My. Millenialsi. Nie jesteśmy źli.

Rzadko się oburzam. Z reguły mam w nosie to, co przeczytam kątem oka- w sieci i poza nią. Nie dlatego, że obojętny jest mi los wszystkich i wszystkiego, a dlatego, że mam świadomość konieczności filtrowania internetowej rzeczywistości. Potrzeba więc naprawdę wiele, aby faktycznie „coś” mnie dotknęło. Tym razem jednak, po przeczytaniu pewnego tekstu, poczułam, że muszę zabrać głos. Trafiłam na wypowiedź, która sprawiła, że zdałam sobie sprawę z krzywdzącej postawy wielu ludzi starszego pokolenia w stosunku do młodych. Artykuł, który teraz czytacie, jest odpowiedzią na niedawno przeczytany na stronie Mamadu list oburzonego postępowaniem mojego pokolenia czterdziestolatka (tekst na stronie Mamadu zatytułowany został: „Prawda o pokoleniu lat 90. „Mam 40 lat i przeraża mnie to co widzę. Millenialsi są złymi pracownikami i rodzicami.”-  koniecznie przeczytajcie)

Źli pracownicy

Podobno my, młodzi, jesteśmy tragicznymi pracownikami. Podobno wymagamy wysokich wynagrodzeń nic z siebie nie dając.

Pieniądze są zazwyczaj powodem kłótni i sporów. No cóż… Konsumpcjonizm stał się w dzisiejszych czasach postawą naturalną. Nie jest jednak ani odkryciem, ani tajemnicą, że istnieje różnica w kosztach utrzymania rodziny dzisiaj, a 15 lat temu. Zadam teraz bardzo proste pytanie- czy praca za 1400 zł (pełny etat) się opłaca? Może komuś tak. Mnie z pewnością nie. Taka kwota wystarczyłaby bowiem tylko na nianię dla mojego dziecka. A gdzie pieniądze na przedszkole syna? Gdzie pieniądze na stałe opłaty związane z życiem- media, jedzenie. A paliwo/bilet miesięczny na dojazdy do pracy? Nie słyszałam, aby gdziekolwiek zwalniano z takich opłat ludzi pracujących… Życie teraz to nie życie kiedyś. Podstawowe potrzeby trudno niejednokrotnie zaspokoić oferowanymi stawkami.

W artykule, do którego się odnoszę, Pan wypowiadający się stwierdził, że darmowa praca po pracy to normalność. No cóż. Jeśli są ludzie, których dziwi czyjaś niechęć do odrabiania darmowych nadgodzin, niech odrabiają te darmowe godziny za tych, którzy nie chcą. Proste. Pracujemy, aby żyć, a nie żyjemy, aby pracować. I jest to zdecydowanie zdrowsze podejście, niż bezgraniczne poświęcenie się pracodawcy.

Nielojalni wobec pracodawcy

My nielojalni? A jak traktuje się ludzi na rynku pracy? Umowy śmieciowe, umowy o dzieło. Praca…hmm… dzisiaj jest, jutro jej nie ma. Czy pracodawcom zarzuca ktoś nielojalność wobec pracownika? Nie, no bo przecież redukcja etatów… inna, „tańsza” osoba na dane miejsce. Nas można poklepać po ramieniu i powiedzieć „do widzenia”, bo to normalna kolej rzeczy. My natomiast mamy być oddani i lojalni do ostatniej minuty pracy za biurkiem. Nie można mieć gorszych dni, bo wg pracodawcy taki pracownik jest leniwy. Nie można wykorzystać urlopu wtedy, gdy organizm domaga się odpoczynku, bo praca goni, a bez tej jednej jedynej osoby, cała firma „stanie w  miejscu”. Nie można w trakcie pracy napić się, czy zjeść, bo to kolejny wybryk świadczący o braku szacunku do pracy. No tak. Jedzenie, sen i odpoczynek są dla słabych.

Nasze pokolenie zaczęło  domagać się lepszego traktowania na rynku pracy. Nie świadczy to o naszej głupocie i naiwności. My po prostu chcemy żyć inaczej, niż żyło się kiedyś.

Roszczeniowi i nieodpowiedzialni

Podobno bezpodstawnie domagamy się wysokiego wynagrodzenia. Bezpodstawnie? Ilu młodych ludzi poświęciło swoje życie na naukę i kształcenie się, właśnie po to, by móc godnie zarabiać i godnie żyć. Chęć życia na poziomie już odrobinę wyższym niż ciułanie od 1. do 1. uznawane jest za wygórowane wymaganie i roszczeniowość.

Jesteśmy nieodpowiedzialni? Większość moich znajomych pracowała tuż po maturze. Wielu moich znajomych miało pracę w trakcie studiów. Po to, by móc żyć po swojemu. Nie prosić rodziców o przelew, czy kasiorę do ręki. Z perspektywy czasu zastanawiam się, jak ja byłam w stanie wtedy funkcjonować.

Jesteśmy złymi rodzicami

Bo staramy się być z dzieckiem, a nie ponad dzieckiem? Bo przekonaliśmy się, niejednokrotnie na własnych skórach, że bicie nie jest metodą wychowawczą? To niesprawiedliwe. Dbamy o nasze dzieci. Jesteśmy. Walczymy o nie, niejednokrotnie walczymy o ich życie.

Napatrzyliśmy się

Napatrzyliśmy się na ludzi starszych pokoleniem. Na tych, którzy poświęcali swoje życie pracy. Na tych mężczyzn, których nie było częściej niż byli. Chcemy tworzyć pełne rodziny, chcemy pracować wszyscy- bez degradowania kobiet do roli kur domowych. Chcemy czuć się docenieni we wszystkich wymiarach- nie chodzi tylko o pochwały, ale także o motywujące wynagrodzenia. My chcemy czuć, że nasz wysiłek się opłaca. „Coś” poświęcamy, by „coś innego” w zamian otrzymać.

Jesteśmy innym pokoleniem

Nie przeżyliśmy wojny, nie wiemy czym jest walka o wolność. I może właśnie dlatego, nie mając świadomości, czym jest chęć przetrwania, skupiamy się na sobie. Ale nie w sposób egoistyczny, czy narcystyczny. Bo przecież walcząc o lepsze warunki pracy dla siebie- walczymy o takowe dla wszystkich. Walcząc o lepsze traktowanie w ogóle, robimy to dla ogółu. Często odnoszę wrażenie, że to właśnie naszemu pokoleniu łatwiej jest żyć ponad podziałami.

Wojna

Przestańmy toczyć międzygeneracyjne walki na słowa i czyny. Przeżyliśmy co innego, a mając różne doświadczenia nie jesteśmy w stanie mieć tej samej wizji świata. Dlatego tak ważne jest zrozumienie. Byśmy mogli razem w tym świecie funkcjonować. Pokolenie naszych babć i rodziców ma naprawdę wiele do powiedzenia. Ale my również! Słuchajmy siebie nawzajem, korzystajmy z naszych doświadczeń. Każde z naszych pokoleń ma swoją wartość. Ogromną!

Na podstawie jednostek powstał stereotyp Millenialsów- odnoszący się do ogółu. Stereotyp dotyczących osób WYCHOWANYCH przez poprzednie pokolenia. A przecież nie jesteśmy źli. My. Millenialsi. Nie jesteśmy źli!

Igraszki małżeńskie

Nie płakałam

  • Zgodzę się z Tobą i nie zgodzę. Ja mam już prawie 30, mój mąż podobnie, jednak stosunek nasz a ludzi z pokolenia mojego brata (tylko 4 lata różnicy) jest kolosalnie inny. Zaobserwowaliśmy to kilkukrotnie zatrudniając w firmie w której pracujemy ludzi w jego wieku jako pracowników tymczasowych. „Tamten wg mnie robi mniej, a zarabia tyle co ja”, „Ja robię więcej, wg mnie mam bardziej odpowiedzialne zadania, powinienem dostać więcej” itp. Tak, to roszczeniowe pokolenie „młodych managerów”, jak mówimy z mężem, które liczy na to że dostanie pensję kierowniczą w zamian za to, że zechcieli w ogóle popracować. Ja zaczynałam dorabiać mając 15 lat, u fryzjera, za 5zł za godzinę. Potem szłam w bardziej ambitne zajęcia, a i teraz nie do końca robię to, na co mnie stać. A samo wykształcenie nie jest jeszcze wyznacznikiem, że skoro masz dyplom, to od razu zostaniesz dyrektorem. Tacy ludzie właśnie, jak pokolenie mojego brata, powinni przejść tę drogę żeby się nauczyć pokory i doceniać pracę -bo funkcjonują myśląc „Co się będę wysilał, nie tu to gdzie indziej”. Co do reszty, popieram, trzeba zarabiać godnie by utrzymać rodzinę, trzeba dzielić zycie między pracę a rodzinę, nie można poświęcać wszystkiego. Ale czasy mamy takie jakie mamy i trzeba się w nich jakoś odnaleźć.

    • Hmmmm… Myślę, że roszczeniowość nie wynika z wieku, a ze sposobu wychowania. Bo zazwyczaj roszczeniowi są młodzi wychowani przez roszczeniowych „starszych”. Ja, patrząc na mojego brata (również młodszy) odnoszę wrażenie, że doskonale radzą sobie na rynku pracy i (przede wszystkim) ciężko pracują. Więc myślę, że nie jest to do końca „młody roszczeniowy”, a „stereotypowy polak”, który zdarza się w każdej grupie wiekowej. Być może nie miałam też styczności z młodym pokoleniem w aż tak szerokiej grupie, a moje otoczenie to ludzie, którzy wywalczyli dotacje, którzy pracują rzetelnie na wysokich i niższych stanowiskach, a stosunek do pracy mają odpowiedni, jeśli stosunek pracodawcy do niich taki również jest. No bo jeśli pracodawca proponuje już śmieciówkę, to dlaczego nie miałby pracownikowi zapłacić więcej? Warto walczyć o swoje, co często nazywane jest roszczeniowością. 🙂

  • Anna Kolenkiewicz

    Droga matko! Podobnie jak Ty rzadko przejmuję się internetowymi bojami, mało mnie obchodzi frustracja pana Czesia z Koziej Wólki, który potrafi wydać wyrok na całe pokolenie, jakby było to jego świętym obowiązkiem. Omijam te wredne prowokacje szerokim łukiem no bo ile się człowiek moze przejmować wymyślonymi problemami?
    Po przeczytaniu Twojego tesktu poczułam jakbym połknęła antidotum na tą cała internetową głupotę, tak powinno się z tym walczyc-mądrymi, rzeczowymi argumentami, siłą wiedzy a nie wulgaryzmów. Dodam, że zgadzam się w stu procentach z każdym podpunktem.
    Na studiach ze znajomymi łapaliśmy się wielu prac dorywczych, do tego praktyki, staże, a potem wypłynięcie na głebokie wody pełne nieuczciwych pracodawców i śmieciówek. Trzeba było nieźle nawalczyć się o swoje, nastresować żeby teraz móc powiedzieć NIE na rozmowie rekrutacyjnej kiedy szef z miną łaskawcy i zbawiciela oferuje 1400 na umowę o dzieło. Żeby po raz kolejny nie dac się oszukać i tym razem mieć co włożyć do garnka. Głupotą właśnie jest godzenie się na niewolniczą pracę w imię…no właśnie, czego?
    Zastanawiam się ilu krytykantów pochodzi z modelu rodziny „zaharowana matka, siedząca do nocy w kuchni i ojciec którego nigdy nie było w domu”. Jeśli nie wyciagnęli z takiego układu żanych wniosków nie pozostaje nic innego jak tylko współczuć im, a zwłaszcza ich dzieciom, które będą skazane na podobne przeżycia.
    Dziękuję za ten tekst – szczepionkę na internetowy bezpodstawny hejt 😉

  • Pingback: Historie pogodne z przesłaniem plus linki z sieci. - VADEMECUM BLOGERA()