Moja utopia

Kupiłam sobie batonik,
Miałam ochotę na niego!
Mimo, że jestem na diecie..
Lecz jeden batonik? Nic złego!
Wiadomo!

Drzwi przymknęłam za sobą.
Zasiadłam wdzięcznie w pokoju,
Cudownie się delektując
Matczyną chwilą spokoju.

Gdy woń czekolady poczułam,
Otwierając pysznego Pierrota.
Poczułam, że jeszcze większa
Mnie naszła na niego ochota.
#MójUlubiony

Tak celebrując ten moment,
Na chwilę zamknęłam oczy…
Aż nagle zza drzwi ciut przymkniętych
Ktoś mały na mnie wyskoczył!

I wtedy słyszę pytanie
„Mamo, co ty tam chowasz?”.
I już wiem, że na batonik
Większy jest popyt, niż podaż…

Wiem, że nie wygram tej walki,
Pokornie więc spuszczam głowę,
Pytając jeszcze z nadzieją:
„Może dasz mi…połowę?”

Ale…
nie było już przy mnie syna.
Pobiegł zjeść w samotności.
A ja? Ciągle siedziałam
Z żalem, co przenikł do kości.

W ręku pozostał mi tylko
Papier, co jak skrzydło ptaka
Powiewał drwiąco, szyderczo…
Przy wietrze z małego wiatraka…