Coaching

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Zewsząd docierają do nas prawdy i morały coachów i trenerów osobistych. W mniejszym lub większym stopniu każdego z nas one motywują. Sama, w pewnym momencie myślałam,  że chce być coachem. Osobą, która pokazuje ludziom drogę do osiągnięcia celów, do dążenia do maksimum swojego samorozwoju. Ale teraz, w sytuacji gdy jedna ręką wycieram upaćkany grysikiem stół,  a drugą ręką oporządzam obsraną dupkę mojego dziecka i słyszę „możesz wszystko”, to wiecie co? Wkur**** się. Tak! Bo może i faktycznie mogę wszystko. Mogę być matką na pełny etat. Sprzątaczką, przed którą roztocza same uciekają. Kucharką, która gotuje lepiej niż Pascal Brodnicki (bo bezglutenowo, bez cukru i oczywiście bez tłuszczów trans!). Kochanką, która kiedy trzeba jest delikatna i czuła,  a innym razem perwersyjna jak najlepsza prostytutka w mieście. Do tego jeszcze szkolić się w zakresie takim i srakim. Robić to i sramto. Pewnie, że mogę, ale PO CO?! Czy żeby być szczęśliwym trzeba żyć na pełnych obrotach, zarzynać się, byle jak najszybciej osiągnąć swój cel? Czy nicnierobienie stało się grzechem? Czymś, co powinno wywoływać wyrzuty sumienia?

Weźmy taką Ewę Chodakowską. Sama stosuję jej programy. Uwielbiam ją jako trenerkę fitness, bo uważam, że jej ćwiczenia bardzo pomogły- i mnie i pewnie wielu innym. Ale momentami drażni mnie ciągłe: „Możesz więcej, spełniaj swoje marzenia!”. Jeszcze gorzej jest z tym, co czytamy w komentarzach pod jej postami. Widzę zrozpaczone wypowiedzi młodych kobiet: „Mam chore dzieci, już dwa dni nie ćwiczyłam. Czuję się z tym potwornie. Nie mam kiedy się wyspać. Nie zrobię treningu. Co ja pocznę. Przespałabym się, no ale trening…”. A ktoś odpowiada z wielkim wyrzutem: „Skoro sen jest ważniejszy to śpij”. Patrzę i łapię się za głowę! Ludziom już chyba całkiem na dekiel padło. Kobieta ma chore dzieci. ZAZWYCZAJ, jak się ma chore dzieci, to się człowiek  o nie martwi. Tym bardziej, że choroba (w większości przypadków oczywiście- nie mówię tu o przewlekłych czy ciężkich chorobach, bo to całkiem inna sprawa) nie trwa wiecznie. Czy tydzień bez ćwiczeń, tydzień bez dążenia do osiągania swoich celów, tydzień bez walki o lepsze ciało, jest największą życiową tragedią?! Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby kobiety (bo to głownie o nich mowa) poświęcały swoje życie rodzinne dla wywalczenia lepszej siebie.

Dajmy sobie czas na wszystko! Jest czas na dzieci! Jest czas na karierę! Jest czas na wycieczki, podróże po świecie! Owszem, można to  połączyć. Zazwyczaj niestety trzeba mieć do tego spory zapas gotówki. Te bijące po oczach życiowe motta, motywacje, sprawiają, że my (tak, ja też) zaczynamy porównywać się z innymi. Z tymi, którzy mają więcej pieniędzy, więc wyskoczą sobie „tak o!” do Honolulu. Z tymi, którzy mają więcej czasu- bo mogą go spożytkować na intensywne dbanie o swoje ciało, czy karierę… Sama próbowałam. Wstawałam bardzo wcześnie, albo kładłam się bardzo późno spać, żeby walczyć o lepszą mnie… Ale okazało się to ponad moje siły. I teraz zastanawiam się nad jednym. Czy robiłam to dla siebie, czy żeby spełnić pewne narzucone wymagania co do tego, jak mam wyglądać i co robić ze swoim życiem?

Trzeba mierzyć siły na zamiary. Nie oglądać się za innymi. Bo w pewnym momencie czyjeś marzenia zaczynają zajmować miejsce naszych marzeń! Nie „hejtuję” nikogo! I Ewa i Ania Lewandowska  i każda inna osoba sama zapracowała na to co ma! Ale czy my wszyscy musimy chcieć tego samego? Nie! A jednak pokazuje się nam, że tylko takie życie jest dobre. Umówmy się- na co innego może pozwolić sobie matka i niematka, bogaty i przeciętniak finansowy.

Ja chcę mieć dzień kiedy poleżę dupą do góry, a jedynym, co będę rozwijać,  będzie papier toaletowy. Bez krzywych spojrzeń innych i wyrzutów sumienia!

Jeśli podoba Ci się to co piszę i w jaki sposób piszę zapraszam do polubienia mojego „fanpejdżu” –> klik

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Też swego czasu ćwiczyłam z Ewą, potem zaszłam w drugą ciążę i przestałam. Po drugim porodzie wytrzymałam miesiąc na siłowni 🙂 To dlatego, że jeździłam tam jak mąż wrócił z pracy czyli wieczorami, gdy ledwo starczało mi sił, by tam w ogóle dotrzeć 🙂 haha, też wkurzają mnie te wszystkie komentarze „ja też mam dzieci, pracę i dom na głowie, a mimo wszystko ćwiczę. Wstaję o 5-tej rano i robię skalpel. Dla chcącego nic trudnego.” Te dzieci to pewnie już mieszkają „na swoim”. 🙂

    9 listopada 2015
    • reply
      na_macierzynskim

      Wstawałam o 5 swego czasu 😉 Ale niestety nie działało to korzystnie na moje samopoczucie… Byłam wykończona wszystkim i do tego niewyspana. Masakra. Odradzam każdemu. Wytrwałam w tym krócej niż Ty na siłowni 😀

      9 listopada 2015

Post a Comment