Czy brać dziecko na wesele? Zdecydowanie NIE!

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Każdy, kto nas zna (mnie i Lubego), doskonale wie, że bardzo często wychodzimy bez dzieci. Czy to na zakupy (jeśli nie mamy ich z kim zostawić jedno z nas siedzi w domu, drugie robi zakupy), czy na kolację, czy do knajpy. Na wesela i inne bankiety również. I pomimo, że dla mnie to zupełnie zrozumiałe, za każdym razem, ludzie widząc mnie bez potomstwa pytają- dlaczego jestem sama? Ano dlatego, że bardzo dobrze znam nasze dzieci. Wiem gdzie będzie im się podobało, a gdzie będą się nudzić- a tym samym nie będą w stanie zachować się odpowiednio do sytuacji.

Czy brać dziecko na wesele…? Dlaczego jestem na nie

Było to zaraz po studiach. Pamiętam, jak rozmawiałam z oburzoną znajomą. Okazało się bowiem, że otrzymała z mężem zaproszenie na ślub, w którym to zaproszeniu para młoda zaznaczyła, aby stawić się w tym uroczystym dniu bez dzieci. Znajoma uznała, że jest to lekceważenie ich- jako rodziny. Moje pytanie natomiast brzmi- w czym problem? W tym, żeby zostawić dziecko w domu z babcią/nianią i pójść na wesele? Przecież każdy wie, że ani parze młodej, ani nikomu innemu nie chodziło o urażenie matek i ojców. Nie chodziło również o zdegradowanie dzieci do najniższej możliwej rangi, a jedynie o to, że wesele (to wymarzone wesele pary młodej) niekoniecznie tymże dzieciom do gustu przypadnie. Niekoniecznie również jest miejscem odpowiednim dla dzieci. Ślub i wesele to święto pary młodej. Nie zorganizowany kinderbal.

Jak to jest u nas?

Jeśli chcesz poznać moje zdanie, czy brać dziecko na wesele, mówię- nie. Na żadne tego typu imprezynie zabieraliśmy dzieci (pomimo, że zawsze dostawaliśmy zaproszenie jako pakiet „rodzina+”). Dlaczego? Wystarczy głupi przykład z balu przebierańców, na którym byłam z Kacprem i Olgą w lutym. Muzyka grała. Wszyscy bawili się, tańczyli, biegali. Nagle ktoś wpadł w Młodą. Upadła, ocierając buzią o parkiet. Owszem- była to MOJA wina, bo pozwoliłam jej wejść w tłum. Ale wyobraźcie sobie teraz, że to właśnie małe dziecko bawi się wśród setki dorosłych, pijących osób, które pod swoimi nogami spodziewają się co najwyżej balona. I ja- matka, i mąż mój najukochańszy, zamiast fajnie się bawić, w skupieniu musielibyśmy śledzić trasę przemierzaną przez maleńkie nóżki. Ponad to my, idąc na wesele, nie chcielibyśmy tychże maleńkich stópek uszkodzić w porywie szaleństwa. To raz. Dwa- nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci patrzyły jak Luby pije (ja abstynentka z wyboru). Bo nawet jeśli w domu piwo popija, to nigdy przy dzieciach (tak, na punkcie alkoholu mam fioła- ponoć każdy jakiegoś ma).

Czy brać dziecko na wesele i w dalekie podróże?

Ani Młodego, ani Młodej nigdy nie zabieraliśmy w odwiedziny do znajomych zlokalizowanych daleko. Fatalnie znoszą podróż- mają chorobę lokomocyjną. Po wyjściu z samochodu przez długi czas dzieci są rozdrażnione, więc odwiedziny z dwójką maluchów z bolącym brzuchem to dla mnie bezsens. Do restauracji wychodziliśmy raczej po to, aby pobyć razem- we dwoje (choć coraz częściej Młody jeździ z nami). I to nie jest tak, że nigdzie tych naszych dzieci nie zbieramy- żeby nie było, że siedzą w zabitym dechami domu. Chodzimy na place zabaw, do knajp z kącikami dla maluchów- generalnie w miejsca, gdzie pozostałe osoby będące z nami w pomieszczeniu, nie będą musiały znosić ewentualnych złych nastrojów naszych dzieci (a u Młodej takie bywają dosyć często- podobno po matce) najczęściej wynikających z nudy, lub te właśnie osoby  na takowe złe nastroje będą przygotowane. Co więcej, nasze dzieci nie zdziczały z powodu ograniczania im wyjść na zakupy, czy wielkich wyjazdów. Młodego, podobnie jak Młodej teraz, nie zabieraliśmy w 90% naszych podróży. Teraz z powodzeniem możemy wyjść z nim na pizzę, do kina, czy gdziekolwiek indziej. Ooooo! Nie zdziczał. Bo, po pierwsze, czegoś tam zdążyliśmy go już nauczyć. Po drugie, Młody doszedł do takiego etapu w swoim życiu, że ROZUMIE. Wie, że oprócz nas, jako rodziny przyzwyczajonej do siebie i do swoich nawyków, ISTNIEJĄ RÓWNIEŻ INNI LUDZIE, KTÓRZY WYCHODZĄ Z DOMU PO TO, ABY ODPOCZĄĆ. I należy przestrzegać „jakiejś tam” etykiety. Czyli zachowywać się tak, by inni spędzili miło czas.

„Przecież to jest dziecko…”.

No właśnie! To są dzieci! U Nishki przeczytałam jakiś czas temu artykuł na temat krnąbrnych dzieci. Bardzo dobry tekst (jak zawsze zresztą) o tym, aby pozwolić pociechom walczyć o swoje. Podpisuję się pod nim ręką, nogą i czym mogę. Uważam jednak, że trzeba być czujnym. Bo często granice pomiędzy krnąbrnością a cwaniactwem (u starszych osobników) zaczynają się zacierać. Żadna skrajność nie jest dobra. Bo co innego walka o swoje, a co innego lekceważenie i krzywdzenie całego świata z prostego powodu: „bo tak mi się podoba” i „bo mnie wolno”.

Tutaj chodzi o to, aby słuchać dzieci od ich najmłodszych lat i aby nauczyć je słuchania innych (nie o ślepe słuchanie poleceń chodzi, a o sygnały wysyłane przez pozostałe jednostki). Tak? Mamy żyć w społeczeństwie, warto więc nauczyć dziecko, że liczy się i ono i pozostali. Warto uczyć je wyrażać swoje potrzeby oraz nauczyć odczytywać potrzeby innych. Chodzi o to, aby ich nie krzywdzić i aby one nie krzywdziły. I wreszcie- chodzi o to, aby nauczyć dzieci, że jesteśmy równi. Wszyscy.

Każdy z nas jest inny

Nie każde dziecko jest energiczne. Nie każde dziecko czuje się źle w miejscach publicznych. Ale gdy płaczą, z pewnością mają ku temu powód- może są głodne, może mają pełną pieluszkę, a może po prostu im się nudzi. I jeśli jest tak jeden, drugi, trzeci i dziesiąty raz to może warto przemyśleć, czy taka forma spędzania czasu odpowiada wszystkim członkom rodziny… A tłumaczenie, że „To jest przecież dziecko” nie jest tłumaczeniem jego zachowania (to normalne, że gdy dziecko jest małe, może nie podobać mu się dane miejsce i jego klimat), a raczej zwrotem w stronę rodziców.

Współpraca

Fajnie by było, gdyby każdy z nas wypowiadał kulturalnie swoje zdanie oraz byśmy nawzajem siebie słuchali. Warto również przestać odbierać każdą uwagę jako atak w naszą stronę. Współpracujmy- na tyle, na ile to możliwe. Rodzice z nierodzicami. Dzieci z dorosłymi. Dorośli  z dziećmi. Dziadkowie z wnukami. Wnuki z dziadkami. Itd. Itp. Tego się trzymajmy.

Czy brać dziecko na wesele?

A co do wątku wesel z dziećmi. Jestem na nie. I nie uważam, aby zapraszanie rodziców bez dzieci komukolwiek miało ubliżać. Wszak to impreza dla dorosłych. Maleńkich dzieci na weselach widziałam wiele. Umęczonych i płaczących o 21. I rodziców. Umęczonych i płaczących o 21.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • reply
    Ewa Godlewska

    My zabieralismy nasza coreczke na niektóre wesela i imprezy, przewaznie wtedy gdy byli z nami dziadkowie, bo zawsze mogliśmy na nich liczyć w opiece nad dziećmi, ale generalnie nie jestem za zabieraniem dzieci wszędzie i uważam, ze to zależy od warunków i od samego dziecka, ja lubiłam chodzić na wesela jak bylam mała, ale wiem, ze nie wszystkie dzieci tak mają

    23 marca 2017
  • Ja raczej zabieram córkę ze sobą w gości – pomijając jej chorobliwy lęk separacyjny – ale przed podobnym problemem, tj. weselem stanę w sierpniu. Dostaliśmy zaproszenie, zapytałam co z dziećmi (drugie jeszcze 1,5 tyg w brzuchu) i dostałam odpowiedź, że dzieci mogą być. Widziałam wątpliwość, a potem sama zaczęłam je mieć. Tu może bedzie troche łatwiej, bo idą moi rodzice i mój brat więc mam szansę że ktoś się dziećmi zajmie, żebym mogła choć zatańczyć ze dwa razy. Zobaczymy 🙂

    24 marca 2017
    • O matko, jeszcze tylko 1,5 tygodnia. Czekam na info. Niech Cię nie wymorduje, tak jak mnie Młoda- dwa tygodnie po terminie. 😉

      24 marca 2017
  • Nigdy nie patrzyłam na to z tej strony ale widze w tym sporo racji, idąc na wesele z małym dzieckiem zazwyczaj nie jesteś w stanie porozmawiać z nikim dłużej niż 5 minut, nie czujesz sie swobodnie bo masz kogoś pod swoja opieką 🙂

    27 marca 2017

Post a Comment