Nie powinnam mieć dziecka

Psss... Stworzyłam "coś" świetnego! Najlepszą i JEDYNĄ taką instrukcję jak, krok po kroku, aplikować o pracę! Tylko do końca 16.07.2018r. dostęp o 20 zł taniej! Kliknij i zobacz

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!

Mam 34 lata. I chorobę, którą wszyscy uważają za moją fanaberię i wymysł wybujałej wyobraźni. Nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, jak potrafi ona utrudnić życie. Jak potrafi namieszać w głowie. Jak potrafi niszczyć relacje. Jak potrafi zniszczyć człowieka w człowieku.

 

Może zabrzmi to banalnie, ale od zawsze uwielbiałam mieć porządek. W życiu, w domu, w pracy. Prowadzimy z mężem biznes. Nieskromnie powiem, że moja organizacja była na tak wysokim poziomie, że gdyby ktoś zupełnie obcy zajrzał w nasze firmowe papiery, od razu byłby w stanie się w nich odnaleźć i kontynuować prowadzenie biznesu. Dzięki temu również szło nam świetnie.

 

Od zawsze miałam wszystko doskonale poukładane. Plan dnia dopięty na ostatni guzik z dokładną rozpiską miejsc, w które mam się udać. Czasy dojazdów z uwzględnieniem korków, problemów na drogach. Nigdy- ale to absolutnie nigdy się nigdzie nie spóźniłam. Możesz sobie więc wyobrazić, jak ogromna była moja frustracja, gdy spóźniał się ten, z kim byłam umówiona.

 

Bawiło to głównie mojego męża, a znajomi nie dowierzali, że idąc do sklepu znałam dokładny czas przechadzania się między półkami. Szłam tylko po rzeczy zaplanowane, spacerując trasą najbardziej optymalną. Nie zatrzymywałam się, nie czytałam składów, bo wybierałam produkty, które znałam.

 

Taka po prostu byłam. Zorganizowana.

 

Zdecydowaliśmy się na dziecko w momencie, gdy firma  prosperowała na takim poziomie, że mogłam sobie pozwolić na ewentualną niedyspozycyjność. Okazało się jednak, że nie byłam w stanie zwolnić tempa. Ale nie dlatego, że biznes beze mnie nie funkcjonował, a dlatego, że psychicznie nie byłam w stanie wytrzymać bez tego…napiętego grafiku. A że czułam się świetnie, robiłam to co wcześniej- z tym, że w dwupaku. Nie była w stanie zwolnić.

 

Problemy zaczęły się mniej więcej w okolicy 30 tygodnia ciąży, czyli w momencie, kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że już za moment moje życie- poukładane i idealne, przestanie takie być. Wtedy też zaczęły się moje pierwsze napady paniki i te zachowania… dziwne zachowania.

 

Zaczęłam obsesyjnie sprzątać. Układać, odkurzać, zamiatać, myć okna, wycierać kurze. Codziennie. Sprzątanie zajmowało mi siedem godzin dziennie. Każdy źle ułożony kubek, zaciek na szybie, czy okruszek na blacie drażnił mnie do tego stopnia, że z jego powodu potrafiłam dołożyć sobie kolejną godzinę histerycznego ogarniania. Zaczynałam płakać na widok szklanki pozostawionej na blacie przez męża. Z tego powodu potrafiłam zrobić mu tak wielką awanturę, że zamykał się w pokoju, by przeczekać.

 

Mąż, przerażony tym, co widział, wynajął dla nas panią do sprzątania. Mój problem był jednak taki, że nie wierzyłam, że ktoś jest w stanie posprzątać lepiej ode mnie. Dlatego po wyjściu pani, która posprzątała cały nasz dom, ja spędzałam trzy godziny na „poprawianiu” tego, co w moim odczuciu było zrobione źle lub niewystarczająco dobrze.

 

Im bliżej porodu, tym bardziej byłam przerażona i tym większa była moja obsesja. Nie spodziewałam się jednak tego, że po porodzie będzie jeszcze gorzej.

 

Byłam tak przerażona wizją życiowego bałaganu, że nie chciałam nawet patrzeć na córkę. Zrezygnowałam z karmienia piersią, bo ta czynność sprawiała, że samą mnie od siebie odrzucało. Połóg był najgorszą rzeczą, jaka przytrafiła  mi się w życiu. I nie o ból chodzi, a o to, że czułam się brudna. Brałam prysznic co pół godziny, w między czasie sprzątałam. Nie potrafiłam poradzić sobie ze swoim życiem. Nowym życiem.

 

To mąż zajmował się córką. On ją przytulał, bawił, usypiał, ja zajmowałam się firmą. Z racji tego jednak, że biuro mamy w domu, i tak długie godziny spędzałam na samym sprzątaniu. Unikałam kontaktu z własnym dzieckiem, bo nie mogłam znieść tego, że nie jestem w stanie dokończyć przy niej ani jednej czynności, którą zaczęłam. Że ciągle jest brudno, że ciągle bałagan, że ona płacze, a ja chcę dokończyć sprzątanie… TO BYŁO SILNIEJSZE ODE MNIE.

 

Płakałam całe noce nie mogąc poradzić sobie z myślą, że niszczę życie mojemu dziecku. Gdy nie byłam w stanie funkcjonować według z góry założonego planu wpadałam w histerię. Wrzeszczałam, klęłam rzucając kurwami w eter, biłam talerze o ziemię, by następnie przez dwie godziny sprzątać to, co zrobiłam w porywie szału. A im córka była większa, tym było gorzej.

 

Dziecko brudziło, uczyło się jeść, rozwalało zabawki, a ja całymi dniami płakałam. Płakałam, że muszę żyć w brudzie i syfie. Płakałam, bo wiem, że ludzie tacy jak ja, chorzy psychicznie, nie powinni mieć dzieci. Płakałam, bo zamiast być matką, byłam potworem, a jedynym człowiekiem, który ratował nasz „dom” był mój mąż. Nie tak powinno być. Płakałam, bo nie potrafiłam sobie z tym poradzić.

 

Nie wierzyłam, że ktokolwiek jest w stanie mi pomóc. Wpadłam w głęboką depresję- teraz to wiem, choć wtedy nie umiałam się do tego przyznać. Zamykałam się na całe dnie w pokoju razem z odkurzaczem, mopem i żelem do odkażania rąk- tak, by móc przestrzeń wokół siebie posprzątać i choć na chwilę się uspokoić. Nie chciałam widzieć ani dziecka, ani męża. Tak bardzo pragnęłam mojego dawnego życia… a strach o to, że to nigdy nie wróci sprawił, że znienawidziłam tych, którzy byli dla mnie najważniejsi. Obwiniałam ich o to, że jest ze mną tak źle.

 

Po dwóch latach mąż przekonał mnie do tego, bym dała specjaliście szansę. By ktoś mi pomógł. I teraz, po roku wspólnych starań, uczymy się żyć tak, bym była w stanie funkcjonować, bym nie raniła najbliższych. Bym nauczyła się być dla dziecka. Bym nauczyła się je kochać, przytulać, akceptować. I w drugą stronę- mąż z córką uczą się żyć tak, by nie doprowadzać mnie do pojawienia się stanów lękowych, histerii, paniki…

 

Gdy przestajesz czerpać radość z życia, a uczysz się tylko funkcjonować tak, by nie było gorzej, jest trudno… I choć jest lepiej ja wiem, że nigdy nie będzie wystarczająco dobrze. Całe życie na lekach. Całe życie spędzone na staraniu się. Całe życie ze świadomością, że może i jestem matką, ale nigdy nie będę mamą. Dobrą mamą.

 

W bardzo złych momentach zaczynam się zastanawiać, czy moje życie bez dziecka nie byłoby lepsze… I wtedy uświadamiam sobie, jak wielką pieprzoną egoistką jestem. Bo to nie z nią jest problem, a ze mną. I to nie jej powinno nie być. To mnie powinno nie być. To jej życie beze mnie byłoby lepsze.

No ale lekarz powtarza. Że będzie lepiej. Jeszcze lepiej. Więc czekam.

 

Ten tekst, jak wiele w zakładce „tematy ważne”, jest historią czytelniczki. Są to dla mnie teksty szczególnie ważne, dlatego będzie super, jeśli zostawisz swój komentarz lub udostępnisz ten tekst dalej.

Chodź na Instagram!
Udostępnij na Facebooku!


Chcesz znaleźć pracę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać?

...i bądź lepsza od innych kandydatów!

Instrukcja, jak skutecznie apikować o pracę

Cześć! Jestem Monika i piszę bloga. Zostań ze mną- razem raźniej!

Comments

  • reply
    Fabulous

    Rozumiem Cię, chociaż ja mam trochę inny problem. I nie obwiniaj się, że jesteś egoistką. Ja mam prawie 27 lat, nie mam dziecka i wszystkim dookoła mówię, że żadnego dziecka nie chcę mieć i nawet nie obchodzi mnie to że ludzie negatywnie na to patrzą. Mam wahania nastrojów więc nie byłabym dobrą matką, a oprócz tego…nie przepadam za dziećmi i mówię to wprost. Uważam, że lekarz+ psychoterapeuta są w stanie w jakimś stopniu pomóc. Mi pomagają leki i rozmowa z psychiatrą. Do terapeuty nie chodzę bo to nie dla mnie, ale czuję się lepiej od leków niż bez, ale mimo wszystko oprócz leków trzeba zmienić nastawienie, ja o moich problemach i jak sobie z nimi radzić czytam w internecie i książkach, stosuję się do tych rad i to naprawdę bardzo pomaga. Życzę Ci wszystkiego dobrego i zapraszam na mój blog:) http://www.weronika-bajeczny.blogspot.com

    16 marca 2018
  • reply
    Anna Kaźmierczak

    Czytałam na wdechu i łzy same leciały…nie wiem co napisać..

    16 marca 2018
  • reply
    Eliza Klama

    …żal ściska serducho jak się czyta taki tekst…

    16 marca 2018

Post a Comment