Ciążowy rachunek sumienia


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Z racji tego, że po raz drugi jestem w stanie „błogosławionym” zaczęłam sobie przypominać jak to było w pierwszej ciąży. Ogólny bilans był następujący:

Waga: +26 kg
nastrój: wiecznie sfrustrowana
dolegliwości: mdłości i ciągła opuchlizna
rozstępy: brak
żylaki: brak

Podsumowując- byłam wielką kulką. Gdy gdzieś szłam najpierw wchodził mój brzuch, po chwili ja, a po dłuższej chwili mój tyłek… Na szczęście już tydzień po porodzie ważyłam 20 kg mniej, a reszta zeszła szybciutko dzięki karmieniu.

Pamiętam- czytałam na forach, ile kobiety tyły w ciąży. Te okropne komentarze: „Jak można spaść się jak świnia”. Bezapelacyjnie, najważniejsze jest zdrowie rozwijającego się pod naszym serduchem dziecka. Ale wiadomo, kobieta w ciąży to… też kobieta. Chce wyglądać atrakcyjnie, chce wyglądać uroczo. Jest to całkowicie normalne.

Rozbrajały mnie teksty ludzi, którzy nie widząc mnie dłuższy czas mówili:
– Jaki Ty masz…no…ładny brzuszek. Jak się czujesz?

Trzy tygodnie przed porodem broniłam pracę magisterską. Na początku obrony przewodniczący komisji zapytał:

– W którym miesiącu Pani jest?
– W dziewiątym. Ale nie martwię się. Gdybym zaczęła rodzić na sali są sami doktorzy 🙂

Patrzyli z przerażeniem. Nie powiem, jakiś tam stres był. Tylko nie wiem czy większy mój czy ich 🙂 Lubię publiczne wystąpienia. Nie wiem dlaczego, ale kończyły się zazwyczaj ogólnym rozbawieniem publiczności.

Akurat kiedy miałam rodzić mój Mąż został wysłany na delegację. Dzieliło nas 600 km. Na termin porodu miał wrócić. Mówił:

– Pamiętaj, poczekaj! Nie zaczynaj jeszcze rodzić. Ja we wtorek wracam i będę przy Tobie.

No i oczywiście zaczęłam rodzić z niedzieli na poniedziałek. Zastanawiałam się wcześniej, czy zauważę, że rodzę. Czy zorientuję się, że odeszły mi wody. Dziewczyny- od razu wiadomo 😉 . Także, jeśli któraś ma rodzić i się boi, że się nie zorientuje- gwarantuję Wam, NIE MA SIĘ O CO MATRWIĆ.

Bardzo nie chciałam być wtedy sama. Nawet chciałam zmusić męża, żeby był przy porodzie. On nie chciał. Ja dziękuję Bogu, że wyszło jak wyszło. Teraz już wiem, że nie chciałabym, żeby ktokolwiek poza położną był przy mnie.

Za drzwiami zamiast mojego Męża czekała moja Mama. O godzinie 5 rano przywiozła mi torbę z piżamą i ubrankami dla Maluszka. Przez cały czas czuwała w kaplicy. Modliła się o pomyślny poród- o zdrowie dla mnie i Młodego. Ok. 12:00 wyszła na chwilę, żeby kupić sobie kawę. Kiedy usiadała przy stoliku zauważyła ją koleżanka:

– Cześć! Co ty tutaj robisz? Do szpitala na kawę przyjeżdżasz?
– WIesz co, moja córka rodzi…
– To ty tutaj, a nie w kaplicy?!

Moja Mama w tym momencie wstała, zostawiła kawę i cała w jeszcze większych nerwach, poszła z powrotem do kaplicy.

W trakcie porodu nie zdarzyło mi się ani raz przeklinać na męża. Nie groziłam, że go zabiję, wykastruję. Ogólnie nie winiłam go za mój ból (i oczywiście do tej pory nie winię). Nie wydawałam z siebie żadnych dźwięków. Dlatego nie mogłam się nadziwić dziewczynom, które, rodząc przede mną, krzyczały bardziej niż mogłam to sobie w ogóle wyobrazić. Ciężko to do czegokolwiek porównać. Wyklinały mężów. Groziły im śmiercią. Nie mówiąc już o wulgaryzmach. Takich wiązanek na żadnej polskiej budowie by człowiek nie usłyszał. Ja nie miałam siły krzyczeć. Z innych krzyk pomagał wydobyć niesamowite (być może ukryte) pokłady energii.

Nie dość, że każda z nas jest inna, to też każda ciąża jest inna. Zobaczymy co będzie tym razem 🙂

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!