Ale się naebaam…- czyli rzecz o wsiurstwie.


Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Dzisiaj napiszę o wieśniakach. I nie chodzi mi tutaj o miejsce pochodzenia, bo sama ze wsi się wywodzę, na wsi mieszkam i w innej jeszcze wsi stanął mój nieurządzony jeszcze dom (klik). Poniżej przeczytacie słów parę o wieśniakach wsiurach. Błaznach. O tych, z którymi zazwyczaj wstyd pokazać się na dzielni.

Chcesz mieć fajną dupę na weekend…?

Jeszcze na studiach, pewnego pięknego wieczoru, kiedy to z moim Lubym wędrowałam ulicami Krakowa, spotkaliśmy jego znajomego. Lekko przygarbiony, z papieroskiem w ręku, piwkiem w zielonej, przezroczystej, plastikowej reklamóweczce, zaszedł nam drogę…:

– Siema stary! Kope lat! Ale żeś se laskę wyrwał. Ło ho ho…

I w tym momencie oczy wszystkich przechodniów skierowały się w moją stronę (pech chciał, że było to na przystanku przed Miasteczkiem Studenckim- kto był, kojarzy pewnie teren). I nie! Nie jestem ani jak Pamela (no może teraz, karmiąc, biust mam trochę większy,ale wtedy… marne małe B), ani jak aniołek VS (obwód mojego uda prawdopodobnie pokrywa się z obwodem ich talii…), także było to raczej spontaniczne i niewyjaśnione coś…

– Ale słuchaj, co tam u ciebie?!- ciągnął dalej napotkany człek.

– Dobrze, powolutku do przodu. (standardowa odpowiedz na standardowe pytanie)

– A ty! Słuchaj! Chcesz mieć fajną dupę na weekend?

Zamarłam ja. Zamarł Luby. Miałam wrażenie, że wszystko wokół nas ucichło i każdy nasłuchiwał…

– To se umyj!!- wywrzeszczał śmiejąc się przy tym w głos!

Ale się naebaam!

Jadąc kiedyś MPK, razem z dwiema koleżankami, miałyśmy przyjemność wysłuchać relacji ze studenckiej wyprawy naszej znajomej ze studiów. Dosiadła się na jednym z przystanków.

– Czemu nie byłyście na rajdzie?

– A no, tak jakoś wyszło.- odpowiedziałam, a moje towarzyszki przytaknęły argumentując swoją decyzję w ten sam sposób.

– Była taka biba, że nie uwierzycie. Tak się w pierwszy dzień naj******, że myślałam, że nie wstanę.

– No widzisz, tak to bywa.- powiedziała na to jedna z koleżanek. Wszystkie miałyśmy cichą nadzieję, że zamilknie. Nic bardziej mylnego.

– Ku*wa, ale się naebaam. No normalnie nie uwierzycie. Tak namieszałam. Wino, wódka…! I tyle cytrynówki! No właśnie! Chłopaki w akademiku narobili cytrynówki na jakimś czeskim spirolu. Trochę się bałam to pić. Hi hi hi. Ale dałam radę. Na drugi dzień, to żeśmy tak ku*wa rzygali wszyscy…

Panie w autobusie zerkały na nas co najmniej jak na patoli. W sumie, to każda z nas bardzo chciała, aby gęba pannicy się zamknęła. Wymieniłyśmy jednoznaczne spojrzenia. Niestety, żadna nie miała w sobie tyle odwagi, żeby ją uciszyć.

– No ku*wa. W przyszłym roku też na pewno pojadę. Ale się naj****my. O ja pie*dole…

Ja nie tylko w lecie jeżdżę w kabriolecie!

Teraz opowieść, którą znam z relacji przyjaciółki. Jej współlokatorka miała kiedyś wielbiciela. Dosyć dzianego. Podjeżdżał po nią samochodem, w którym była opcja opuszczenia dachu, i tak jeździli na uczelnię oddaloną o około 1,5 kilometra :D.

Pewnego pochmurnego i chłodnego dnia tenże kolega, jak to miał w zwyczaju, podjechał samochodem pod blok. Jakież było zdziwienie koleżanki, gdy okazało się, że pomimo tak fatalnej pogody dach nadal był opuszczony… Chłopak zaprosił dziewczynę do środka, włączył klimę (coby nie zmarzli) i tak wyruszyli w niespełna dwukilometrową podróż…

Jestem cool, oł je, polej mi jeszcze!

Dobra. Mam 26 lat! Mam dwójkę dzieci. To do czegoś zobowiązuje. Zobowiązuje, między innymi, do ograniczenia (ograniczenie nie jest równoznaczne z całkowitym wyeliminowaniem) imprezowania oraz do nienadużywania tego, co mogłoby osłabić pracę któregokolwiek z moich zmysłów. Ale, kiedy się nie ma rodziny, to takie życie imprezowo- używkowe, od pewnego etapu życia (nazwijmy ten etap dojrzałością) też nie jest fajne. Ba! To jest obciach! Bo jak ktoś co weekend zalewa się w trzy dupy, to ani fajny nie jest, ani atrakcyjny dla płci przeciwnej. Po prostu „siara na maksa”. Proponuję jeszcze wstawić zdjęcia z libacji na któryś z portali społecznościowych. Potencjalny pracodawca z pewnością potraktuje takiego osobnika poważnie…

Stary bosman

Papierosy. Hmm… Ja rozumiem- nałóg. Ja rozumiem- ciężko z nim zerwać. Ja rozumiem nawet, że ktoś z nałogiem zrywać nie chce. Ale jednego nie zrozumiem. Jak  można być prześmierdniętym fajkami do tego stopnia, że mnie, stojącą obok, mdli. Możecie się oczywiście ze mną nie zgadzać. Że to nie jest wieśniactwo/etc. Twierdzić, że jestem przewrażliwiona. Ale wyobraźcie sobie to! Dziewczyna jak z okładki. Piękna. Ubrana schludnie. Ładna buzia. Podchodzę, i im bliżej niej się znajduję, tym bardziej zbiera mnie na wymioty. Bo zamiast poczuć DKNY lub Hugo Bossa czuję zapach Cameli czy Malboro. Bo kiedy się do mnie odezwie, otworzy pięknie pomalowane usta, ja padnę jak uderzona pyłem po erupcji wulkanu, a oczy otworzę dopiero kiedy poziom nikotyny we wdychanym powietrzu spadnie poniżej granicy śmiertelnej. No wytłumaczcie mi, od czego zależy to, że od jednego tymi fajkami jedzie jak od starego bosmana, a od drugiego nie!

Macie jeszcze Oksanę! 🙂 Jedną z  moich youtubowych ulubienic!

–》Klik《–

Z mojej strony to tyle na dzisiaj. A Wy, Kochani, macie jakieś ciekawe przykłady wpisujące się w dzisiejszą tematykę posta?

Jeśli podoba Ci się to co piszę i w jaki sposób piszę zapraszam do polubienia mojego „fanpejdżu” –> klik

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!