ty chodzisz taka wnerwniona?- pyta Luby.- Stało się coś?
Jeszcze ma czelność pytać. Krew mnie zaleje. Ja tu chodzę, sprzątam,  zbieram. Tu skłon. Tam wypad do przodu. Tu wspięcie na palce.  Naprawdę, on tego nie widzi. Nie szanuje mojej pracy! To tak, jakbym ja poszła do niego do firmy i rozrzuciła mu wszystkie dokumenty,  pomieszała, pogmerała w tym, co sobie poukładał. Poza tym mogę czuć się sfrustrowana, bo siedzę już kolejny rok w domu. Czasem mogę mieć taki kryzys. Mam prawo. Wolno mi!!!
Po czym odpowiadam mu:
-Nie no, nic się nie stało!

***

A u Was drogie Panie jak to bywa? 🙂

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • reply
    ~wierzna

    A ja ostatnimi czasy staram się wygarnąć, co mi leży i przeszkadza. I tak zbieram się w sobie, przez tydzień obmyślam każde zdanie, które mu powiem.. A potem siedzimy obok siebie i .. daję za wygraną, bo biedny, bo zestresowany, bo ciężki miał dzień… no i od początku 🙂
    Oni w sumie mają z nami trochę za dobrze – mimo naszego 6 zmysłu, który podpowiada, kiedy i co zbroił 😀

    21 lutego 2016
    • reply
      ~Anonim, ale Ty i tak wiesz kto

      Drogie Panie! Można wygłosić mowę, która powinna zadziałać. Jeśli nie zadziała pierwsza, to może następna… Ale bardziej skuteczny będzie list – krótki i położony w przemyślnym miejscu. Skarpetki na podłodze? Kartka na nich. Gacie na krześle? Druga kartka… … I tak na każdej części odzieży pozostawionej nie w koszu na pranie. Jak coś będzie mówił, to powiedzcie, że następnym razem to będą żółte i czerwone kartki 😉
      Niestety dość często w życiu żona musi aktualizować dziurawy system operacyjny niedbale utworzony wcześniej przez matkę. Ale nie jest tak źle, bo dzięki temu uczy się, jak nie popełnić podobnego błędu w swojej karierze.

      22 lutego 2016
      • System z kartkami jest super 🙂 bo przecież z mężczyznami system powinien być podobny co z przedszkolakiem 😉

        22 lutego 2016
        • reply
          ~Anonim

          Niestety pod tym względem tak jest.

          22 lutego 2016
  • A ja nie zbieram. Na złość sobie, jemu i całemu otoczeniu, bo a każdym razem jak mijam stos odzieży woniejący już z pięciu metrów, pozostawiony w miejscu rozdziewania się małżonka, to nieco skacze mi ciśnienie. Powiem, żeby sam to zrobił, ale ja tego kurde nie podniosę. Za cholerę ani mi się śni. Po czym, kiedy kochany mąż przypomni sobie, że wypadałoby trochę posprzątać, zaraz rozpoczyna się litania, że ja ta niedobra i nieogarnięta znowu nie zwinęłam kabla od suszarki. Życie z chłopem to nieustający rytuał mentalnego walenia głową w mur. Ale my, kobity, nie od dziś lubimy wyzwania. 😉

    22 lutego 2016

Post a Comment