Agresja w sieci. Dlaczego?

 Klikając tutaj przejdziesz do najlepszej i JEDYNEJ takiej instrukcji- jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Kliknij i aplikuj o pracę z głową!

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Co natchnęło mnie do napisania tego tekstu? Życie (jak zawsze zresztą). A właściwie to nasz wielki i niezmierzony (niczym wszechświat)- internet. Czy zdajecie sobie sprawę jakie możliwości upustu emocji daje nam to medium? Pod udostępnianymi treściami możemy napisać wszystko- bez obawy, że ktoś da nam w dziób, czy śmiechnie nam w twarz. Co najwyżej otrzymamy komentarz zwrotny na podobnym poziomie lub, w najgorszym wypadku, zostaniemy usunięci z konwersacji.

Skąd bierze się w nas agresja

W związku z moimi aktualnymi dwoma głównymi  obiektami zainteresowań, które biegają po domu na zabicie, nie zważając na moje: „Nie biegaj, bo się wywrócisz”, internet służy mi przede wszystkim do przeglądania grup dla matek, publikowania własnych treści oraz czytania treści innych blogerów (KLIK). I pomimo tak ograniczonego tematycznie pola manewru, mam wrażenie, że w sprawach „hejtu” widziałam już wszystko.

Zazdrość

Na pierwszym miejscu listy „wywoływaczy agresji” jest zazdrość. Często zupełnie nieuzasadniona. Jak wiemy- kartka przyjmie wszystko. Word również. Facebook, Instagram i inne- tak samo. Dlatego to, co pokazywane jest w mediach powinno być dzielone przez 50. Tysięcy. Szczerze mówiąc nie miałam zielonego pojęcia, jak wiele nerwów, złości  i roszczeniowości jest w niektórych osobnikach (na szczęście  w moim otoczeniu są to wyjątki).

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ w sieci pojawiają się osoby, które wręcz czekają na jakąkolwiek sytuację, która wskazywałaby na to, że ktoś w czyimś mniemaniu ma lepiej. Czekają po to, by wdeptać tę osobę w ziemię. A najlepiej w wielkie krowie gówno. To jak mamy w życiu, w dużej mierze zależy od stopnia naszego zaangażowania w dany „projekt”. To jak mamy w życiu zależy również od tego, czy potrafimy cieszyć się z tego co mamy, czy raczej złościmy się, że nie mamy tego co mają inni.

Stres

Wyobraźmy sobie sytuację. W pracy masakra. Nałożyły się na siebie cztery „dedlajny”. Dzieci mają jelitówkę, a mąż w delegacji. Nakłada się piąty dedlajn. Człowiek zaczyna zgrzytać na zębach, zaciskać pięści, wchodzi na moment na facebooka i tam widzi tekst o cudownym weekendzie na wsi. Zdjęcia uśmiechniętych dzieci. I szlag trafia tegoż właśnie osobnika. Bo jego dzieci właśnie leżą wycieńczone i tenże osobnik również ledwo zipie. No to skrobnie on komentarz adekwatny do swojej sytuacji psychicznej. I mu lepiej.

Sama tak mam, że w złych momentach, kiedy to atmosfera w moim życiu jest bardzo napięta, denerwują mnie ludzie, którzy aktualnie mają luz! Tylko i wyłącznie dlatego, że mają luz. Młody od września do końca lutego był w przedszkolu łącznie trzy tygodnie. Nie zliczę ile razy w środku nocy jechaliśmy na pogotowie z tak ciężkim atakiem zapalenia krtani, że tylko steryd go ratował. I właśnie w tym okresie, patrząc na wszystkie zdjęcia, historie i piękne chwile moich znajomych, którzy awansują, czy wakacjują się w środku zimy, mój stres potęgował się sto razy bardziej. Bo ja też chciałam rozkręcać biznes na maksa. Kontrahenci piszą, a ja odpisuję im dopiero późną nocą! Gdy chcemy, a nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy, stres jest jeszcze większy. Zabija nas i obdziera z ostatnich strzępów dobrego samopoczucia. Dlaczego więc ktoś miałby mieć lepiej?

Brak asertywności

Ale tej w realu! Są ludzie, którzy nie potrafią wyrażać swojego zdania. No nie potrafią…i już. Boją się reakcji otoczenia. Boją się tego, co pomyślą o nich inni. A internet (?) staje się miejscem, gdzie mogą być anonimowi. Gdzie mogą ulżyć sobie za te wszystkie lata podkulania ogona i bycia w kąciku. Tak po prostu. Mówi się, że człowiek głupieje od nagłego przypływu dużej gotówki. Gdy był biedny (lub przeciętnie zamożny) i w jednym momencie stał się bogaczem, zaczyna pozwalać sobie na baaaardzo dużo. Zaczyna pozwalać sobie na to, na co wcześniej nie był w stanie. Podobnie jest z wolnością słowa. Gdy przez lata sam (lub nie sam) blokował sobie możliwość wypowiadania własnego zdania i nagle poczuł, że może wszystko- daje upust wyobraźni i złości, która się w nim kumulowała.

Co tak konkretnie mnie natchnęło?

Poraziła mnie sytuacja z ostatnich dni. Po publikacji recenzji odkurzacza, jedna z byłych-już-czytelniczek wysłała mi maila, z groźbą o zgłoszenie mnie do odpowiednich organów ścigania za nieoznaczanie tekstu jako post sponsorowany (pojawił się również tekst o tym, że się sprzedałam i że ona w tym miejscu nie ma czego szukać). Może rzeczywiście istnieją ludzie, którzy za punkt honoru biorą sobie „prawo i sprawiedliwość” (bez podtekstów proszę), ale takie rzeczy to już lekka przesada… Po pierwsze- odkurzacz kupiłam. Trzy lata temu. Bloga wtedy nie było nawet w planach. Teksty sponsorowane, jeśli się pojawią, będą  oznaczone. Po drugie- ten blog, który początkowo miał być tylko odskocznią dla mojego macierzyństwa w realu, stał się czymś więcej niż moim osobistym pamiętniczkiem (może nie jest to strona na wielką skalę, ale jednak zasięgi mam większe w porównaniu z początkami). W bloga włożyłam serce, swój czas (tysiące godzin) i pieniądze (jak na moją skromną kieszeń, naprawdę spore)- czyli zainwestowałam jak w biznes. I na blogu od jakiegoś czasu już zarabiam. Bo nie każdy wie, że na blogu można zarabiać na różne sposoby- traktuję go chociażby jako swoje portfolio, dzięki czemu mogę napisać dla kogoś tekst za pieniądze, czy poprowadzić czyjś fanpage. Mogę sprzedać link dofollow (jeśli nie wiecie czym są linki dofollow, pierwsza pozycja w  googlach wszystko Wam wyjaśni). Mam przy blogu własny sklep. Przeciwko reklamom również nic nie mam. Takowe jednak się jeszcze u mnie nie pojawiły. Nie będę się rozpisywała dlaczego, bo od dłuższego czasu prowadzę zakładkę „Blogowanie”, w której to większość rzeczy dotyczących właśnie reklam, czy sposobu prowadzenia bloga przekazuję potencjalnym zainteresowanym. Poczyniłam również notkę odnoszącą się do nieszczęsnego „odkurzaczowego” tekstu >>TUTAJ<< .

Ludzie z ludzi robią idiotów

Są tacy, co to wykorzystują nasze zmęczenie, frustrację oraz „podatność” na zawiść w stosunku tych, którym się powodzi. Dlatego z tak ogromnym powodzeniem prowadzą się wszystkie miejsca w sieci budowane na kontrowersji i plotkach. Nie ukrywam, że sama siedziałam wiele razy na pudlu, czytałam niusy i zazdrościłam. Wchodziłam w teksty, pod którymi roiło się od komentarzy-  zwłaszcza tych hejtujących. Sensacja, sensację, sensacją pogania…

Internet- nasz drugi świat

Trudno odciąć się od internetu. Bez niego nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Takie czasy. Dlatego warto czasem wrzucić na luz i spróbować się wyciszyć. Bardzo często nasze napięcie związane jest z brakiem rozmowy. Tej w realu. Jestem ogromną szczęściarą! Dlaczego? Bo mam Lubego. Różnie to bywało- złościliśmy się, kłóciliśmy. Jak wszyscy. Uważam jednak, że trafiłam na najwspanialszego człowieka na świecie. Bo to dzięki niemu nie odczuwam potrzeby rozładowywania złości w sieci (i nie, nie znęcam się nad nim  🙂 ). Idziemy przez życie rozmawiając (i nie tylko 😛 ) i nagadać się nie możemy.

Uderzamy w kogoś w twarz

Każdy hejt to strzał z liścia w osobę, której on dotyczy. To straszne, gdy ludzie mylą asertywność z hejtem. Bo te dwa słowa różnią się diametralnie. Ważne, by nauczyć się, na czym ta różnica polega. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, by kogoś nie zranić. Po drugie dlatego, aby nie odbierać wszystkiego jako  ataku na własną osobę. Ja się nauczyłam, ale przyznaję- sporo czasu mi to zajęło. Człowiek uczy się całe życie.

Zapisz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • Od kiedy większość z nas w internecie prowadzi drugie życie nie da się przed tym uciec a swoją drogą ile można tracić czasu na pisanie głupot tylko po to by je napisac i może na moment poczuć sie lepiej ?

    27 marca 2017

Post a Comment