„Pani dziecko nie słucha.”- „Nie, moje dziecko nie słyszy”

Młody nigdy nie sprawiał kłopotów. Ale nie… nie był nijaki. Miał swoje zdanie, mówił lub pokazywał czego nie lubi. Szalał- jak to dzieci mają w zwyczaju. Nigdy jednak na nic nie reagował agresją.

Zaczął we wrześniu swoją przygodę z przedszkolem. Trudno powiedzieć, że do niego chodził. Był zapisany…ale jego frekwencja wynosiła góra 10%… Ciągłe infekcje, choroby, jelitówki. W końcu ospa. Po niej nie posyłałam go do przedszkola dwa miesiące. Później w naszym domu zagościła Venta. Od tamtej pory Młody do przedszkola chodził nieprzerwanie praktycznie do końca roku. Nie chorował w ogóle! Jednak dwa miesiące temu zaczęło dziać się z nim coś dziwnego…

Pani dziecko nie słucha…

Zauważyłam, że stał się rozdrażniony. Tłumaczyłam to sobie trudnością „wbicia się” w towarzystwo, które od początku roku już dobrze się zgrało. Mówiłam mu, że musi dać sobie czas. Z dnia na dzień było jednak coraz gorzej. Młody stawał się agresywny. Nie bił, ale wrzeszczał i płakał. Na wszystko reagował histerią i złością.

Nie należę do grupy nadgorliwych rodziców, którzy biegają do nauczyciela z każdą błahostką. Tak więc, gdy raz pani powiedziała, że w przedszkolu zachowuje się ładnie i nie sprawia problemów, postanowiłam nie drążyć tematu. Rozmawiałam z nim. Stwierdziłam, że pewnie odreagowuje w domu spokój przedszkolny.

Wyczytałam u Nishki w jednym z jej dawnych artykułów, że krnąbrność dziecka jest oznaką silnego charakteru. Jednak to, co działo się z moim dzieckiem nie było krnąbrnością, a coraz bardziej olewczym stosunkiem do całego świata.

Problem tkwił we mnie?

Dokładnie w taki sposób zaczęłam myśleć. Że to moja wina. Rządzą mną skrajności. Raz jestem spokojna i opanowana, innym razem wariatka. I choć starałam się przy dzieciach nie wpadać w szał, to zdarzyło mi się w porywach złości wykrzyczeć, co sądzę o załączaniu znienacka piekarnika, po wcześniejszym włożeniu do niego plastikowych foremek… Były to jednak sytuacje skrajne. Zazwyczaj wystarczało mi wejście do toalety i wypowiedzenie sto razy bardzo siarczystego „kurwa mać” (polecam).

W pewnym momencie zaczęłam koło Młodego chodzić jak na szpilkach- byle go nie zdenerwować. Tłumaczyłam wszystko, każde jego złe zachowanie, z cierpliwością milion razy cierpliwszą niż moja cierpliwość wcześniejsza. I co? I pstro. Bo było tylko gorzej.

Mamo, dlaczego wszyscy szepczą?

Pewnego dnia moje dziecko przyszło i zapytało, dlaczego wszyscy tak cicho mówią. To pytanie zwaliło mnie z nóg. Dopiero wtedy zaczęłam kojarzyć fakty. Jego zerową reakcję na imię, gdy siedział do mnie tyłem. Jego usilne wpatrywanie się w moje usta, gdy mówiłam i czytałam. Jego coraz bardziej donośny głos. Jego częsty płacz, histerię i agresję, które prawdopodobnie wynikały z tego, że nie rozumiał, co do niego mówimy. To był taki moment, w którym poczułam, że grunt usunął mi się spod nóg. Bo co ze mnie za matka, że nie zauważyłam… że nie zauważyłam, że moje dziecko nie słyszy.

Co dalej

Od lekarza rodzinnego dostaliśmy pilne skierowanie do laryngologa. To cud, że na fundusz udało się nam pójść na wizytę jeszcze tego samego dnia. Okazało się, że przyczyna niedosłuchu, to potężny trzeci migdał. Ulżyło mi! Nawet nie wiecie jak bardzo.

Młody dostał leki mające migdała „wypalić i wysuszyć”. Niestety, po zastosowaniu się do zaleceń laryngologa z naszym dzieckiem zaczęły dziać się cuda i dziwy (w złym tego słowa znaczeniu). Najgorsze były nocne bezdechy, których przed zastosowaniem leków nie było. Szybko odstawiliśmy wszystko i wybraliśmy się na wizytę do innego lekarza. Prywatnie, nie mieliśmy czasu na czekanie. A tam? Kolejna torba lekarstw… I zero poprawy. Moje dziecko nadal nie słyszy. A właściwie niedosłyszy. Nasza walka z trzecim migdałem trwa już ponad miesiąc. Kolejne wizyty, kontrole. Mimo, że powiedziano nam, że niedosłuch wywołuje trzeci migdał i tak wybieramy się dodatkowo na przesiewowe badanie słuchu.

Dlaczego nikt migdała wyciąć nie chce, mimo, że moje dziecko nie słyszy

W tym tygodniu poruszyłam temat trzeciego migdałka na moich Insta Stories. Otrzymałam tam 43 wiadomości od kobiet, które to ze swoim dzieckiem lub ze sobą mają lub miały ten sam problem. Nie spodziewałam się aż takiego odzewu. Okazało się, że nie tylko ja nie domyśliłam się od razu, że moje dziecko nie słyszy. Wszystko zaczynało się od problemów w przedszkolach/domach. Dzieci przestały reagować na to, co się do nich mówi. Pierwszą reakcją rodziców (tak jak moją), cioć dobrych rad i wszystkich dookoła było stwierdzenie typowego buntu. Dodatkowo dzieci zaczęły się skarżyć na często zatykające się uszy oraz ból ucha. Dochodził jeszcze ciągły katar oraz łatwość w łapaniu infekcji.

Czego się dowiedziałam?

U wszystkich dzieci, których mamy były uprzejme do mnie napisać, po usunięciu migdałka objawy prędzej, czy później ustąpiły. Napisała do mnie również dziewczyna, której ów migdał odrósł. To ważne- może się tak stać i to właśnie możliwością odrośnięcia migdała tłumaczyli mi laryngolodzy, u których byłam, swoją niechęć do skierowania Młodego na zabieg. Bo to dla dziecka dodatkowy stres… Kolejną wiadomością była informacja od dziewczyny mieszkającej w Stanach. Od niej dowiedziałam się, że tam, gdy migdał powoduje niedosłuch, usuwany jest od razu, gdyż może on spowodować nieodwracalną częściową utratę słuchu. Dlaczego tutaj nikt o tym nie mówi?

Co gorsze?

I teraz nasuwa się pytanie: co gorsze? Torby nic nie dających leków i zwlekanie, kiedy poprawy brak, czy zabieg (nawet jeśli miałby być podwójny…)? Dla mnie odpowiedź jest oczywista… Przede wszystkim dlatego, że jestem ogromną przeciwniczką podawania dzieciom leków. Poza  tym irytuje mnie podejście, by „nie stresować dziecka”  (bo zabieg ten stres mógłby wywołać). Przecież chodzi  o jego zdrowie. O jego słuch.

Dziecko nie słyszy…

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że problem jest tak powszechny. Nigdy jakoś specjalnie nikt nie mówił o trzecich migdałach- traktowałam je więc jako ewenement. A tu jednak… Tak więc, jak widać na załączonym „obrazku” nie zawsze zmiana zachowania dziecka jest wynikiem buntu. Może się okazać, że dziecko po prostu nie słyszy.

  • Powiem Ci Monika, że u nas lekarze nie leczą tylko doświadczenia sobie robią. Z tymi migdałami to najpierw usuwali je na potęgę, teraz poszła fama, że dobry laryngolog tego nie robi i wiooo nie ważne co, nie ważne czy jest potrzeba – nie usuwają. Nasz laryngolog nie popiera tego zabiegu u małych dzieci, gdy tylko dziecko ma częste infekcje i nic poza tym, ale gdy jest potrzeba pilnie skieruje do szpitala i jeszcze zadzwoni by dobrze wszystko było przeprowadzone. Ale dobrych lekarzy to ze świecą teraz szukać.

  • Aleksandra Gierybo-Paprota

    Mój najstarszy syn (obecnie 5 lat) również ma przerośnięty migdał. Też okresowo gorzej słyszy. Mówię celowo okresowo, bo wiadomo, że w sezonie infekcyjnym, migdał się rozrasta i nachodzi na kanaliki słuchowe. Jest pod kontrolą laryngologa. Pani doktor spotyka się z nami regularnie. Na razie nie zaleciła wycięcia, ponieważ 3 migdał to pewnego rodzaju filtr ochronny dla oskrzeli i płuc. Wycięcie go, może skutkować nawracającymi zapaleniem oskrzeli i płuc,- stad do czasu rozwinięcia się układu immunoligicznego, migdał się obserwuje. Tak mnie to wyjaśniono i zalecono Imupred. Łagodny środek roślinny. U nas pomaga. Nie wiem jaka jest rekomendacja przy znaczącym wpływie na słuch, ale postanowiłam się tu podzielić i moja historią i naszymi zaleceniami. Mam nadzieje ze może komuś się przyda.

  • Magdalena Stypczyńska

    Mój Konrad jak tylko poszedł do żłobka zaczął łapać infekcje – nic groźnego- tylko katar. Jednak problem polegał na tym że kataru nie szło nijak ściągnąć! Wszystko spływało po gardle i migdałach powodując ich zapalenie, co wiązało się z antybiotykoterapią… W ciągu 12 miesięcy mieliśmy ich 12! Lekarz POZ nie szukał przyczyny a leczył objawy. Zgłaszałam nocne bezdechy, głośne chrapanie, nosową mowę jednak nikt mnie nie słuchał. Po czwartym antybiotyku rozpoczęliśmy wizyty prywatne u laryngologów i pediatrów – zapisywali kuracje uodparniające i sterydowe (by obkurczyć migdały), jednak w naszym przypadku one były w stanie permanentnego zapalenia i zakażenia. Tylko jeden lekarz z ośmiu, u których byliśmy, stwierdził, że w naszym przypadku zatrzymanie migdałków przyniesie więcej szkody jak korzyści, bo już od dawna nie spełniają swojej roli a są przyczyną chorób. Od 18.06.2016 nie mieliśmy antybiotyku, ani razu wirus nie przeszedł na płuca czy oskrzeli a katar możemy wyleczyć naturalnymi metodami, nie chrapiemy i nie cierpimy na bezsenność. Synek odzyskał zdrowie a ja spokój.

  • O matko…. My też mieliśmy przeboje z naszą młodą, bo jak miała ze 3 miesiące to męża siostra – internistka – miała właśnie podejrzenia że niedosłyszy. Dostaliśmy wszystkie skierowania i na szczęście okazało się, że jest ok….