Ile włożyć do koperty na komunię, czyli rzecz o prezentach.

„Prezent na komunię” i „Ile włożyć do koperty na komunię” to dwa główne tematy, które przewijały się na moim łolu fajsbukowym od połowy kwietnia. W niektóre artykuły weszłam, inne ominęłam. I choć rzadko jestem zbulwersowana, to tym razem naprawdę jestem! Bo ludzie chyba zapomnieli, czym jest komunia i po co dziecko do niej przystępuje.

Ile włożyć do koperty na komunię…

Nadeszły czasy, w których to rodzice często zamiast przepytywać dzieci z katechizmu zastanawiają się co wpisać na listę prezentów komunijnych. Tylko czekać, aż do zaproszenia dołączone zostaną karteczki podobne do tych ślubnych, z zacnym wierszem:

Zamiast kwiaty i łańcuszki,
Wrzuć pieniążki do mej puszki.

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że to wszystko zmierza w złą stronę? Wszak Komunia Święta ma być ważnym wydarzeniem w życiu duchowym dziecka. I rodzic- praktykujący katolik, w związku z tym wielkim wydarzeniem, powinien odpowiednie wartości dziecku przekazać. Jeśli natomiast praktykujący ktoś nie jest, a chrapkę ma na parę groszy- po co ta szopka? Może lepiej byłoby stworzyć coś, co nazwane zostałoby po imieniu- bal z prezentami?

Kto da więcej

Dorośli ludzie. Dorośli. A tacy czasem niemądrzy. Bo jak chrzestna daje do koperty dwa tysiące (#OMatkoBosko) to chrzestny gorszy być nie może. Co tam, że go nie stać. Co tam, że dwa miesiące jadł nie będzie. Każdy się ustawia w tej kolejce do „być albo nie być” w hierarchii osób ulubionych. A dziecko pierwszokomunijne? Przygląda się temu wszystkiemu i koduje w swojej małej łatwoprzyswajającej głowie, że o wartości człowieka świadczy ilość posiadanych pieniędzy.

Po co nam chrzestni, czyli ile do koperty na komunię od chrzestnego?

Chrzestny to nie sponsor, co uważam za istotny fakt wart zapamiętania. O jakości chrzestnego nie świadczy ilość prezentów oraz pieniędzy jakie łoży na NIESWOJE dziecko. Nie wyobrażam sobie stawiać jakiekolwiek wymagania względem chrzestnych moich dzieci. Bo to MOJE DZIECI. Ja je mam ubrać, wyposażyć w rzeczy niezbędne, nakarmić, wyprawić do szkoły, ze szkoły odebrać, itd. itp. A chrzestni, w moim odczuciu, to ludzie nam bliscy, z którymi mamy utrzymywać relacje coraz głębsze. Mamy być dla siebie wsparciem w trudnych chwilach i cieszyć się wspólnie z drobnostek i wielkich rzeczy.

By pieniądz nas nie zniszczył

Czytałam jakiś czas temu artykuł dotyczący przemocy finansowej. Okazuje się bowiem, że wiele spośród osób stosujących ten typ zastraszania współmałżonka, swoje podejście do zarządzania budżetem wyniosło z domu! Człowiek taki bowiem, już jako dziecko, zakodował sobie w głowie, że pieniądze dają mu władzę. Że gdy te pieniądze ma, ma przewagę nad żoną/mężem/całym światem. I choć niektórzy do końca nie zdają sobie z tego sprawy, chociażby gigaprezenty komunijne mają postawić wujka lub ciocię w hierarchii fajności wyżej. Bądźmy ze sobą szczerzy, osoba obdarowująca właśnie tego oczekuje.

W wyniku sygnałów wysyłanych dzieciom mówiących, że brak pieniądza degraduje człowieka do rangi bezwartościowego, dochodzi często do problemów u kobiet (w wieku dorosłym), które zdecydowały się zostać w domu i wychowywać dzieci. Finansowo uzależnione od męża czują się niedowartościowane, gorsze, a nawet upodlone. Przestają widzieć jak wiele wnoszą w rodzinną relację myśląc, że to pieniądz, którego na danym etapie nie zarabiają, świadczy o ich wartości.

Stać mnie

Pieniądze są ważne. Bez nich nie da się żyć. Pieniądze dają spokój i pozwalają nam osiągać pewne cele. Nie o to chodzi, abyśmy zostali ascetami. Chodzi o to, abyśmy nie stawiali bogactwa na pierwszym miejscu cech pożądanych. Powinniśmy dzieciom pokazać, że pieniądze są po prostu potrzebne. Jak  jedzenie. Tak, by dzieci wiedziały, że muszą mieć pieniądze, aby żyć, a nie, by myślały, że trzeba żyć dla pieniędzy.

Są ludzie, którzy powiedzą: „Stać mnie, kupię chrześniakowi laptopa/kład/mieszkanie/apartament w Honolulu”. Ja nie odpowiem, jak wielu- „ok, skoro cię stać…”. Ja zapytam: „Po co? Po to, żeby się dziecku w głowie poprzestawiało?”. Chyba tylko po to.

  • W punkt! Dla mnie dawanie dziecku tak drogich prezentów świadczy o głupocie dorosłych. A robienie cyrku z duchowej ceremonii to już w ogóle jakaś pomyłka.Mam nadzieję, że te wariackie historie, to jednak mimo wszystko margines, a wartości takie jak skromność, czy przekladanie byc nad mieć, są jeszcze wpajane dzieciom przez starszych.

    • Super napisane. Być może wielkie portale szukają tych skrajności w celu wywołania sensacji. Najgorzej gdy okazuje się ze dziecko oczekiwało czegoś wielkiego a dostało „tylko” łańcuszek. Zapominamy o symbolach. Wiadomo, dla każdego „duzo” to inna kwota, inny prezent, ale podejście do wychowania polegające na dawaniu przysłowiowej wędki jest o wiele lepsze niż podstawie nie pod nos „ajfona” na komunie…

  • ankevvi

    Świetnie napisane. Jestem chrzestną, w niedzielę komunia a od dwóch miesięcy myślę ile włożyć w kopertę by było dobrze . By o mnie źle nie myśleli. Najgorsze jest to że zapraszając mnie na komunie było powiedziane „prosimy nie kupować prezentów chcemy tylko pieniążki ” . No kurwa mać cyrk jakiś. Ludzie zapominają co jest najważniejsze. Gonią za kasą jak szaleni . Szkoda mi dzieci komunijnych … rodzice pokazują im że to nie komunia jest najważniejsza, niestety .

  • Kiedyś chrzestni wybierani byli pod kątem tego, by mogli zaopiekować się dziećmi gdy zabraknie rodziców, potem brało się ludzi po prostu bliskich. Dziś – jeśli ktoś się uważa za katolika – POWINNI być wybierani jako ludzie, którzy zadbają o rozwój duchowy dziecka – zaprowadzą do kościoła, wytłumaczą co i po co, pomogą zrozumieć, będą się modlić za chrześniaka. Ale ta wersja dotyczy tylko faktycznych katolików – praktykujących. Cała reszta idzie do komunii jak owieczki na rzeź, bez pomyślenia i refleksji. Dzieci rozumiem, uważam że 7-8 lat to mało by zrozumieć sens wydarzenia, ale dorośli?

  • Niestety, dokładnie tak to wygląda. Dzieci nie czekają na opłatek, ale na rower, komputer i inne bajery. Przeliczają kasę z kopert już na sali restauracji, w której mają poczęstunek. Świat jakby oszalał na punkcie pieniądza i posiadania.