O tym, czy bycie sobą szkodzi

Napisała do mnie ostatnio jedna z dziewczyn, która śledzi na tymże blogu, na którym właśnie jesteście, zakładkę „Blogowanie„. Napisała, by zadać mi pytanie, które stało się motorem napędowym do stworzenia tego tekstu. Mianowicie: Co robić, aby ludzie nie opuszczali mojego fanpageu? I choć pytanie to wydaje się być typowo blogowym, zaraz Wam udowodnię, że nie do końca nim jest.

Czy to, że ludzie odchodzą, jest złe?

Rotacja na moim fanpageu jest przeogromna. Nie raz jest tak, że po którymś tekście odchodzi ode mnie 50 osób. Przy innym przybywa 200. Są tygodnie, w których odnotowuję same wzrosty, a są i takie kiedy widzę jedynie tendencję spadkową. W większości z „Na macierzyńskim” odchodzą mężczyźni, którzy polubili tę stronę po teście o chuju. Ale (!) z biegiem czasu orientują się, że poza tą historią nie znajdują tutaj niczego dla siebie. Oczywiście odchodzą też kobiety, które stwierdzają, że to co piszę jednak nie jest dla nich. Ale pomyślmy, tak na zdrowy rozum, kto pozostaje w miejscu, które okazuje się być nietrafionym? Po co w ogóle starać się zatrzymywać przy sobie ludzi, którzy- z różnych względów, nie chcą z nami być?

Odchodząc, mówią dlaczego

Zawsze zastanawiałam się jak to jest, że znajdują się osoby, które odchodząc piszą wiadomość. Informują mnie o swoim odlajkowaniu. Podziwiam takich, którym się po prostu chce. Nie mam im tego broń Boże za złe. Chodzi mi o sam fakt, że czują się w obowiązku cokolwiek mi wyjaśniać. Choć może jest to forma upustu dla ich ogromnego  rozczarowania. Dzięki temu jednak mogę napisać, jakie są powody takich odejść.

Niektórzy piszą, że nie tego po moim fanpageu się spodziewali. Że miało to być miejsce dla rodzica. Są tacy, którzy piszą, że kiedyś mogli się ze mną pośmiać, a teraz piszę „same dyrdymały” i przeprowadzam beznadziejne „lajwy”… Są tacy, którzy pisali, że zmieniłam się na gorsze… Tak więc teraz, jeden jedyny raz napiszę coś, na temat mojego fanpageu. Jeśli ktoś spodziewał się tutaj tekstów o wychowaniu dzieci, niestety nigdy ich tutaj nie znajdzie. Dlaczego? Bo gdy ja czytam nagłówki o, chociażby, zakładaniu bądź niezakładaniu czapeczek, to mnie się wtedy sam facebook zamyka. Jakże więc mogłabym Was bombardować tego typu tekstem. Szczerze?! Zupełnie nie interesuje mnie to, w jaki sposób wychowujecie swoje dzieci. I nie wynika to z mojej ignorancji względem Was. Uważam po  prostu, że to nie moja sprawa. Jeśli ktoś się spodziewał tylko zabawnych historii z naszego życia- przykro mi. Jeśli w Waszych życiach są tylko piękne chwile-  nie ma tych gorszych dni, szczerze zazdroszczę. Niestety, my mamy teraz cięższy czas i choć bardzo bym chciała, żeby zawsze było u nas zabawnie, muszę wszystkich (łącznie z sobą) rozczarować. Nie jest. A, chcąc nie chcąc, mój fanpage to odzwierciedlenie mnie. Jak więc mogłabym się śmiać tutaj z Wami, gdy w rzeczywistości pęka mi serce. Jeśli ktoś spodziewał się więcej prywaty i więcej  moich dzieci, również muszę go rozczarować. Blogosfera nie potrzebuje kolejnej blogerskiej rodziny. Zresztą- bardzo nie chciałabym, aby ktokolwiek (poza nami) żył naszym życiem. Chciałabym, abyście byli ze mną dla moich tekstów i sposobu w jaki piszę czy mówię (i nieważne, czy poważnie, czy w żartach), a  nie dla uśmiechniętej buzi mojego syna. Jest mnóstwo takich miejsc, które sama obserwuję i uwielbiam. Ale to nie u mnie.

Czego możecie się spodziewać po tym miejscu?

Choć liczę na to, że zakładka „Śmiech to zdrowie” rozbuduje się wkrótce o kolejne teksty, to w tym momencie najbardziej zajmującym elementem bloga, są „Tematy ważne„. Ilość kobiet, która pisze do mnie mówiąc o swoich problemach… ilość kobiet tkwiących w związkach, w których stosuje się przemoc, jest zatrważająca. Przyszedł  moment, w którym naprawdę przerosło mnie to psychicznie. Miałam problem z udźwignięciem tego ciężaru, jakim były ludzkie kłopoty. Miętka jestem, a nie twarda. Ja bym je wszystkie przygarnęła do siebie i przytuliła, byle tylko wyrwać je z ich koszmaru. Część z nich jest pod opieką psychologów/psychiatrów. To ich historie opisuję na blogu- zawsze za ich zgodą. Aby pokazać tym, które się boją, że jest nadzieja. Część nie dopuszcza do siebie niestety myśli o możliwości korzystania z profesjonalnej pomocy.

Uważam, że o przemocy mówić trzeba. Nie tylko w momentach ujawnienia jakichkolwiek taśm, kiedy to nagle cały naród budzi się i orientuje, że przemoc jest. Ot, taka niespodzianka. A po kilku dniach/tygodniach sprawa ucicha. Bo co? Nagle przemoc się skończyła. I tyle w temacie.

Staram się coraz częściej poruszać naprawdę ważne tematy. Może nie są one tak poczytne jak sensacje, ale nie chcę budować społeczności wokół bloga w oparciu o kontrowersję. Chciałabym, żeby tutaj było normalnie- choć czasem trafiają się tematy trudne. Chciałabym też, żeby było  inaczej niż u innych. Dlatego tym, co odchodzą dziękuję. Bo świadczy to o ich dojrzałości.

Chciałabym, aby ten blog stał się miejscem, do którego raz na jakiś czas wracacie. Żeby zobaczyć, co słychać. Żeby przeczytać coś, czego nie ma nigdzie indziej. Żeby od czasu do czasu się pośmiać, od czasu do czasu wzruszyć, a jeszcze innym razem przeczytać rozmowy z ludźmi, którzy mają NAPRAWDĘ DUŻO DO POWIEDZENIA. Słuchanie to w dzisiejszych czasach towar deficytowy. Mogę jednak z dumą napisać, że opanowałam technikę wysłuchiwania  naprawdę dobrze.

Chciałabym, abyście mieli świadomość, że to miejsce ewoluuje. Razem ze mną. Bo skoro moje życie się zmienia, to to miejsce również. Może to dojrzewanie? Nie wiem. Ale już w 80% mam pewność w jakim kierunku zmierzam.

Oczyszczaj się

Często myślimy, że o naszej zajebistości świadczy ilość osób, które nas otaczają. Że o naszej życiowej zajebistości  świadczy ilość znajomych (często niestety pseudoznajomych). A ja Wam teraz napiszę, że o żadnym z nas JAKO O CZŁOWIEKU, nie świadczy wianuszek fanów, czy znajomych, który zgromadził się wokół nas. Nigdy.

Dlatego blogerze, pamiętaj. Jeśli ktoś odchodzi z Twojego fanpageu oznacza to jedynie tyle, że nie było  Wam dane „wspólne życie”. Dzięki temu zabiegowi masz o jednego NIEfana mniej. Chcesz się otaczać ludźmi, którzy chętnie Cię czytają? Pozwól więc, by zaszła naturalna selekcja. Docieraj powoli do tych, którzy będą z Tobą dla Ciebie.

Człowieku, pamiętaj. Jeśli ktoś odchodzi z Twojego otoczenia oznacza to jedynie tyle, że nie było Wam dane „wspólne życie”. Dzięki temu zabiegowi masz o jednego NIEznajomego mniej.  Chcesz się otaczać ludźmi, którzy chętnie z Tobą przebywają? Pozwól więc, by zaszła naturalna selekcja.

Czy warto być sobą?

Musisz być sobą. A jeśli komuś nie odpowiadasz taka, jaka jesteś? Pozwól tej osobie odejść. Pozostając z Tobą i tak w pewnym momencie, w wyniku narastającej frustracji, zaczęłaby uprawiać coś, co powszechnie nazywane jest hejtem. I nie traktuj tych odejść jako własnych porażek, a jako coś naturalnego.

  • Majhia

    Nie ukrywam, że do Twojego bloga przyciągnęły mnie zabawne historyjki – w typie chuja, którego sama wspomniałaś w tekście… ale nie o samą treść chodziło, tylko o sposób w jaki je opowiadasz 🙂 z czasem odkryłam inne zakamarki bloga i tak już zostałam, mam nadzieję, że na dłużej. Podziwiam Cię za opisywanie historii czytelniczek, zawsze robią na mnie duże wrażenie, chociaż często ciężko jest mi sobie wyobrazić jak ludzie mogą tak krzywdzić drugiego człowieka 🙁 ale uważam, że są one potrzebne – może któraś z dziewczyn dzięki nim uwolni się z podobnego koszmaru…

    Dobrze, ze jesteś sobą 🙂

  • Ja tam myślę, że zawsze najważniejsze jest bycie sobą. Ja mimo, że piszę od paru lat, nadal szukam jakiejś sensownej ścieżki, sposobu ekspresji. Coś poprawiam, kombinuje, ulepszam. Ale! Kiedy ktoś decyduje się na pisanie bloga w sposób osobisty, o sobie, tym o czym myśli – nie może liczyć na lajki same w sobie. Albo masz jakieś zdanie, chcesz coś powiedzieć i obserwujesz czy ktoś podziela ten pogląd, albo piszesz o „dupie marynie” , pod publiczkę, tylko po to by się przypodobać. Każdy niech sam wybierze.