Blogowanie. Czym jest? Trzy etapy blogerskich błędów.


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Dzisiaj mam dla Was bardzo ważny artykuł. Artykuł dla tych, którzy są na początku swojej blogowej drogi lub droga ich (dość długa już) nie należy do najłatwiejszych. Dzisiaj napiszę Wam, dlaczego powinniście potraktować blogowanie bardziej na luzie. Dlaczego nie powinniście „chcieć za bardzo” i „chcieć od razu”. To będzie artykuł straszyciel.

Blogowanie

Prawdą jest stwierdzenie, że dopiero własne doświadczenia i błędy zmieniają nasz pogląd na pewne sprawy. Odnosi się to do każdej dziedziny życia- tak więc do blogowania również. Patrzymy na wielkich blogerów. Na osoby publiczne, które w każdym swoim artykule mają lokowany produkt. Patrzymy i myślimy: „Kurczę, ja też tak chcę! Siedzieć w domu, popijać kawkę, cyknąć parę fotek i zarabiać pieniądze”. Pomyślałeś tak? No właśnie… Ja też tak myślałam. Wszyscy tak robimy. WSZYSCY.

Powtórzę jeszcze raz. Patrzymy na „dużych” blogerów. A czy zastanawiamy się ilu ich jest? Wbrew pozorom, niewielu. Wyobraź sobie, że na jednego wielkiego blogera przypadają tysiące małych blogerów, którzy z tej właśnie profesji nie mają nic, poza satysfakcją. Lub wieczną frustracją. Po co to piszę? Po to, abyś wiedział, że patrzeć musisz na blogosferę jako całość. Nie tylko na tych, którym się udało, ale też na tych, którym nie wyszło.

Blogowanie. Pierwszy etap błędów blogowania.

Perspektywa łatwego zarobku jest niesamowicie kusząca i jeśli nie spojrzymy na blogosferę, jak napisałam wyżej, jako na całość, może nas spotkać ogromne rozczarowanie. Zakładamy bloga, do tego tworzymy fanpage i…cisza. Znajomych nasze pisanie nie interesuje, nie mamy darmowego pola manewru, aby docierać do ludzi. I wtedy zaczynamy mieć pretensje: BO MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE. Wiele osób w takim momencie rezygnuje. Uważam, że rezygnacja na tym etapie, to właściwe rozwiązanie. Bo jeśli ktoś zrezygnował w momencie napotkania pierwszych trudności (które pojawiają się bardzo szybko) to znaczy, że kompletnie się do tego nie nadaje.

Blogowanie jako hobby

Blogowanie na samym początku powinieneś traktować jako Twoje „hobby”. Jako coś, co sprawia Ci przyjemność, co pochłania Twój czas,ale NIEKONIECZNIE PRZYNOSI PIENIĄDZE. Dlaczego? bo początki są trudne. To jak gra w tenisa. Na samym początku naszej blogowej/tenisowej kariery mamy niewiele do zaoferowania. Przepraszam, że piszę w ten sposób, ale blogowania, jak każdej innej czynności, należy się nauczyć. Pisz dla siebie, naucz się robić to w sposób całkowicie oddający Ciebie. Znajdź własny styl PRZY OKAZJI budując wokół siebie społeczność.

Blogowanie- co się dzieje, gdy chcemy za bardzo.

Hobby to przyjemność. Przynosi satysfakcję- samo w sobie. Jeśli jednak zaczniemy chcieć za bardzo, po pewnym czasie uzyskamy efekt inny od zamierzonego. Blogowanie przestaje być naszym hobby, a staje się pracą pod presją, która, jeśli nie przynosi efektów ani pieniędzy, gasi nasz entuzjazm. Przychodzi więc drugi etap błędów blogowania, który ja nazywam próbą wybicia za wszelką cenę. Robimy wtedy trzy rzeczy:

  • w sposób wręcz chory, nagminnie publikujemy- robiłam to. Robiłam i płaczę do tej pory z tego powodu. Dwa, a nawet trzy posty dziennie, siedem dni w tygodniu. W pewnym momencie (po paru miesiącach) zauważyłam, że zamiast rozrastać się, mój fanpage malał. Ludzie zaczęli ode mnie uciekać. Dlaczego? Bo byłam ciągle. Bo pisałam ciągle, przez co moje historie stały się „naciągane”, pisane na siłę. Zaczęłam irytować swoich czytelników. Dokładnie tak było. Trwało to długi czas. Lecz dopiero po kolejnych paru miesiącach doszłam do tego, że gdy piszę często, czytelnik przestaje szanować mój wysiłek, a zaczyna traktować mnie jako spam.
  • bywamy na wszystkich fanpageach świata i komentujemy jako „strona” na facebooku pod każdym postem na tablicy blogerów z większą lub mniejszą społecznością- to również robiłam, nagminnie. I zimnego prysznica potrzebowałam, żeby przestać (jakiego? dowiesz się na końcu akapitu). Bo przestałam to robić, żeby była jasność. Dlaczego? Dotarło  do mnie, że nie komentowałam w ten sposób z myślą o autorze, który ten tekst napisał, a z myślą o sobie. I każdy bloger, który robi w ten sposób, robi to dokładnie w takim samym celu. Chce, aby ludzie kojarzyli jego nazwę, chce bywać, być błyskotliwy i uchodzić za człowieka z wiecznie przygotowaną ripostą na każdy najmniejszy tekst. Tak jest. Dokładnie taka chciałam być. Z szacunku do autora jednak powinniśmy komentować z prywatnego profilu (lub na blogu poprzez platformę disqus) ponieważ dzięki temu dajemy takiej osobie szansę rozwoju. Nasze komentarze widzą nasi znajomi, a praca blogera zostaje tym samym wynagrodzona większym zasięgiem. Żeby nie było, nie jest to tylko moje zdanie- w tej kwestii, odbyłam wymianę zdań z kilkoma blogerami o dużych zasięgach. Okazuje się, że większość z nich blokuje komentujące strony, otwarcie mówiąc o tym, że sobie tego nie życzą. Często bowiem „wielcy blogerzy” na swój facebookowy marketing wydają potężne pieniądze. Nie chcą więc promować kogoś swoim kosztem. Mnie najbardziej uderzył jeden z komentarzy, który otrzymałam jako odpowiedź do mojego komentarza. Brzmiał on: „Marna próba autopromocji. Od promowanie siebie, masz swój fanpage”. I choć potwornie mnie to zabolało, było to absolutnie prawdziwe. Pamiętajcie, dobra opinia wśród blogerów też jest ważna.
  • naśladujemy innych- przyjdzie moment kryzysowy w Twojej blogowej karierze, że zaczniesz myśleć: „Skoro nikt nie lubi czytać mnie, pisanego „po mojemu”, zacznę pisać jak Ci, którzy są lubiani.”. Moment ten przyjdzie na 99%. A blogonaśladownictwo, które zaczynamy popełniać, jest jednym z największych błędów, do którego ja również się przyznaję. Pamiętam, jak bardzo niezgrabnie i potwornie koślawo chciałam przeklinać w swoich tekstach- pilnując, by każda moja nowa historia okraszona była kurwą lub chujem. To było złe. Niedojrzałe.

Blogowanie- gdy chcemy zarabiać „już”

W końcu, gdy nasz blog „zaskoczy”, gdy przejdziemy przez trudne etapy dotarcia do ludzi, którzy chcą nas czytać, często przychodzi trzeci etap błędów. Etap który ja nazywam intensywnym poszukiwaniem sponsora. Moment, w którym chcemy się wzbogacić, wykorzystać potencjał bloga. Rozpoczynamy więc pisanie elaboratów ofertowych odnośnie współpracy. Zaczynamy, nie ma się co wzbraniać i unosić honorem. Kto nie pisał, niech pierwszy rzuci kamień. Piszemy do firm. Setki maili jednakowej treści. Nie mamy jednak świadomości, że dla reklamodawców nie liczy się to, że Twoje zasięgi w ostatnim miesiącu osiągnęły magiczne 5 tysięcy UU. Ich obchodzi jak dawno istnieje domena, jak długo i często piszemy, jak wygląda Twoja marka w sieci. Jaka jest jakość tekstów, jak wygląda sam blog. Czy ludzie Cię znają, czy kojarzą z imienia i nazwiska. Czy wiedzą kim Ty w ogóle jesteś?

Blog, to miejsce, które trzeba budować miesiące, a raczej lata (no chyba, że masz pieniądze. Duże pieniądze.).  Musisz kształtować swoją markę i swój wizerunek w sieci. Nie mówię, że masz nie pisać maili w związku z współpracą. Pisz.  Ale pamiętaj, że mały bloger  musi się o wiele bardziej namęczyć pisząc maila cód-miód-mailna. Przede wszystkim stawiaj na wiadomości spersonalizowane.

Po co ten wywód?

Pisałam ten tekst, aby pokazać Ci, ze blogowanie to nie taka  łatwa sprawa. Trzeba się nieźle nagimnastykować, aby wybić się ze swoją twórczością. Mam więc nadzieję, że mój zarys błędów blogerskich okaże się dla Ciebie inspiracją do niepowielania. Pracuj intensywnie, ale niekoniecznie na maksa. Czerp z tego przyjemność i ucz się, a efekty przyjdą szybciej niż pracując pod ogromną presją (wywieraną przez nas samych)! Buduj markę wokół swojego nazwiska, a jeśli piszesz maile odnośnie współpracy radzę: lepiej mniejsze ilości, a odpowiednio dopracowane.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!