Druga ciąża. Kolejna ciąża…

Druga ciąża oraz każda kolejna ciąża może zostać rozpoznana na podstawie kilku objawów.

***

Sobota. Wieczór. Młody śpi. Ja kończę sprzątanie, Luby leży w łóżku. Nagle poczułam ból w podbrzuszu.

– Pewnie okres dostanę.- pomyślałam.- OKRES! Moment, moment, kiedy ja go miałam…?

Wyciągam mój niezawodny neseserek. Wertuję strona za stroną. JEST.

– O Boże! Tydzień! Tydzień mi się spóźnia. Niemożliwe! Po odstawieniu od piersi mój organizm nadal szaleje… Albo… Druga ciąża?!- tysiąc myśli na minutę.- Do tego jest sobota… Gdzie ja w sobotę wieczorem dostanę test!? O mój Boże.- i chodzę po pokoju zestresowana. Znowu poczułam ten ból w podbrzuszu.- Boże, jak to było!? Jak ja się czułam w poprzedniej ciąży…- staram sobie przypomnieć. Zamiast zastanawiać się dalej- otwieram laptopa.

– „Objawy ciąży”- wpisuję w wyszukiwarkę i klikam w pierwszy lepszy link.- „Pierwszym objawem ciąży jest brak miesiączki…”- Kurde! No mam! Pierwszy objaw…- mówię do siebie spanikowana i czytam dalej.- „Piersi stają się obolałe, powiększają się…”- a ja łapię się panicznie za  obydwie moje piersi.- Bolą, czy nie bolą…- Zastanawiam się i nagle poczułam jakieś ukłucie.- No bolą, kurde, bolą! Kolejna ciąża! Druga ciąża!

Luby wchodzi do pokoju. Widok siedzącej przed komputerem żony ściskającej się za piersi lekko go zdziwił.

– Co ty robisz?- pyta.
– No jak co? Nie widzisz?!
– A mogę ja?- zapytał uradowany i już zaczął się do mnie zbliżać.
– Swoje sobie podotykaj! Okresu nie mam! Sprawdzam, czy w ciąży nie jestem.
– To nie lepiej zrobić test?- zapytał jeszcze bardziej zdezorientowany.
– A gdzie ja teraz test dostanę!? Kupisz mi w poniedziałek jak będziesz wracał z pracy. Teraz mnie zostaw, muszę jeszcze poczytać… Ciężarnej nie stresuj swoim widokiem.
– Zrób najpierw test.

Luby niepocieszony wyszedł z pokoju, a ja zaczytywałam się dalej.

„Z burzą hormonów związane są wahania nastrojów…”- Miałam, czy nie miałam…- myślę- Jezu, wczoraj płakałam na filmie. To pewnie to! O Boże…- i czytam dalej coraz bardziej podekscytowana- „Nadwrażliwość na zapachy”- hmmmm…- zaciągnęłam się- Nieee… to chyba nie.- „Mdłości…”

– Bez sensu, nie czytam dalej. Idę się położyć.

Leżałam w łóżku. Zasnąć nie mogłam.

„Kolejna ciąża… Co ja zrobię. Nie jestem gotowa na kolejne dziecko. A co, jeśli druga ciąża będzie tak ciężka, jak pierwsza?”

– Luby!- szturcham małżonka.- Luby, jak ty możesz spać w takiej sytuacji. We mnie kiełkuje nowe życie, a ty śpisz?!- krzyczę szeptem.

– To co, mam nie spać przez dziewięć miesięcy? Później i tak nie odeśpię!- odezwał się Luby przez sen i odwrócił się w drugą stronę.

Po walce z samą sobą udało mi się wreszcie zasnąć. A rano…

„Boże… mdli mnie…”- otwieram oczy- „O nieee…zaczyna się!”- pomyślałam.

– Nie…nie wstaję z łóżka Luby. Ubierz Młodego i idźcie na dół… Proszę. Czuję się fatalnie.

Leżałam w łóżku. Nagle zaczęłam czuć mieszankę wszystkich zapachów docierających z kuchni, w której Luby pichcił i z łazienki, w której kąpał się mój brat.

– O nieeeeee..- pomyślałam i ledwo powstrzymałam się przed zwymiotowaniem.

Całą niedzielę czułam się fatalnie. Z racji tego, że spędziłam ją w łóżku, przejrzałam internet wzdłuż i wszerz.

– Hej…no i co. Jak ja to ogarnę. I te mdłości… I piersi  mi rosną w zastraszającym tempie.

Tak biadoliłam sama do siebie przez cały dzień. Oswoiłam się z myślą o kolejnym dziecku. Pogodziłam się z tym, że kolejny raz będę wielorybem…

– Może poczytam o imionach… O nie… I samochód mamy za mały! Jak my się pomieścimy?! Może będzie dziewczynka. Zobaczę jakie piękne rzeczy są dla dziewczynek…

***

Poniedziałek zaczęłam z fatalnym samopoczuciem. Nie wiedziałam jak się nazywam.

– Luby! Tylko nie zapomnij kupić mi testu.- dzwonię do niego- A właściwie to dwóch. Albo lepiej trzech. Żeby była pewność. Taka pewna pewność.

Na męża czekałam z utęsknieniem. Kiedy tylko przyjechał, przekazał mi zawiniątko. Ja poszłam odbębnić to, co było pewne. Nasikałam. Usiadłam na podłodze w łazience i czekałam. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Jedna kreska…i jedna kreska.

– Niemożliwe- i potrząsnęłam testem jak termometrem.

Odczekałam wskazane dziesięć minut i postanowiłam zrobić kolejny.

– Pewnie był jakiś felerny- pomyślałam.

Zrobiłam następny. Też negatywny.

– Hej… czyli nie jestem w ciąży…- pomyślałam.

Mdłości przeszły. Piersi wróciły do swojego stanu sprzed ciąży urojonej. Jak ręką odjął. Ból w podbrzuszu? Kolejnego dnia dostałam okres. A ja…ja byłam zawiedziona.

***

Półtora miesiąca od tego zdarzenia byłam w ciąży z Młodą 😉

EDIT: Jak to zauważyła jedna z Was: nie ma lepszej metody na wywołanie okresu, niż… test ciążowy! 😉

__________________________________________________________________

– Kurde, mam ochotę na coś słodkiego…

– No to śmigaj do sklepu.

– Szczerze przyznam, że myślałam, że się zaoferujesz i pójdziesz ty.- powiedziałam do Lubego.- Spełnij jedną z ostatnich ciążowych zachcianek żony.

– Nie przyłożę ręki do tego występku…CZYTAJ KOLEJNĄ HISTORIĘ>>>

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • hehe skąd ja to znam, ale akurat przy planowaniu potomka następnego…teraz to nawet anykoncepcja, problemy z tarczyca przed ciążą mnie nie uratowały, a gdy poszłam na kontrolę torbieli czy znikły aż szczęka ginekologowi opadła, a mi tym bardziej. W domu zrobiłam jeszcze setkę testów ciążowych, żeby uwierzyć bo jakoś obraz na monitorze mi nie starczał 😛

    • Antykoncepcja naprawdę zawodzi 😛

  • Edka

    Ja mam wrażenie, że łatwiej, znacznie łatwiej nie-zaciążyć, niż począć potomka…ech

    • Coś w tym jest. Ponoć im bardziej się chce, tym jest trudniej!

  • Ania

    Ja gdy starałam się o pierwsza ciążę to miałam szuflade pełna testów 😀 zdarzało mi się usiąść na toalecie otworzyć test i dostawalam miesiączki 😭 szkoda testu. A teraz jestem szczęśliwa mama dwójki dzieci 😁 córka 4.5 lat a syn 5 miesięcy i jestem przeszczesliwa 🤗